Pięć osób zginęło w pożarze. Pokoje wynajmowali pracownicy. Nowe fakty
Pięć osób zginęło w pożarze dużego domu w Pszowie koło Wodzisławia Śląskiego (woj. śląskie). Sprawę badają służby, ponieważ prawdopodobnie - jak dowiedziało się Radio ZET - działał tam nielegalny hotel pracowniczy, w którym mieszkali Polacy i Ukraińcy. Policja namierzyła już właściciela budynku. Rozmawialiśmy też z mieszkańcami okolicy, którzy relacjonowali, jak wyglądała akcja ratunkowa.
- 5 zdjęć Zobacz galerię
- Służby zakończyły akcję dogaszania pożaru, który wybuchł w Pszowie koło Wodzisławia Śląskiego (woj. śląskie)
- Zginęło pięć osób, rannych zostało dwóch policjantów. Ewakuowano także łącznie 12 osób
- Obiekt działał jako hotel pracowniczy, choć wedle ustaleń służb i władz samorządowych nie był oficjalnie zgłoszony w takim charakterze
Pszów. Pięć osób zginęło w pożarze domu
Pięć ofiar śmiertelnych i dwóch rannych policjantów - to bilans pożaru w Pszowie koło Wodzisławia Śląskiego (woj. śląskie), do którego doszło w niedzielę wieczorem. Spłonął tam dom, w którym mieszkali najprawdopodobniej pracownicy jednej z lokalnych firm - Polacy i Ukraińcy. W nocy straż dogaszała pożar i zabezpieczała dom. Z budynku ewakuowano łącznie 12 osób, noc spędzili w hotelu. W poniedziałek ma zapaść decyzja o dalszej pomocy dla nich oraz o możliwej rozbiórce budynku.
Akcja gaszenia pożaru już się zakończyła. Miejsce zabezpiecza jeden wóz strażacki, są też policjanci. Budynek jest całkowicie zniszczony, z dachu zostały spalone deski, nie ma okien. W środku również nic nie ocalało, jest ciemno od sadzy na ścianach. W nocy prokurator przeprowadził pierwsze czynności, po północy zakłady pogrzebowe zabrały ciała ofiar. Natomiast ewakuowani lokatorzy otrzymali pomoc. - Jedna z tych 12 osób przebywa w szpitalu - poinformował wojewoda śląski Marek Wójcik. Noc w szpitalu spędził także jeden z policjantów, który uczestniczył w ewakuacji mieszkańców i zatruł się czadem. Jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
Radio ZET rozmawiało też z mieszkańcami okolicznych domów. Byli zszokowano skalą pożaru i tym, że ogień był widoczny z daleka. Lokatorzy płonącego budynku wychodzili przez okna na dach, uciekając przed żywiołem. - Myśmy tam im nawet dali drabinę, żeby wyskakiwali przez okno - mówił jeden z sąsiadów, który próbował pomagać jeszcze przed przybyciem służb.
Nielegalny hotel pracowniczy? Policja, prokuratura i samorząd wyjaśniają sprawę
Mieszkańcy tej na co dzień spokojnej ulicy domów jednorodzinnych nie wiedzą dokładnie, kto tam mieszkał. Sprawę wyjaśniają służby, policja już namierzyła właściciela, który w nocy był na miejscu wraz z prokuratorem. Jak przekazał Radiu ZET wojewoda Wójcik, choć budynek działał jako hotel pracowniczy, to nie był w takim charakterze zgłoszony do urzędu miasta. Śledczy badają więc teraz nie tylko przyczyny tragedii, ale również to, na jakich zasadach wynajmowano obiekt pracownikom.
Jak dowiedzieliśmy się od mieszkańców Pszowa, kiedyś działała tutaj ubojnia lub hodowla dobudowana do domu poprzedniego właściciela. A kiedy zmarł, cały kompleks przejęli jego bliscy, którzy zaczęli go wynajmować. Nawet z ulicy widać, że raczej jedna rodzina tutaj nie mieszkała. Np. w ogrodzie znajduje się duża altana z kilkunastoma fotelami. Sąsiedzi potwierdzają, że krócej lub dłużej mieszkali tutaj różni ludzie, ale nie utrzymywali z nimi kontaktu. Wiadomo, że byli to Polacy i Ukraińcy.
Pszów. Jednodniowa żałoba po tragicznym pożarze
Burmistrz liczącego około 13 tys. mieszkańców Pszowa Piotr Kowol ogłosił w poniedziałek jednodniową żałobę w mieście. "Po wczorajszych tragicznych wydarzeniach związanych ze śmiercią pięciu osób w pożarze budynku na ul. Lubomskiej, Burmistrz Miasta Pszów ogłosił dzisiaj żałobę w mieście. Z wielkim żalem łączymy się w smutku z rodzinami i bliskimi ofiar” - podano na stronie internetowej miasta.
Źródło: Radio ZET/Szymon Kastelik/PAP