"To jakiś koszmar, absurd". Ojciec zatrzymanego po tragedii w Warszawie przerywa milczenie

3 min. czytania
23.09.2024 11:44
Obserwuj nas na Google

Cały czas olbrzymie emocje budzi tragiczny wypadek w Warszawie, spowodowany przez Łukasza Ż., w którym śmierć poniósł 37-letni mężczyzna, a jego rodzina trafiła do szpitala. Ojciec Aleksandra G., jednego z zatrzymanych, który miał pomagać Ż. w ucieczce za granicę, w rozmowie z "Faktem" zapewnia, że syn nie miał z tym nic wspólnego. "To jakiś absurd” – mówi.

Aleksander G. zatrzymany po tragicznym wypadku w Warszawie
fot. Dariusz Borowicz / Agencja Wyborcza.pl

Tragiczny wypadek w Warszawie. Sześciu zatrzymanych

Łukasz Ż., który doprowadził do tragicznego wypadku, w którym zginął 37-letni mężczyzna, a kobieta w tym samym wieku oraz dwoje dzieci zostało rannych, został w miniony czwartek zatrzymany w Niemczech. 26-latek roztrzaskał swojego volkswagena o tył forda, a następnie zbiegł z miejsca wypadku. Potem ukrywał się przed służbami i wymiarem sprawiedliwości.

Policja w tej sprawie zatrzymała sześć osób. Trzy z nich oprócz Ż. jechały autem wraz z nim. Dwie, w tym właśnie Aleksander G., miały pomagać mu w ukrywaniu się przed policją. W rozmowie z "Faktem" ojciec zatrzymanego mężczyzny twierdzi, że jego syn nie miał z tą sprawą nic wspólnego, a służby mogą zweryfikować jego alibi.

- To jakiś koszmar. Przyszli po syna i go aresztowali. On nie miał z tym nic wspólnego. Mówią, że pomagał mu w ucieczce. To jakiś absurd – mówi w rozmowie z "Faktem” ojciec Aleksandra G. Jego zdaniem syn tę noc spędził w mieszkaniu swojej partnerki. I można to zweryfikować, bo w budynku są kamery.

Redakcja poleca

Śledczy z kolei twierdzą, że G. najpierw był na imprezie wspólnie ze sprawcą wypadku, a już po nim miał udać się na Bielany, do mieszkania przy ul. Romaszewskiego, gdzie ustalono plan ucieczki Łukasza Ż. W taką wersję nie wierzy ojciec zatrzymanego, który wraz z rodziną wynajął już adwokata. - Będziemy chcieli, żeby Aleksander wyszedł na wolność, bo jest niewinny. Znając życie, nie będzie to proste, ale próbować trzeba – mówią bliscy zatrzymanego w rozmowie z "Faktem”.

Mandat G. znaleziony w samochodzie sprawcy

Wersja śledczych różni się jednak od tego, co przekazał ojciec. Przeciwko G. świadczy też fakt, że w samochodzie, już po wypadku, znaleziono mandat wystawiony na jego nazwisko za przekroczenie prędkości. Ojciec tłumaczy, że syn faktycznie jeździł tym autem, tak jak i kilku innych kolegów, ale to nie świadczy o jego winie.

Przypomnijmy, że w niedzielę (15.09) na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie doszło do śmiertelnego wypadku. W tył forda, którym podróżowała czteroosobowa rodzina, z impetem wjechał rozpędzony volkswagen. Siła uderzenia była bardzo duża. Śmierć na miejscu poniósł 37-letni pasażer forda. Z tego auta do szpitala trafiła 37-letnia kierująca oraz dzieci w wieku 4 i 8 lat. Ranna została także pasażerka volkswagena. Podejrzany o spowodowanie wypadku Łukasz Ż. uciekł z miejsca zdarzenia.

Wypadek wywołał ogromne poruszenie w cały kraju, bo sprawca był wielokrotnie karany za jazdę pod wpływem alkoholu, kilkukrotnie za jazdę bez uprawnień, za oszustwa i posiadanie narkotyków. W 2023 roku został orzeczony w stosunku do niego zakaz prowadzenia wszystkich pojazdów mechanicznych. Złość opinii publicznej wywoływał fakt, że mimo tego, iż był drogowym recydywistą, cały czas jeździł autem i powodował zagrożenie na drodze, aż doprowadził do tego tragicznego wypadku.

Źródło: Radio ZET/Fakt

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET