Polka utknęła w Bangkoku. "Tysiące podobnych przypadków"
Po sobotnim ataku Izraela i USA na Iran tysiące ludzi próbuje wydostać się z Bliskiego Wschodu i najbliższych rejonów. Problemy mają również podróżni wracający z Azji i lecący nad Bliskim Wschodem. Jedną z takich osób jest Magda. - Już po przejściu kontroli bezpieczeństwa dostaliśmy informację, że lot zostaje wstrzymany z powodu zamknięcia części przestrzeni powietrznej nad Bliskim Wschodem. Początkowo wyglądało to na opóźnienie - opowiada Polka w rozmowie z portalem RadioZET.pl.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były przyczyny zamknięcia przestrzeni powietrznej nad Bliskim Wschodem.
- Co zrobiły linie lotnicze, aby pomóc pasażerom w Bangkoku.
- Kiedy Magda spodziewa się wrócić do Polski.
Magda utknęła w Bangkoku. "Było sporo niepewności"
W związku z napiętą sytuacją w Iranie i innych krajach Bliskiego Wschodu została zamknięta przestrzeń powietrzna nad państwami tego regionu. Tysiące ludzi utknęło na lotniskach. Problemy mają również podróżni, którzy wracają z Azji Południowo-Wschodniej, lecąc nad Bliskim Wschodem. Magda wracała akurat do Polski po podróży po Filipinach. Tajlandia była tylko logistycznym, kilkudniowym przystankiem w drodze powrotnej.
- Miałam lecieć z Bangkoku przez Szardżę do Aten, a stamtąd do Warszawy. Już po przejściu kontroli bezpieczeństwa dostaliśmy informację, że lot zostaje wstrzymany z powodu zamknięcia części przestrzeni powietrznej nad Bliskim Wschodem. Początkowo wyglądało to na opóźnienie - opowiada nasza rozmówczyni. Po kilku godzinach lot został oficjalnie odwołany.
- Na lotnisku było sporo niepewności, bo sytuacja zmieniała się bardzo dynamicznie, ale organizacyjnie wszystko przebiegało raczej spokojnie. Mój samolot był pierwszym albo jednym z pierwszych, który nie poleciał. Problem polega na tym, że podobnych przypadków są teraz tysiące, więc linie lotnicze potrzebują czasu, żeby znaleźć miejsca na innych połączeniach - mówi nam Polka.
"Nie mam konkretnej daty powrotu do Polski"
Z relacji Magdy wynika, że linie lotnicze zorganizowały hotel i transport na pierwszą dobę, a następnie poprosiły pasażerów o składanie wniosków o zmianę trasy lub zwrot biletu. Obecnie większość osób czeka na tzw. rerouting, czyli znalezienie alternatywnej trasy do Europy. - Po pierwszej nocy przeniosłam się do hostelu w centrum Bangkoku i po prostu czekam na nową propozycję lotu. Staram się potraktować to jako nieplanowane przedłużenie podróży. Na razie nie mam jeszcze konkretnej daty powrotu do Polski - dodaje Magda.
Linie lotnicze poprosiły, żeby wskazać termin wylotu co najmniej kilka dni późniejszy, więc, jak opowiada nasza rozmówczyni, realnie powrót zależy od tego, kiedy uda się znaleźć bezpieczne połączenie do Europy. - Oczywiście to logistycznie trudna sytuacja, ale mam świadomość, że są rzeczy, na które nie mamy wpływu. Patrzę na to też tak, że gdyby mój lot odbył się zgodnie z planem, byłabym teraz w regionie objętym napiętą sytuacją, a zamiast tego jestem bezpieczna w Bangkoku - zaznacza Magda.
Samoloty polecą po Polaków?
O trudnej sytuacji podróżnych mówił w poniedziałkowym programie "Gość Radia ZET" rzecznik prasowy rządu Adam Szłapka. Został zapytany o to, czy Polska wyśle specjalne samoloty po Polaków, którzy utknęli na Bliskim Wschodzie. - Z tego, co wiem - MSZ jeszcze takiej decyzji nie podjął - oznajmił.
Rzecznik rządu dodał, że "sytuacja jest teraz trudna, bo w wiele miejsc nie da się dolecieć". Jak twierdzi, "służby konsularne będą w kontakcie, będą pomagały”, a MSZ "robi wszystko, co się da”. - Są uruchomione dodatkowe infolinie, konsulowie pomagają na miejscu. Wspierają też tak, że rozmawiają z władzami ZEA, żeby pokryte były koszty dłuższego pobytu. Na wsparcie można liczyć – ocenia Adam Szłapka.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET