Pilna reakcja ministerstwa po tragedii w Ząbkach. Nie żyje 2-letni chłopiec
Pilna kontrola w klubie dziecięcym w Ząbkach po tragicznej śmierci niespełna dwuletniego chłopca, którego ciało znaleziono w oczku wodnym. Służby sprawdzają, czy w momencie dramatu opiekunowie dopełnili wszelkich procedur bezpieczeństwa i czy ich liczba była zgodna z przepisami.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie kroki podjęło ministerstwo po śmierci chłopca w Ząbkach.
- Dlaczego konieczna jest kontrola procedur bezpieczeństwa w klubie dziecięcym.
- Co wzbudza kontrowersje w związku z terenem klubu dziecięcego.
- Które kwestie dotyczące personelu wymagają weryfikacji.
Kontrola po śmierci 2-letniego chłopca w Ząbkach
Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zleciło pilną kontrolę klubu dziecięcego w Ząbkach, w którym w środę zginął niespełna dwuletni chłopczyk. - Zgodnie z przepisami nadzór nad placówkami publicznymi sprawuje urząd, więc ja urzędowi zleciłam przeprowadzenie natychmiastowej kontroli. Wskazałam, które obszary powinny być pilnie sprawdzone - powiedziała wiceszefowa resortu Aleksandra Gajewska.
Zweryfikować trzeba przede wszystkim to, czy w momencie tragicznego wypadku zapewnione były wszystkie procedury związane z bezpieczeństwem i opieką na wysokim poziomie. - Czyli czy była tam odpowiednia liczba dzieci i opiekunów - dodała Gajewska.
- Czekam też na wyjaśnienia w zakresie zagospodarowania tego terenu, ponieważ w przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, że oczko wodne leży na terenie tego klubu dziecięcego. Z informacji, które ja otrzymałam wynika, że to nie jest teren placówki, a teren, na którym znajduje się placówka, ale są tam też inne usługi - powiedziała wiceministra. To znaczyłoby, że oczko wodne, w którym znaleziono ciało dziecka może znajdować się za ogrodzeniem, na terenie innej placówki, i chłopiec w jakiś sposób się tam przedostał.
„Żaden zbiornik nie ma prawa znajdować się na terenie takiej placówki"
Aleksandra Gajewska dodała, że widziała tysiące żłobków na terenie całego kraju. - Nigdy nie spotkałam się z tym, żeby ktokolwiek zdecydował się oczko wodne w miejscu, gdzie mamy roczne dzieci. Żaden zbiornik, do którego może wpaść dziecko, nie ma prawa znajdować się w takiej przestrzeni - stwierdziła.
Aleksandra Gajewska ponownie podkresliła, że należy sprawdzić, czy w klubie dziecięcym była odpowiednia liczba dzieci i opiekunów, bo w takiej placówce na jednego opiekuna może przypadać maksymalnie ośmiu podopiecznych. - Jeśli, a to jest tylko moja hipoteza, nie było wystarczającej liczby opiekunów, czyli zamiast trzech opiekunów było przykładowo dwóch, a jeden znich poszedł do toalety, to ktoś mógł nie zauważyć, że dziecko się oddaliło - powiedziała.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET