Przyznał swoim dyrektorom „złote spadochrony” na ponad 8 milionów złotych. Jest śledztwo

4 min. czytania
29.10.2024 11:18
Obserwuj nas na Google

Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła śledztwo w sprawie działania na szkodę interesu publicznego przez byłego prezesa Centrum Łukasiewicz Andrzeja Dybczyńskiego – dowiedział się dziennikarz śledczy Radia ZET Mariusz Gierszewski. Według zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa Dybczyński miał od połowy 2023 do stycznia tego roku podpisać 34 aneksy i jedną umowę z dyrektorami i zastępcami dyrektorów instytutów Sieci Badawczej Łukasiewicz, obchodząc w ten sposób tak zwaną ustawę kominową.

Prokuratura w Warszawie
fot. Adam Burakowski/East News

Szef Centrum Łukasiewicz działał na szkodę interesu publicznego? Jest śledztwo

„Zawarcie z dyrektorami Aneksów, które zwiększały znacznie poziomy ich wynagrodzeń, wydłużały okresy wypowiedzenia do 6 miesięcy oraz przyznawały z góry 3-miesięczne odprawy winno zostać uznane za wypełniające znamiona czynu określonego w art. 231 k.k. w szczególności, gdy te w sposób oczywisty odbiegały od praktyk rynkowych i nie miały racjonalnych podstaw oraz uzasadnienia ekonomicznego” – napisał w zawiadomieniu do prokuratury obecny prezes Centrum Łukasiewicz Hubert Cichocki. I dalej: „suma różnicy, którą potencjalnie instytuty sieci musiałyby ponieść w wyniku materializacji zobowiązań z aneksów tylko w zakresie wypowiedzenia, odpraw i świadczeń dodatkowych wynosiłaby 8,3 mln zł”.

Artykuł 231 Kodeksu karnego mówi, że funkcjonariusz publiczny, który, „przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”. Jak wynika z treści zawiadomienia, łączne kwoty, jakie pojedynczy Instytut musiałby wypłacać dyrektorowi, dochodziły do 500 tysięcy złotych. Sieć Badawcza Łukasiewicz to organizacja państwowa skupiająca 22 instytuty badawcze zlokalizowane w 12 miastach Polski. Jest jedną z największych europejskich sieci naukowych, zajmuje się prowadzeniem, promowaniem i komercjalizacją badań kluczowych ze względu na politykę kraju i wspiera państwo wiedzą ekspercką, szczególnie w kwestiach związanych z nowoczesną technologią – możemy przeczytać na stronie internetowej polskiego rządu.

Andrzej Dybczyński stał na cele Centrum Łukasiewicza

W sieci Centrum Łukasiewicza działają między innymi takie instytucje jak Krakowski Instytut Technologiczny, Instytut Mikroelektroniki i Fotoniki w Warszawie, Instytut Metali Nieżelaznych w Gliwicach, Polski Ośrodek Rozwoju Technologii (PORT) we Wrocławiu, Poznański Instytut Technologiczny czy Przemysłowy Instytut Motoryzacji z Warszawy.

Za planowanie i koordynację prac badawczych prowadzonych w instytutach odpowiada Centrum Łukasiewicz. Na jego czele od lutego 2023 roku stał Andrzej Dybczyński, menedżer i naukowiec, wcześniej między innymi dyrektor wrocławskiego Instytutu Łukasiewicz – PORT. Został powołany na stanowisko prezesa Centrum przez ministra edukacji i nauki Przemysława Czarnka, w lutym 2024 roku podał się do dymisji.

Redakcja poleca

Jak czytamy w zawiadomieniu do prokuratury, sytuacja finansowa co najmniej 10 instytutów nie pozwalała na przyznanie tak daleko idących świadczeń, jakie przyznał Dybczyński. Według dokumentów, które trafiły na biurka śledczych, dyrektor instytutu pełni swoją funkcję z powołania i nie może świadczyć pracy po odwołaniu. Wynika z nich także, że sześciomiesięczny okres wypowiedzenia miał mieć w przypadku aneksów charakter fikcyjny i być rodzajem dodatkowego świadczenia podobnego do odprawy.

"Zawiadomienie ma wyłącznie pokazowy charakter"

Zwróciliśmy się do Andrzeja Dybczyńskiego z prośbą o odniesienie się do zarzutów pod jego adresem sformułowanych w zawiadomieniu do prokuratury. „To zawiadomienie było złożone już kilka miesięcy temu, według moich prawników ma wyłącznie pokazowy charakter, ponieważ nic innego po roku pracy nie udało mi się zarzucić. Ani kontrola ministerialna, ani NIK, nie stwierdziły złamania prawa, zaś wewnętrzna kontrola w Centrum Łukasiewicz, na podstawie której prezes Cichocki złożył to zawiadomienie, została przeprowadzona z naruszeniem statutu Centrum i pominięciem kluczowych dla sprawy dokumentów” – odpisał Radiu ZET Dybczyński. „W odpowiedzi na interpelacje poselskie prezes Cichocki odmawia udostępnienia opinii prawnej, na podstawie której sporządzono to zawiadomienie, a żaden prawnik nie chce przyznać się do jej napisania. Po – mam nadzieję – pomyślnym zamknięciu sprawy poruszymy kwestię fałszywego zawiadomienia przez prezesa Cichockiego o rzekomym złamaniu przeze mnie prawa – co jest przestępstwem” – dodał.

Jak twierdzi Andrzej Dybczyński, przez 4 lata kierowania Centrum Łukasiewicza przez jego poprzednika, prezesa Piotra Dardzińskiego, nie powstał żaden system określania poziomów wynagrodzeń dyrektorów i zastępców dyrektorów i jak argumentuje, kwestia ta była traktowana uznaniowo. „Po objęciu funkcji prezesa w lutym 2023 opracowałem taki system, a wysokość wynagrodzeń została uzależniona od czterech wymiernych czynników: wielkości przychodów instytutu, wartości realizowanych projektów, wartości majątku trwałego oraz skali zatrudnienia w instytucie. Wynagrodzenia zostały określone zgodnie z ustawą i zgodnie z tym systemem. Mam satysfakcję, że mimo publicznej krytyki prezes Cichocki sam ciągle stosuje ten system i nie potrafił opracować lepszego” – pisze Dybczyński.

"Aneksy były zgodne ze wzorem przygotowanym przez ministerstwo"

Pytany o uzasadnienie do zwiększenia wynagrodzeń dyrektorów, wprowadzenia sześciomiesięcznych okresów wypowiedzenia i trzymiesięcznych odpraw, były prezes Centrum Łukasiewicz odpowiada Radiu ZET: „Aneksy do umów były zawarte w wyniku kontroli umów dyrektorów i wprowadzały wzór umowy opracowany przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego jeszcze w 2019 roku, 4 lata przed objęciem przeze mnie funkcji prezesa. A nowe władze ministerstwa wiedziały o tym od grudnia 2023 roku. Moją intencją było nie tylko stosowanie wzoru ministerialnego, ale też zapobieżenie sytuacji, którą widzimy obecnie – odwoływaniu przed końcem ustawowej kadencji doskonałych naukowców przez prezesa będącego politykiem i zatrudnianiu w Łukasiewiczu politycznych nominatów”. W zawiadomieniu do prokuratury zarzucono Dybczyńskiemu między innymi nieskonsultowanie aneksów z Departamentami Finansów i Prawnym Sieci Badawczej Łukasiewicz. Według informacji Radia ZET ich treść została przygotowana przez zewnętrzną kancelarię prawną.

Redakcja poleca

„Aneksy były zgodne ze wzorem przygotowanym przez Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego jeszcze w 2019 roku, wzorem doskonale znanym w Departamencie Prawnym Centrum Łukasiewicz” – odpowiada Dybczyński w nadesłanym oświadczeniu. „W związku z wakatem na stanowisku dyrektora Departamentu Prawnego, pracujący dla Łukasiewicza od pięciu lat prawnik, specjalista prawa pracy, zweryfikował poprawność aneksu w odniesieniu do dyrektorów i wicedyrektorów i wobec wszystkich stosowany był ten sam wzór, powtórzę – zgodny ze wzorem ministerialnym” – przekonuje były prezes Centrum Łukasiewicz.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET