`

Puszki z pieniędzmi dla chorych dzieci. Zaskakujące odkrycie reporterów

2 min. czytania
22.01.2024 15:53
Obserwuj nas na Google

Dziennikarze programu "Uwaga TVN" przyjrzeli się puszkom na pieniądze, które stoją przy kasach m.in. w sklepach spożywczych i dokonali szokującego odkrycia związanego ze zdjęciami dzieci. By wyjaśnić wątpliwości, próbowali się skontaktować z organizatorem zbiórki.

Uwaga na puszki na chore dzieci
fot. screen "Uwaga! TVN"

W wielu sklepach spożywczych i innych punktach, gdzie ruch klientów jest duży, przy kasie, można zauważyć puszki na pieniądze. Na każdej puszce widnieje zdjęcie dziecka i krótki opis, a wrzucone do środka pieniądze mają pomóc mu w walce z ciężką chorobą. Klienci chętnie dzielą się drobnymi kwotami z chorymi maluchami. Dziennikarze programu "Uwaga TVN" postanowili przyjrzeć się bliżej puszkom i sprawdzić, czy pieniądze faktycznie trafiają do potrzebujących.

Redakcja poleca

Puszki na pieniądze. Oszuści wyłudzają datki na nieistniejące dzieci

W jednym ze sklepów spożywczych puszki stoją od 2 lat. W rozmowie z reporterem TVN panie sprzedające w tym sklepie przyznały, że same wrzuciły pieniądze jako pierwsze, na zachętę. Klienci często wrzucają drobne kwoty, bo poruszeni są chorobą małego dziecka i jego osobistą tragedią.

Poruszenie potęguje zdjęcie na puszce. Jednak reporter szybko weryfikuje tożsamość dziecka. Z łatwością znajduje zdjęcia dzieci z puszek w internetowych bazach zdjęć. "Dziewczynka jest małą modelką, która robi zdjęcia, by je sprzedawać" - wyjaśnia. I jak podkreśla, "nie wiadomo, gdzie trafiają pieniądze, ale na pewno nie na te chore dzieci, bo tych dzieci nie ma".

Właścicielka puszek z zakazem prowadzenia podobnych zbiórek

Do reporterów "Uwagi" trafiło zgłoszenie o ok. 40 puszkach ze zbiórkami na chore dzieci, które od 2014 roku stoją na ladach sklepów spożywczych i innych punktów zlokalizowanych na terenie całej Polski. W rzeczywistości może być ich znacznie więcej.

Oficjalnie stowarzyszenie stojące za tymi zbiórkami jest zarejestrowane pod adresem w centrum Krakowa, ale na miejscu okazuje się, że to adres wirtualny. Trafiają tam paczki i listy, ale stowarzyszenie fizycznie nie prowadzi tam żadnej działalności.

Jak udaje się ustalić, prezesem jest Ewa S., która prowadzi również inne stowarzyszenie. Kilka lat temu za nieprawidłowości przy rozliczeniach ukarana została zakazem prowadzenia podobnych akcji.

Reporterom udaje się dodzwonić do stowarzyszenia, ale uzyskane informacje są ogólne. "Pomagamy dzieciom. Finansujemy rehabilitację, dokładamy się do leków, zabiegów, turnusów" - mówi w rozmowie pracownik stowarzyszenia.

Dołącz do grupy "Radio ZET - wiadomości z Krakowa" na Facebooku

Źródło: Radio ZET/"Uwaga TVN"

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET