Rafał zginął na Trasie Łazienkowskiej, osierocił dwoje dzieci. Ten apel wyciska łzy
Rafał zginął w tragicznym wypadku na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. W sieci została uruchomiona specjalna zbiórka pieniędzy dla rodziny zmarłego 37-latka. Apel sąsiada wyciska łzy.
Śmiertelny wypadek w Warszawie. Łukasz Ż. uciekł
Rafał wracał wraz z żoną i dziećmi do swojego mieszkania na Grochowie. Szczęśliwa rodzina była już niedaleko, kiedy na Trasie Łazienkowskiej z ogromną siłą w ich samochód marki Ford wjechał Łukasz Ż. Uderzenie był tak potężne, że auto, którym podróżowała czteroosobowa rodzina, roztrzaskało się jeszcze o bariery energochłonne. Niestety śmierć na miejscu poniósł 37-letni mężczyzna, kochający mąż i ojciec. Do szpitala trafiła jego 37-letnia żona oraz dzieci w wieku 4 i 8 lat.
W drugim aucie policja zastała trzech pijanych pasażerów oraz poważnie ranną kobietę, która została zabrana do szpitala. Szybko okazało się, że kierowca volkswagena uciekł z miejsca wypadku. We wtorek (17.09) za Łukaszem Ż. został wystawiony list gończy, a dwa dni później europejski nakaz aresztowania. W czwartek prokuratura krajowa podała, że mężczyzna został zatrzymany w Niemczech. Po tragedii w sieci rozpoczęła się debata nad zaostrzeniem przepisów i wprowadzeniem do kodeksu terminu tzw. zabójstwa drogowego. Internauci nie pozostali obojętni i ruszyli z pomocą dla rodziny tragicznie zmarłego 37-latka.
Pomoc dla rodziny Rafała, który zginął w Warszawie
Sąsiad rodziny tragicznie zmarłego 37-latka Jarosław Wojtyra założył zbiórkę pieniędzy na portalu Pomagam.pl. "Kiedy w 2018 roku wprowadzaliśmy się do naszego nowego mieszkania na Grochowie, nie mieliśmy świadomości, że najbliżsi sąsiedzi staną się dla nas jednymi z najbliższych przyjaciół - lepszych sąsiadów nie mogliśmy sobie wymarzyć" - zaczął organizator zbiórki.
Jarosław wspólnie z Rafałem panowali wystartować w biegu z przeszkodami. "Trochę obawiał się, czy da radę z trasą, bo to miał być jego debiut, ale chciał z pewnością pokazać swoim dzieciom, że tata da radę, żeby potem dzieci mogły brać z niego przykład, bo też je zapisał. Niestety nie pobiegnie już nigdy" - zaznaczył. Rodzina 37-latka miała być zaangażowana w życie parafii pw. Św. Rity. "Pomagali przy organizacji wielu świat i uroczystości. To wierni kibice klubu Legia Warszawa, chodzili na mecze, Rafał zabierał tam również dzieci" - dodał Jarosław.
Sąsiad zaznaczył, że małżeństwo było niesamowicie serdeczne. "Pełni radości, rodzinni, dobrzy dla innych, zawsze z sercem na dłoni, którym ktoś ich rodzinne, pełne wyzwań, ale przede wszystkim miłości życie nagle brutalnie przerwał, zabierając na zawsze tatę i męża" - opisał. Jarosław zaznaczył, że byli otwarci i uśmiechnięci dla wszystkich dookoła. Organizator zbiórki podkreślił, że zebrane pieniądze zostaną przeznaczone na najważniejsze wydatki, wsparcie medyczne, psychologiczne oraz rehabilitację dla Eweliny i jej dzieci.
Łukasz Ż. miał kłopoty z przepisową jazdą
Była partnerka ujawniła także, że Łukasz miał kłopoty z przepisową jazdą. - Ogólnie powodował dużo wypadków. Przez niego boję się wsiadać do auta i prawdopodobnie ten strach zostanie ze mną do końca mojego życia. Byliśmy razem rok i też mieliśmy wypadek, przez co mam traumę. To było bardzo dawno temu i na szczęście nic nikomu się nie stało. Ale strach pozostał - podkreśliła.
"Fakt" dotarł do sąsiadów Łukasza Żaka na warszawskich Bielanach. 26-latek mieszkał tam ze swoją ciotką. Lokatorzy ewidentnie się go bali. - Proszę pana. To, co się tu działo, przechodzi ludzkie pojęcie. Jak teraz sobie o tym pomyślę, to mam ciarki na całym ciele. Przychodzili tu do niego dziwni ludzie. To było szemrane towarzystwo - mówi jeden z rozmówców dziennika. W mieszkaniu mężczyzny miało być non stop głośno. - Na klatce było naprawdę nieprzyjemnie. Strach było wyjść z mieszkania - relacjonowali ludzie.
Źródło: Radio ZET/pomagam.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET