Pacjent zmarł w łazience w Szpitalu Południowym. Ujawnili nagranie z sekcji. „Syf”

3 min. czytania
13.07.2026 10:25
Obserwuj nas na Google

To jest trochę syf. Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było - miał powiedzieć szef prosektorium Szpitala Południowego w Warszawie w sprawie pacjenta, który został znaleziony w łazience po czterech godzinach od śmierci. Portal zero.pl w poniedziałek ujawnił taśmy z sekcji zwłok. 

Szpital Południowy
fot. Tomasz Jastrzebowski/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak doszło do śmierci pacjenta w Szpitalu Południowym.
  • Dlaczego personel szpitala nie zauważył nieobecności pacjenta przez cztery godziny.
  • Co zawierają nagrania z prosektorium i jakie mają znaczenie dla sprawy.

Śmierć pacjenta w łazience Szpitala Południowego

Do zdarzenia miało dojść w sierpniu ubiegłego roku. Do Szpitala Południowego w Warszawie przyjęto starszego mężczyznę z biegunką. Jak podaje portal zero.pl, miał być na bieżąco monitorowany. Około północy udał się do łazienki, a około 4 nad ranem znaleziono go tam martwego. To sytuacja, o której w wywiadzie w Kanale Zero wspominał dr Emil Jędrzejewski. Wciąż jest wyjaśniane, dlaczego przez cztery godziny nikt nie zwrócił uwagi na pacjenta.

Szpital miał podjąć decyzję o przeprowadzeniu sekcji zwłok. - Faktycznie sytuacja, w której pacjent umiera w toalecie i zostaje znaleziony po wielu godzinach, jest niecodzienna. Cały szpital był tym poruszony. Byłem zdziwiony, że dyrekcja nie podjęła decyzji o przekazaniu sprawy do prokuratury, lecz zdecydowano o przeprowadzeniu sekcji zwłok u nas w szpitalu - powiedział portalowi zero.pl ówczesny koordynator prosektorium w placówce Artur Habowski, który dziś już tam nie pracuje. Jak dodał, decyzja o przeprowadzeniu sekcji zwłok została podjęta przez dyrekcję szpitala, a patomorfolog nie odmówił jej przeprowadzenia.

Redakcja poleca

Nagrania z sekcji zwłok

Portal zero.pl podaje, że dysponuje nagraniami z prosektorium Szpitala Południowego. Mają trwać nawet kilkadziesiąt godzin. Zarejestrowano na nich zdarzenia z 12 sierpnia, kiedy przeprowadzono sekcję zwłok zmarłego mężczyzny oraz z 13 sierpnia, kiedy do szpitala przyjechała jego rodzina. W sekcji poza Habowskim uczestniczyli także lekarz patomorfolog Kamil Sokół oraz pomocnik sekcyjny, który ma być autorem nagrania i już wtedy miał być skonfliktowany z przełożonym.

- To jest trochę syf. Trzeba zrobić tak, żeby syfu nie było - miał powiedzieć do lekarza koordynator prosektorium, na co ten odpowiedział: „Okej, no dobra”. Później rozmawiali o zmarłym pacjencie. „Przecież, ku**a, że prokurator się nie wje**ł do szpitala na to, co odje**li” - takie zdanie miało paść na nagraniu, a także, że „karta zgonu jest tam zrobiona, tylko jest spier****na”, bo „co oni mieli tam wpisać”. Z rozmowy - według doniesień zero.pl - wynika, że w chwili rozpoczęcia sekcji nie ma jeszcze formalnego zlecenia jej przeprowadzenia.

Koordynator prosektorium miał powiedzieć, że personel szpitala „dał d**y” i powinien „chociaż ku**a przejść co godzinę i zobaczyć, czy mają wszystkich pacjentów”. Dzień później koordynator prosektorium tłumaczył rodzinie pacjenta, że przyczyną śmierci były problemy z sercem. - Wie pani, to ja powiem szczerze, ja dawno nie widziałem tak schorowanego serca - miał powiedzieć. W rozmowie nie wspominał jednak o tym, że mężczyzna został znaleziony w łazience dopiero po kilku godzinach. 

Koordynator prosektorium wyjaśnia

- W rozmowie z rodziną nie przekazałem okoliczności, w których doszło do śmierci, bo nie byłem do tego upoważniony. Byłem koordynatorem prosektorium i moim obowiązkiem było wydać kartę zgonu. To lekarze są od informowania o okolicznościach zgonu - tłumaczy w rozmowie z zero.pl koordynator prosektorium. - Przyznaję, że z perspektywy czasu moje słowa z nagrania nie brzmią dobrze. Są głupie żarty, trochę żargonu, z boku wygląda to źle. Ale chodziło mi o to, że jest trudna sprawa i że trzeba jakoś sobie z tym poradzić. Przecież nie miałem możliwości nakazać lekarzowi, jak ma wyglądać sekcja. Tak samo stwierdzenie przyczyny zgonu - to wyłączna kompetencja lekarza - dodaje.

Z kolei lekarz Kamil Sokół nie chciał rozmawiać z portalem. Wypowiedział się natomiast adwokat Maciej Zaborowski, partner zarządzający w kancelarii Kopeć & Zaborowski, którego klienci chcą przerwać zmowę milczenia wokół tego, co działo się w Szpitalu Południowym. -  Pomimo złożenia wniosku o pilne przesłuchanie do dzisiaj, mimo wielu prób kontaktu, prokuratura nie zainteresowała się sprawą. Moi klienci w każdym momencie gotowi są stawić się w prokuraturze i złożyć zeznania pod odpowiedzialnością karną oraz przekazać wszelkie nagrania - powiedział prawnik. 

Źródło: Radio ZET / zero.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET