Prawie 100 osób na jedno miejsce. Padł rekord w tegorocznej rekrutacji w Krakowie
Dobiegła końca rekrutacja uzupełniająca do szkół średnich oraz na uczelnie wyższe. Najwięcej chętnych było do klas biologiczno-chemicznych oraz na kierunki medyczne. Rekord padł w Krakowie, gdzie na jedno miejsce było aż 96 chętnych.
- Jakie profile klas cieszyły się największym zainteresowaniem.
- Dlaczego liczba chętnych na studia medyczne jest coraz większa.
- Co spowodowało tzw. podwójny rocznik w rekrutacji do szkół.
- Które uczelnie mają trudności z proporcjonalnym zwiększeniem miejsc na studiach.
Rekord w rekrutacji. 96 osób na jedno miejsce w liceum
Zakończyła się już rekrutacja uzupełniająca do szkół średnich oraz na uczelnie wyższe. Udział w niej mogli wziąć zarówno uczniowie, który nie dostali się do wymarzonych placówek czy klas, jak i ci, którzy przeszli rekrutację z sukcesem, ale chcieliby zmienić profil bądź kierunek studiów. Hitem tegorocznej edycji były klasy o profilu biologiczno-chemicznym w liceach oraz kierunki medyczne na uczelniach wyższych.
„Dziennik Polski” pisze o ponad 1500 wolnych miejscach po I turze rekrutacji w szkołach ponadpodstawowych w Krakowie. Z kolei z danych, które przytacza „Dziennik Gazeta Prawna”, w Warszawie takie placówki dysponowały ponad 3000 miejsc. Na jedno miejsce bywało nawet kilkudziesięciu chętnych. Rekord padł w Krakowie. Jak podaje „DP”, aż 96 osób walczyło o miejsce w klasie z rozszerzoną matematyką, biologią i chemią w VIII Liceum Ogólnokształcącym im. S. Wyspiańskiego.
Tak samo wysokie liczby mogliśmy zaobserwować w rekrutacji na studia, choć - jak przypomina „Dziennik Gazeta Prawna” - jest to efekt tzw. podwójnego rocznika, gdy w 2014 roku do I klasy podstawówki poszły 7-latki z rocznika 2007 i część 6-latków z rocznika 2008. A co najchętniej wybierali przyszli studenci? Wyjątkowym wzięciem cieszył się m.in. kierunek lekarski na Uniwersytecie Warszawskim (na utworzonym w 2022 roku, po 70 latach przerwy, wydziale medycznym) - współczynnik wyniósł prawie 33 osoby na jedno miejsce. Chętnych do studiowania medycyny jest coraz więcej, ale uczelnie, zwłaszcza tradycyjne medyczne, nie są w stanie proporcjonalnie zwiększyć limitu miejsc.
- Wąskim gardłem są prosektoria, gdzie uczy się anatomii. A potem szpitale kliniczne, gdzie odbywają się zajęcia praktyczne - tłumaczy w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” były rzecznik Naczelnej Rady Lekarskiej Jakub Kosikowski. Podkreśla, że można by rozwiązać ten problem poprzez zmniejszeniu limitów miejsc na studiach płatnych z języków obcych, ale dla uczelni stanowi to jedno z ważniejszych źródeł utrzymania.
Źródło: Radio ZET/„Dziennik Gazeta Prawna”/„Dziennik Polski/wyborcza.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET