`

Protest głodowy w kopalni Solino: Trzech związkowców trafiło do szpitala

2 min. czytania
24.03.2026 10:17
Obserwuj nas na Google

Sytuacja w kopalni Solino staje się krytyczna. Podczas dziewiątej doby głodówki organizmy trzech pracowników odmówiły posłuszeństwa, co skończyło się w szpitalu. Lider lokalnej "Solidarności" Jerzy Gawęda alarmuje: to walka nie o pensje, ale o przetrwanie dziesiątek firm i setek miejsc pracy, na co - jak twierdzą związkowcy - głuchy pozostaje zarówno rząd, jak i Orlen.

Kopalnia
fot. Marek BAZAK

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie były skutki zdrowotne protestu głodowego w Solino.
  • Dlaczego pracownicy kopalni Solino protestują.
  • Co zarzucają protestujący rządowi w sprawie kopalni.
  • Które firmy są zagrożone z powodu protestu w Solino.

Protest głodowy w kopalni "Solino". Trzy osoby trafiły do szpitala

Nadal trwa ostry protest głodowy związkowców z kopalni "Solino" w Inowrocławiu - kontynuuje go obecnie sześć osób. Trzech ich kolegów trafiło już do szpitala po tym, jak podczas dziewiątej doby strajku pogorszył się ich stan zdrowia. W sobotę przestali oni przyjmować nie tylko jedzenie, ale też płyny. Radio ZET rozmawiało z szefem "Solidarności" w kopalni Jerzym Gawędą, który jako jedyny protestuje od samego początku. 

- Pierwsza osoba zasłabła w godzinach porannych, później u kolejnej pojawiło się podejrzenie problemów z sercem. Przy takim wysiłku, wyczerpaniu, to już jest naturalny proces. Do tego dochodzą różne schorzenia, które pracownicy mają. Trzeba się spodziewać, że organizm zacznie być wycieńczony - mówi. Na szczęście wszyscy zostali już wypisani ze szpitala, ale ich rekonwalescencja po głodówce potrwa wiele dni. 

"Rząd musi sobie zdać z tego sprawę"

Podkreśla, że on sam w poniedziałek miał poważny kryzys, ale udało mu się go przetrwać. - Obecnie jest tu ze mną pięć osób, które podjęły i trwają w proteście - dodaje. Protestujący mają obawy związane z poważną "degradacją" organizmu i jak mówi Jerzy Gawęda: - Mamy nadzieję, że do tego nie dojdzie.

Redakcja poleca

- Obawiamy się jednak, że jeśli to będzie się przedłużać, to może do tego dojść. To rząd, który odpowiada za ten cały bałagan, który swoimi decyzjami doprowadził do tego kryzysu, musi zdać sobie sprawę, że bierze tu odpowiedzialność za zdrowie, a nawet życie, bo to jest bardzo niebezpieczny protest - twierdzi. 

Pracownicy nie walczą o swoje pensje. "Tu chodzi o bezpieczeństwo regionu"

Zwraca też uwagę, że od początku protestu nie odezwał się do nich ani rząd, ani Orlen - do którego należy kopalnia. - Nie jest to dla nas żadne zaskoczenie. Nie jest to pierwszy raz lekceważenia społeczeństwa - mówi Jerzy Gawęda. Związkowiec podkreśla, że sprawa nie dotyczy potrzeb finansowych czy socjalnych pracowników. 

Wyjaśnia, że protest ma na celu ratowanie kopalni "Solino" i miejsc pracy. - Tu chodzi także o bezpieczeństwo regionu, który pod względem gospodarczym jest bardzo słaby. Jeśli kopalnia przestanie działać, to należy się spodziewać, że to samo stanie się z dziesiątkami firm usługowych, które pracują na rzecz kompleksu - dodaje. 

Kopalnia Solino należy do Orlenu. Spółka przekonuje, że od miesięcy próbowała zaprosić związkowców na rozmowy - bezskutecznie. Solidarność to jeden z pięciu związków zawodowych w inowrocławskiej kopalni.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET