Po dwóch latach wróciłam nad polskie morze. Potrzebna mi była ta przerwa, żeby zrozumieć, dlaczego zawsze wracam. Tym razem dobrze się przyjrzałam. Składa się na to pewien mix składników. Każdy z nich pojedynczo brzmi banalnie, ale razem, oddziałując na wszystkie zmysły, tworzą uzależniający koktajl.
1. Biały piasek
Gdy po dwuletniej przerwie zeszłam na plażę, uderzył mnie widok bielusieńkiego piasku. Ale bielusieńkiego! Zapomniałam już, jak tu pięknie. Dodam, że w międzyczasie sprawdziłam europejskie zakątki słynące z najpiękniejszych plaż, ale nie ma porównania. Tutaj jest po prostu „mąka”.
2. Fale
Moje dziecko kocha fale. I to kocha je miłością bezgraniczną – gdy wejdzie do morza, nie może przestać skakać, na szczęście bezpiecznie, po kostki, co stwarza pewną przestrzeń do odpoczynku. W rzece, czy nad jeziorem nawet najpiękniejszym kaszubskim, takiej frajdy nie ma.
3. Zapach portu
Zapach portu jest jak dla mnie jak zapach lasu – od razu włącza tryb relaksu.
4. Ryba
Jak port, to musi być i ryba. Kiedyś obsesyjnie sprawdzałam, czy świeża (w sensie niemrożona), na co akurat jest sezon, na jakie gatunki obowiązuje zakaz połowu, która ryba ma najwięcej wartości odżywczych, białka, tłuszczu. Sen z powiek spędzała mi rtęć. A potem porozmawiałam z ekspertem i wszystko mi przeszło. Bo okazuje się, że to jak z pestycydami w owocach – korzyści przewyższają ryzyko, lepiej jeść niż nie jeść.
5. Mewy
Do końca pobytu szukałam brakującego elementu układanki, ostatniego składnika „tajemniczego koktajlu”. Tuż przed wyjazdem doznałam olśnienia: mewy! Kilka lat temu natrafiłam na następujący komentarz pod opisem jednego z ośrodków wczasowych: „Czysto, pokoje z dużymi balkonami, gospodarz uprzejmy, cicho (poza śpiewem mew, ale to mnie nie przeszkadzało)”. I mnie też to nie przeszkadza, a nawet, jak się okazuje, taka mewa porusza we mnie jakąś wrażliwą strunę – zapewne przywołuje dzieciństwo.
Na koniec słów parę w obronie parawanów. Ja akurat nie używam, ale rozumiem tych, co rozkładają, bo nad Bałtykiem naprawdę solidnie wieje. I nie jest to bynajmniej przyjemny wietrzyk jak nad Adriatykiem, tylko przenikliwy ziąb, który przeszywa człowieka na wskroś. Z drugiej strony, parawany faktycznie zasłaniają morze, więc w pewnym momencie taka wyprawa robi się po prostu bez sensu. Jeśli mogę zaproponować jakieś kompromisowe rozwiązanie, to żeby rozkładać parawan, gdy... wieje. Na przykład od 5. w skali Beauforta – to już niech ocenią meteorolodzy. Oczyma wyobraźni widzę nawet kolejny znaczek na tablicy informacyjnej przy wejściu na plażę – flaga: biała, temperatura wody: 18, temperatura powietrza: 24, wiatr: 2, zakaz parawanów.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET