„Psiecko nie zastąpi dziecka”. Niżej upaść nie można
Na Marszu Niepodległości w Warszawie narodowcy wywiesili transparent: „Kotki i psiecka nie zastąpią ci dziecka”. I się zaczęło.
Co to jest „psiecko”?
Narodowcy forsują tezę, że kobietom „nie chce się” rodzić dzieci, wolą sobie kupić pieska, bo z nim mniej roboty. Kobiety oponują: nie każda chce być matką, a sposób organizacji domu - dzieci, psy, koty lub ich brak - to ich prywatna sprawa.
Problem spadku dzietności w Polsce jest oczywiście bardzo złożony - od trudności ekonomicznych, poprzez problemy mieszkaniowe, po niepłodność, która dotyka co piątą parę w Polsce (w tym niepłodność wtórną, gdy para ma już dziecko i stara się o kolejne) - ale pomysł, żeby mieszać w to psa, jest po prostu niedorzeczny.
Ja na przykład mam dwoje dzieci i psiecko. Noszę na rękach, kupuję pluszowe kocyki, bo drapiącym gardzi, a do fryzjera wożę częściej niż córkę. Gdy odstawiam na „psie kolonie”, sprawdzam, czy jadła, jak spała, czy zaprzyjaźniła się z innymi psami. Jest bytem pośrednim pomiędzy światem ludzi i zwierząt. „Psiecko” idealnie oddaje istotę sprawy.
Mam też sąsiadów, którzy wożą swojego psa po parku w wózeczku - jak z transparentu narodowców. Pies jest stary i schorowany, ale scena budująca. Gdy jeden z członków rodziny niedomaga, robimy wszystko, by ułatwić mu codzienne funkcjonowanie - kupujemy sprzęt, dostosowujemy przestrzeń, zmieniamy harmonogram dnia. Bo pies - jak kot, chomik czy królik - to członek rodziny. Kto tego nie rozumie, nigdy nie miał psa. A z pewnością mieć nie powinien.
Wracając do marszu, odnoszę wrażenie, że niżej upaść się nie da. Albo raczej: da się, ale nie można. W radosne Święto Niepodległości strzelamy do siebie szczeniaczkami.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET