Ponad tysiąc stron dowodów i umorzenie. Sprawa Kononowicza bez finału w sądzie
Białostocka prokuratura umorzyła postępowanie dotyczące znęcania się nad Krzysztofem Kononowiczem. Śledztwo, prowadzone od 17 kwietnia, było kilkukrotnie przedłużane. Decyzja śledczych wywołała falę krytyki wśród internautów, którzy od lat śledzili sprawę i alarmowali o dramatycznych losach Kononowicza.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były powody wszczęcia śledztwa ws. Krzysztofa Kononowicza.
- Dlaczego prokuratura umorzyła śledztwo dotyczące znęcania się nad Kononowiczem.
- Co zawierały materiały publikowane na kanale "Mleczny człowiek".
- Jak zareagowali internauci na decyzję o umorzeniu śledztwa ws. Kononowicza.
Śledztwo ws. Krzysztofa Kononowicza umorzone
Przypomnijmy: 17 kwietnia 2025 roku Prokuratura Białystok-Południe wszczęła śledztwo w sprawie znęcania się psychicznego nad Krzysztofem Kononowiczem, osobą nieporadną ze względu na stan psychiczny. Postępowanie dotyczyło m.in. poniżania, dokuczania, wszczynania awantur, kierowania wobec pokrzywdzonego słów powszechnie uznawanych za obelżywe, ośmieszania i krytykowania. Sprawa obejmowała okres od 22 grudnia 2022 roku do 6 marca 2025 roku, czyli dnia, w którym Kononowicz zmarł w białostockim hospicjum.
O tragicznych losach Krzysztofa Kononowicza wielokrotnie pisaliśmy na RadioZET.pl. Przez wiele lat był on bohaterem internetowego kanału „Mleczny człowiek” na YouTube, gdzie pokazywano jego codzienne życie. Twórcy publikowanych tam materiałów prezentowali m.in. nagrania, na których Kononowicz pił mocz i oblewał się odchodami przesyłanymi w paczkach. Występował także w koronie cierniowej, twierdząc, że jest męczennikiem.
Dramat Kononowicza na patologicznym kanale
Jego posesja była oblewana fekaliami, a pewnej nocy za domem wykopano mu nawet grób. Odczytywano mu nienawistne listy, w których nazywano go „knurem” oraz „ostatnim ch**em Polski”. Codziennością chorego na cukrzycę Kononowicza był niewyobrażalny brud i smród, dostarczane przez widzów słodkie napoje, hektolitry mleka oraz całkowity brak ruchu. W jego domu umieszczano osoby z marginesu społecznego, często uzależnionych od alkoholu, co prowadziło do nieustannych awantur. Wszystko to było filmowane i transmitowane na YouTube.
Jedną z osób, które nagłaśniały tragedię Kononowicza, był białostocczanin Łukasz Wójcik. – Chciałbym, żeby w końcu sprawa Krzysztofa Kononowicza została potraktowana, jak sprawa każdego innego obywatela, a nie człowieka innej kategorii. Śmiesznego pana w sweterku, którego życiem można się bawić i nad którym można się bezkarnie znęcać w internecie – mówił w rozmowie z RadioZET.pl. Jak wielokrotnie informował, w związku ze swoim zaangażowaniem w sprawę otrzymywał groźby.
30 grudnia pojawiła się informacja o umorzeniu sprawy Krzysztofa Kononowicza przez białostocką prokuraturę. Decyzja ta wywołała oburzenie wśród internautów, którzy byli doskonale zorientowani w tym, co przez lata działo się na kanale „Mleczny człowiek”. Co istotne, sama prokuratura kilka tygodni wcześniej informowała, że w toku postępowania zgromadzono obszerny materiał dowodowy liczący ponad tysiąc stron.
Burza w sieci po decyzji prokuratury
Paradoks tej historii polega na tym, że dowody potwierdzające zarzuty stawiane twórcom kanału „Mleczny człowiek” były publikowane w sieci przez nich samych. O incydentach związanych z kopaniem grobu, przesyłkami z fekaliami i moczem, wulgarnymi listami, niszczeniem posesji Kononowicza oraz skandalicznymi warunkami, w jakich żył, widzowie mogli dowiadywać się na bieżąco z YouTube’a. Mimo to nie doszukano się tam znamion czynu zabronionego.
„Prokuratura dała przyzwolenie na znęcanie się nad niepełnosprawnymi? Oprawcy na bank skorzystają z takiego przyzwolenia. Nie wspomnę już o tym że niedługo poznamy spadkobierców domku Kononowicza” – komentuje użytkownik serwisu X, Johny Bravu.
„Pytanie do prawników: w jakich przypadkach prokuratura ma prawo umorzyć śledztwo? W tym przypadku raczej nie chodzi o brak dowodów, skoro życie Kononowicza dosłownie zostało sfilmowane i wyemitowane na YT” – pisze Haldir Zero.
„Gdyby na miejscu Kononowicza byłby pies lub inne zwierzę, to prokuratura szybko znalazłaby przesłanki do ukarania ‘opiekunów’. Przykro żyć w czasach, w których ludzkie życie jest – jak widać – nic nie warte. Ma to miejsce w Polsce, praworządnym kraju, a nie w putinowskiej Rosji” – komentuje pa.vu.
„Dla prokuratury to wszystko za mało. Może dlatego, że w jej opinii był nikim. Niziny społeczne nikogo nie interesują. To bardzo smutne” – czytamy w komentarzu użytkownika Pamięci Krzysztofa Kononowicza.
„Ogromny wstyd dla polskiego państwa i wymiaru ‘sprawiedliwości’” – pisze z kolei użytkownik Proc. Adam Twaróg.
„Pozorowanie działań, bo media mówiły”
W ocenie Łukasza Wójcika decyzja prokuratury to „hańba”. „Prokuratura od kwietnia nie zabezpieczyła dysków z nagraniami, nie przesłuchano kluczowych świadków. Pozorowanie działań, bo media mówiły. Jestem w stanie poświęcić swój czas, by pokazać, ile nieprawidłowości było, jakie dowody były niewystarczające, by postawić zarzuty. Oprawcy Kononowicza zakładali się z widzami o pieniądze, że dojdzie do umorzenia, na co też mam dowody” – komentuje.
Prawie 10 miesięcy po śmierci 62-letniego białostocczanina, kanał pod nazwą "Krzysztof Kononowicz Archiwum Mleczny człowiek", na którym przez lata pokazywano codzienne, często dramatyczne losy chorego mężczyzny, wciąż działa i generuje zyski finansowe.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET