Gwałty, sprzedawanie pedofilom, jedzenie psich odchodów. Dzieci przeżyły piekło
Poznański sąd wznowił proces w głośnej sprawie Swietłany P., która jest oskarżona o znęcanie się nad dziećmi i sprzedawanie ich pedofilom. Kobieta nie przyznaje się do zarzutów i twierdzi, że jej podopieczni kłamali. Sąd wysłuchuje zeznań świadków, którzy stanęli w obronie kobiety.
- 3 zdjęć Zobacz galerię
Swietłana P. prowadziła na Ukrainie rodzinę zastępczą i sprawowała opiekę nad dziesięciorgiem dzieci w wieku od 4 do 16 lat. Po wybuchu wojny kobieta postanowiła zabrać swoich podopiecznych i uciec do Polski. To właśnie tutaj na jaw wyszły szokujące fakty dotyczące zachowania 53-letniej kobiety.
Prokuratura ustaliła, że
Swietłana P. miała wulgarnie wyzywać, poniżać i zastraszać swoich podopiecznych.
- Zebrane dowody potwierdziły, że pozostający pod jej opieką małoletni pokrzywdzeni byli przez nią bici, zastraszani i poniżani. Śledztwo wykazało, że oskarżona ograniczała dzieciom dostęp do toalety, a także jedzenia oraz picia, doprowadzając w niektórych przypadkach do ich skrajnego niedożywienia - wskazywał w maju br. prok. Łukasz Wawrzyniak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w
Poznaniu.
"Jednego z młodszych chłopców miała przywiązywać za genitalia do pianina. Biła dzieci po intymnych częściach ciała. Jednej z podopiecznych wciskała do ust zabrudzone fekaliami pieluchy. Biła podopiecznych krzakiem z kolcami, aby bardziej bolało. Niektórym obrywało się tłuczkiem do mięsa albo patelnią" - opisywał "Fakt". To tylko część z wachlarza tortur, jakie miała stosować kobieta.
Zdaniem śledczych Swietłana P. stosując przemoc, wykorzystała seksualnie część ze swoich podopiecznych oraz przekazywała ich w tym celu innym osobom. Kobieta została zatrzymana jeszcze w 2022 roku i wówczas usłyszała zarzuty, ale akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu pod koniec marca 2023 roku. Prokurator zarzucił kobiecie popełnienie przestępstw polegających na znęcaniu się ze szczególnym okrucieństwem nad dziesięciorgiem ukraińskich dzieci. Kobieta przyznała się jedynie do znęcania.
Proces Swietłany P. w Poznaniu. Sąd przesłuchuje świadków
Ustalenia poznańskiej prokuratury opierają się przede wszystkim na relacjach dzieci, które biegła psycholog uznała za wiarygodne - podaje "Gazeta Wyborcza". Swietłana P. otrzymała obrońcę z urzędu, który uważa, że "prokuratura prowadziła śledztwo w pośpiechu". - Nie przesłuchano żadnych świadków z Ukrainy, a przecież właśnie tam miał zacząć się ten koszmar. Prokuratura nawet takich świadków nie szukała. Ograniczyła się do wysłania kilku pism - powiedział w rozmowie z "GW" Jędrzej Kwiczor, adwokat.
Poznański sąd przychylił się do argumentów adwokata i postanowił przesłuchać ponad 30 świadków zgłoszonych przez obronę. Wszyscy są obywatelami Ukrainy i tam mieszkają. Urzędnicy pomocy społecznej, nauczyciele i sąsiedzi będą zaznawać zdalnie - informuje "Gazeta Wyborcza". Przesłuchania zaczęły się w poniedziałek 4 grudnia i jako pierwsze zeznawały urzędniczki z pomocy społecznej.
Kobiety zeznały, że podczas kontroli nie dopatrzyły się problemów w rodzinie zastępczej prowadzonej przez Swietłanę P. Urzędniczki nie dostrzegły u dzieci śladów przemocy, znęcania się czy wykorzystania seksualnego - relacjonuje "GW". - W trakcie naszych wizyt były bardzo otwarte i życzliwe. Pokazywały nam swoje rysunki, chwaliły się osiągnięciami - mówiła jedna z urzędniczek. Jedynym problem, jaki kobiety wymieniły podczas zeznań, był brak zabawek. - Ale przy następnej wizycie zabawki już były - dodały.
Jeden z chłopców, który trafił do rodziny zastępczej prowadzonej przez 53-latkę, był w dzieciństwie świadkiem morderstwa. Urzędniczka zeznała, że był na początku bardzo agresywny, ale po pewnym czasie się uspokoił. - Wcześniej był w trzech rodzinach i nikt nie mógł dać sobie z nim rady. U Swietłany P. stał się grzecznym chłopcem - mówiła. Prokuratura ustaliła, że chłopiec przez 10 dni nie dostawał jedzenia oraz był zmuszany do jedzenia psich odchodów. "Gdy się sprzeciwiał, 53-latka wciskała jego głowę do talerza" - opisuje "GW".
Źródło: Radio ZET/Gazeta Wyborcza/PAP/Fakt
- To koniec. Tysiące pacjentów zostało bez opieki. "Poleciały nam dziś wszystkim łzy"
- Nastolatka urodziła dziecko na polanie w lesie. Sprawę bada prokuratura
- Nowe informacje ws. Dominika Sikory. Jest decyzja sądu