`

Prawnik brutalnie pobity w Poznaniu. Grozili, że go "potną i złamią mu rękę"

2 min. czytania
04.06.2024 15:28
Obserwuj nas na Google

Grupa kilku mężczyzn brutalnie pobiła prawnika z Poznania. Mężczyzna wyszedł ze swoim ojcem na miasto, aby obejrzeć finał Ligi Mistrzów. Do ataku doszło, kiedy wspólnie siedzieli w restauracji na Starym Rynku. Sprawę bada policja, a rzecznik Andrzej Borowiak podkreśla, że "sytuacja wygląda poważnie".

Radiowóz
fot. Norbert Rzepka/REPORTER

Pobicie na Starym Rynku w Poznaniu

Do mrożących krew w żyłach wydarzeń doszło w sobotę 1 czerwca na Starym Rynku w Poznaniu. Prawnik i doradca biznesowy wybrał się ze swoim ojcem do jednego z pubów, aby obejrzeć finał piłkarskiej Ligi Mistrzów. Po meczu mężczyźni poszli na kolację do restauracji i usiedli w ogródku na wyremontowanej płycie Starego Rynku.

Wówczas, według relacji prawnika, która została opisana przez "Gazetę Wyborczą", jeden z naganiaczy klubów go-go miał uderzyć przechodnia. Po chwili do naganiacza podeszła kobieta z tatuażem na ręce i mężczyzna. Wymienili kilka zdań i pobiegli za uderzonym przechodniem. Wówczas w całą historię włączył się pokrzywdzony mężczyzna.

Redakcja poleca

Chwile grozy w centrum Poznania

- Wywnioskowałem, że także pracują dla klubu go-go. Nie podobała mi się ta sytuacja. Gdy wracali, zapytałem, ile biorą za godzinę pracy - powiedział w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" prawnik. - Mężczyzna zapytał, o co mi chodzi. Powiedziałem, że nie podoba mi się bicie niewinnych ludzi. On na to: "Po co się wpier*alasz". Wyjaśniłem, że chcę się czuć bezpiecznie w centrum miasta. Zbliżył się do mnie i zapytał, "czy ma mnie roz*ebać" - dodał.

Po tym pytaniu rozmowa szybko się zakończyła i mężczyzna się oddalił. Niestety nie był to koniec kłopotów prawnika, który chciał spędzić miło wieczór w towarzystwie swojego ojca. Po chwili agresor powrócił w towarzystwie innych mężczyzn, którzy dosiedli się do stolika. - Jeden uderzył mnie z płaskiej dłoni w twarz. Zapytałem, czy go po*ebało. Powiedziałem, że to Stary Rynek i wszędzie są kamery. Wtedy uderzył mnie drugi raz - opisał prawnik.

Zaatakowany mężczyzna zasłonił się ręką, a drugą chwycił agresora za koszulkę. - Powiedział, że mam puścić, bo mnie potną i złamią mi rękę. Puściłem. Uderzył mnie z pięści. Gdy się podniosłem, dostałem ciosy w głowę i plecy. Reszta rzuciła się na mnie, upadłem, skuliłem się. Mój ojciec próbował ich odepchnąć - zaznaczył. Po całym zdarzeniu na miejsce wezwana została policja, która - według relacji pokrzywdzonego - przyjechała dopiero po 30 minutach.

Sprawę pobicia badają policjanci

Policjanci przeprowadzili czynności na miejscu zdarzenia, a ratownicy medyczni z karetki udzielili pomocy pobitemu mężczyźnie. Prawnik nie pojechał do szpitala, ponieważ, jak przyznaje "chciał zostać na miejscu i pomóc policjantom szukać sprawców". - Liczyłem, że wejdą do tego klubu i będą szukać napastników. Byłem w stanie ich rozpoznać - dodał w rozmowie z "GW".

Mężczyzna przekazał, że ostatecznie policjanci do klubu nie weszli i odesłali go na komisariat, gdzie miał złożyć zawiadomienie. Całe zdarzenie potwierdził w rozmowie z "Gazetą wyborczą" mł. insp. Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolskiej policji. Policjant zaznaczył, że "sytuacja wygląda poważnie". Pomocne mają się okazać nagrania z kamer miejskiego monitoringu, które już zostały zabezpieczone.

Źródło: Radio ZET/"Gazeta Wyborcza"

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET