Powódź zabrała pani Eli wszystko. Na pomoc ruszyła Fundacja Radia ZET. "Nie wierzyłam"
Pani Ela urodziła się w Głuchołazach. Jedną powódź już przeżyła. Gdy nadeszła wrześniowa fala, straciła wszystko, łącznie z miejscem do życia. - Dostałam wsparcie rządowe, ale zgłosiłam się również do Fundacji Radia ZET. Mówiłam, że jestem sama, niepełnosprawna i nie czuję się na siłach, żeby to ogarnąć. Zaproponowano mi remont mieszkania. Wtedy jeszcze nie wierzyłam, że tak się stanie, ale w tej chwili to już jest fakt - opowiada pani Ela w rozmowie z reporterem Radia ZET Przemkiem Tarankiem.
- 4 zdjęć Zobacz galerię
- Podczas wrześniowej powodzi pani Ela, mieszkanka Głuchołaz, straciła wszystko - jej mieszkanie zostało doszczętnie zniszczone
- Kobieta od tamtej pory mieszka w schronisku, niebawem będzie mogła jednak wrócić do własnego lokum
- Dzięki wsparciu m.in. Fundacji Radia ZET mieszkanie pani Eli zostało w całości wyremontowane
Wrześniowa fala zabrała pani Eli wszystko. "To był szok"
We wrześniu 2024 roku wielka woda zrujnowała część województwa dolnośląskiego i opolskiego. Szczególnie ucierpiały Głuchołazy, niewielkie miasto położone w województwie opolskim, w powiecie nyskim. To właśnie tam urodziła się pani Ela, z zawodu pielęgniarka. Pewnej wrześniowej niedzieli, gdy wstała, zorientowała się, że w mieszkaniu nie ma światła. Dało się słyszeć specyficzny szum. - Poszłam do łazienki, bo myślałam, że tam jest może jakaś awaria. Okazało się, że nie. Otwieram drzwi - woda sięgała już progu. Po chwili obserwowałam, jak kolejna fala wlewa się do korytarza - relacjonuje kobieta w rozmowie z Radiem ZET.
- Wróciłam do mieszkania, zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy, ubrałam to, co miałam pod ręką i uciekłam na schody. Wówczas woda sięgała mi już prawie do kolan. Dla mnie to był szok. Jestem osobą niepełnosprawną, więc niełatwo było stąd uciekać. Czołgałam się po schodach na pierwsze piętro i dopiero wtedy zorientowałam się, że zapomniałam o kulach. Bałam się tej wielkiej wody, w pewnym momencie myślałam, że będą mnie musieli z dachu ściągać - dodaje mieszkanka Głuchołaz.
Pani Ela kilka kolejnych godzin spędziła u sąsiadów, czekając na przyjazd straży pożarnej. Zabrano ją do najbliższej szkoły. - Tam dostaliśmy prowiant, przydzielono każdemu miejsce na sali gimnastycznej, żeby można było się położyć. Zostałam do piątku. Później przewieźli nas do schroniska młodzieżowego, gdzie przebywam do tej pory. Warunki są naprawdę dobre; ciepło, sucho, czysto, prysznic i kuchenka do dyspozycji. Był tam też prowiant dla powodzian - opowiada kobieta.
"Wszystko udało się zrobić"
Obecnie mieszkanie pani Eli wygląda zupełnie inaczej niż kilka miesięcy temu. W ramach akcji Serce dla Powodzian 15 września Fundacja Radia ZET uruchomiła zbiórkę dla osób z gminy Głuchołazy, które ucierpiały podczas ubiegłorocznej powodzi. Udało się zebrać prawie 2 250 000 zł. Pani Ela jest jedną z blisko 40 osób, które otrzymały wsparcie od fundacji. - Dostałam wsparcie rządowe, ale zgłosiłam się również do Fundacji Radia ZET, które urzędowało wtedy w Centrum Informacji Turystycznej. Mówiłam, że jestem sama, niepełnosprawna i nie czuję się na siłach, żeby to ogarnąć. Zaproponowano mi remont mieszkania. Wtedy jeszcze nie wierzyłam, że tak się stanie, ale w tej chwili to już jest fakt. Wszystko udało się zrobić; są nowe ściany, podłogi, meble, dach, nowe sprzęty AGD. Bardzo dużo dostałam - opowiada kobieta w rozmowie z Radiem ZET.
- Naprawdę jestem bardzo wdzięczna tym osobom, które mi pomagały, szczególnie pracownikom fundacji, którzy nieustannie przypominali, żeby się nie stresować, bo wszystko jest do załatwienia. Sama nie byłabym w stanie tego ogarnąć. Dziękuję wszystkich słuchaczom i darczyńcom Radia ZET, którzy mieli jakikolwiek, nawet najmniejszy wkład w to, że jestem w tej chwili w takim mieszkaniu - dodaje mieszkanka Głuchołaz.
Fundacja Radia ZET zebrała prawie 2 250 000 zł
O tym, ilu osobom pomogła fundacja i ile środków udało się zebrać, opowiada Aneta Lejman, prezes Fundacji Radia ZET. - Zebraliśmy prawie 2 250 000 zł - na ten moment mogę powiedzieć, że się rozkręcamy, bo remonty dopiero ruszają, ludzie osuszali przez zimę mieszkania. W tym momencie wydaliśmy około 800 000 zł, które trafiło do 40 osób. Wnioski przyjmowaliśmy do końca stycznia - wpłynęło ich łącznie kilkaset. Warto też zaznaczyć, że nasza pomoc jest uzależniona od tego, jaki jest wymiar strat, koszt remontu i jaka kwota została przyznana z pomocy rządowej - plus sytuacja socjalna rodziny - tłumaczy w rozmowie z Radiem ZET Aneta Lejman.
- Należy pamiętać, że są osoby schorowane, starsze, ale i takie, które straciły pracę. To wszystko bierzemy pod uwagę. Rozpatrujemy wnioski i analizujemy sytuację poszczególnych gospodarstw po to, żeby dotrzeć tam, gdzie jest najtrudniej. Jest wiele osób, których ta sytuacja zwyczajnie przerosła - kwestia oszacowania kosztów remontu i zaplanowania go to było za dużo. Do Centrum Informacji Turystycznej przychodzili ludzie kompletnie załamani, nie wiedzieli, od czego zacząć. My z kolei - żeby rozpatrzeć wniosek - musimy wiedzieć, jakie są straty, a nie mamy kompetencji, żeby pomóc to wycenić. Stąd nasza współpraca z Fundacją Castorama - dodaje Lejman.
W mieszkaniu pani Eli było 2 m wody
O stanie mieszkania pani Eli i pomocy powodzianom opowiedział w rozmowie z reporterem Radia ZET Radosław Pełech - wolontariusz Fundacji Castorama, który szacował straty. - Kiedy zastaliśmy to mieszkanie po powodzi, było w stanie klęski, całkowitego zniszczenia. Pomimo że lokum jest nieduże metrażowo, to zakres prac do wykonania był ogromny. Samo mieszkanie znajduje się w takiej kamienicy, która dość mocno ucierpiała, poziom wilgoci był katastrofalny - w listopadzie 96 proc. wilgotności w pomieszczeniu. Nie wspominając o dwóch metrach wody. Należało zatem zerwać drewniane podłogi, skuć tynk, osuszyć to wszystko. Ten proces trwał dość długo - opowiada Radosław. - Po powodzi tak naprawdę zostały tylko ściany.
Źródło: Radio ZET