Oszuści mają nową metodę wyłudzania pieniędzy. Uważaj na taką wiadomość
Nowa metoda wyłudzania pieniędzy przez oszustów sprawia, że ofiary są skłonne natychmiast przesłać nawet kilka tysięcy złotych. Na czym polega sposób "na uszkodzony telefon"?
- Oszuści stale opracowują nowe metody wyłudzania pieniędzy
- Sposób, który ostatnio staje się coraz popularniejszy, określa się mianem metody "na uszkodzony telefon"
- Ofiary tracą nawet kilka tysięcy złotych, przelewając je oszustowi, podszywającemu się za osobę bliską
- Więcej podobnych wiadomości znajdziesz na stronie głównej Radia ZET
Nowa metoda oszustów: "na uszkodzony telefon"
Oszuści wprost dwoją się i troją, by wymyślać coraz nowsze metody na wyłudzenie pieniędzy. Kluczem do tego jest m.in. brak wiedzy o tym, w jaki jeszcze sposób możemy zostać oszukani. Zwykle im więcej osób padło ofiarą, tym głośniej mówi się o tym, jaką metodę wynaleźli kreatywni wyłudzacze. O tym, że próbują wyciągnąć pieniądze metodą "na wnuczka", czy "na policjanta", w mediach było na tyle głośno, że coraz mniej osób rzeczywiście daje się na to nabrać. Powstają też liczne kampanie — prowadzone m.in. przez policję — informujące o potencjalnym zagrożeniu.
Teraz jednak pojawiła się nowa metoda oszustów na wyłudzanie pieniędzy. Jak w innych przypadkach, tu też często ofiarami mogą być osoby starsze, czy mniej obyte z elektroniką. Sposób zyskał miano metody "na uszkodzony telefon". Na czym on polega?
Metoda "na uszkodzony telefon" - na czym polega?
Nowa metoda oszustów polega na podszywaniu się pod córkę lub syna ofiary. Oszust wysyła SMS, w którym informuje o uszkodzonym telefonie i prosi o przesłanie pieniędzy na nowy sprzęt. Co ważne, wyłudzacz wywiera presję, by przelew środków zrobić jak najszybciej. Z tego powodu osoba, która wpadła w pułapkę, często nawet nie sprawdza numeru ani nie weryfikuje w żaden sposób, kto naprawdę się z nią kontaktuje.
Zdarzały się już przypadki, że oszust wyłudził "na uszkodzony telefon" nawet kwoty 2-3 tysięcy złotych. Niedawno o takiej sprawie informowali funkcjonariusze z Makowa Mazowieckiego. 50-letnia kobieta zgłosiła, że straciła 2 tysiące złotych. Uwierzyła, że wiadomość, którą zobaczyła na komunikatorze, napisał jej syn.
"Przypominamy, że w takich przypadkach bardzo łatwo można uchronić się przed stratą pieniędzy, bo wystarczy zadzwonić na dotychczasowy numer telefonu bliskiej osoby i wszystko wyjaśnić. W przeciwnym razie konsekwencje mogą być bardzo poważne" - czytamy na stronie KPP w Makowie Mazowieckim.
Źródło: Radio ZET/mazowiecka.policja.gov.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET