`

Poseł Litewka wywołał burzę, Warszawa odpowiada. Kulisy interwencji wobec dzików

3 min. czytania
07.04.2026 14:04
Obserwuj nas na Google

Wpis posła Łukasza Litewki o „odstrzeleniu” rodziny dzików na warszawskim osiedlu wywołał falę oburzenia w sieci. Polityk zarzucił służbom brutalność na oczach dzieci, jednak miasto prostuje te doniesienia. Jak dowiedziało się Radio ZET, wszystko trwało wiele godzin, nie użyto ostrej amunicji, a surowe przepisy dotyczące ASF nie pozostawiają urzędnikom wyboru w kwestii relokacji zwierząt.

Dziki w mieście
fot. PIOTR KAMIONKA/REPORTER, facebook/Łukasz Litewka

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie wydarzenie w Warszawie wywołało wpis posła Litewki
  • Dlaczego miasto podjęło decyzję o uśpieniu dzików
  • Co wzbudziło kontrowersje w reakcji internautów
  • Które argumenty przedstawia miasto odnośnie do interwencji

Wpis posła Litewki wywołał burzę. Pisał o odstrzeleniu dzików

W wielkanocny poniedziałek poseł Nowej Lewicy Łukasz Litewka zamieścił w mediach społecznościowych wpis, który wywołał sporą burzę. Polityk odniósł się do sytuacji w Warszawie, gdzie służby interweniowały w związku z dzikami na jednym z osiedli. 

"W Warszawie święta obchodzono w wyjątkowy sposób. Osoba mieszkająca w bloku zgłosiła, że przy jej tulipanach kręci się kilka dzików. Dokładnie siedem, w tym sześć małych. Wszystkie po kilkunastu minutach zostały odstrzelone na oczach mieszkańców (w tym dzieci) i wrzucone do kubłów na śmieci" - napisał. 

"Rozumiem dyskusję i argumenty drugiej strony. Zdaję sobie sprawę, że nie ma idealnego rozwiązania, ale czy według was tak powinny wyglądać rozwiązania kwestii dzikich zwierząt w polskich miastach? Nie, nie powinny i nikt mi nie wmówi, że jest inaczej" - dodał. 

Internauci komentujący wpis polityka podzielili się na dwa obozy. Jedni pisali o "bestialstwie" i "obrzydliwości". Drudzy z kolei zwracali uwagę, że dzik jest zwierzęciem niebezpiecznym. "To nie jest świnka morska, która może co najwyżej ugryźć czy podrapać. Wyobraźmy sobie dziecko, które biegnie do małego dzika i reakcję lochy. Może się stać tragedia" - czytamy. 

Miasto odpowiada: Ponad 20 zgłoszeń przez 9 godzin

Nie brakowało też osób, które zwracały uwagę, że post Łukasza Litewki nie do końca odzwierciedla faktyczną sytuację. Jak doszło do rzekomego odstrzału dzików i co do tego doprowadziło? Radio ZET zapytało o sprawę miasto. - Mieszkańcy przez 9 godzin zgłaszali nam obecność dzików. Zwierzęta były przepędzane z różnych miejsc. W sumie było to 18 zgłoszeń od mieszkańców i cztery zgłoszenia od policji - powiedziała Magdalena Młochowska, Dyrektor Koordynator do spraw Zielonej Warszawy.

- W wyniku tych zgłoszeń oraz wiedzy naszych łowczych, że w tej sytuacji nie jesteśmy w stanie tych dzików nigdzie przepłoszyć, zapadła decyzja o ich uśpieniu - dodała. Podkreśliła, że dziki nie zostały "odstrzelone", tylko właśnie uśpione. Oczywiście ostatecznie zostały zabite, ale nie mieliśmy tu do czynienia z ostrą bronią.

Redakcja poleca

- Nigdy nie strzelamy w tak gęstej zabudowie. To jest kwestia życia i zdrowia ludzi. Nigdy nie strzelamy ostrą amunicją w przestrzeni tak mocno zurbanizowanej - zapewnia Magdalena Młochowska. 

"Dzik to obecnie odpad niebezpieczny i tak musi być formalnie traktowany"

Podkreśla również, że nie były to warchlaki. - W takich przypadkach, zgodnie z wszystkimi przepisami dotyczącymi m.in. ASF, my mamy obowiązek te dziki zutylizować. Tym zajmują się odpowiednie firmy. Te dziki są czasem zabierane w takich plastikowych pojemnikach do pojazdu, który potem przewozi je do utylizacji - tłumaczy. 

Wyjaśnia też, że formalnie i w myśl przepisów taki dzik stanowi "odpad niebezpieczny" i w taki sposób trzeba z nim postępować. - Taki dzik, który jest cały czas przepłaszany z miejsca na miejsce w końcu zaczyna też odczuwać stres i może zaatakować - dodaje.

Zagrożenie ASF. "Nie ma możliwości relokacji"

Co więcej, obowiązujące obecnie przepisy całkowicie zabraniają relokacji dzików z uwagi na zagrożenia ASF. - Przez lata my wywoziliśmy tysiące dzików rocznie z terenu Warszawy. To było bardzo pomocne z punktu widzenia kontroli populacji i rzeczywiście wpływało na to, że nie mieliśmy tak dużo interakcji między dzikiem a człowiekiem - mówi. 

- My w tym momencie potrafimy dostać nawet 300 zgłoszeń dziennie. Bardzo wiele z tych interwencji nie kończy się uśmierceniem dzika, natomiast w tym przypadku zapadła taka decyzja. Jeśli interwencja dotyczy miejsc bardziej zielonych, taka decyzja nie zapada - zapewnia. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET