Rekordy na kolei, korki na drogach. Dlaczego bez auta wciąż trudno dotrzeć na wakacje?
Polacy coraz chętniej wybierają pociąg jako środek transportu na wakacyjne wyjazdy, ale rekordowa liczba pasażerów nie oznacza, że podróż bez samochodu jest możliwa w każdym regionie. Co z wykluczeniem komunikacyjnym?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak wykluczenie komunikacyjne wpływa na mieszkańców mniejszych miejscowości.
- Dlaczego Półwysep Helski ma problemy z transportem podczas sezonu letniego.
- Co jest potrzebne, aby zintegrować sieci transportowe w Polsce.
- Które kroki ustawodawcze mogą poprawić dostępność transportu zbiorowego.
Ponad 10 milionów mieszkańców Polski zmaga się z wykluczeniem komunikacyjnym. Problem staje się szczególnie widoczny w okresie wakacyjnym, gdy tysiące osób ruszają na urlopy. Choć pociągi cieszą się wówczas rekordowym zainteresowaniem, dla wielu podróżnych kolej nie zapewnia pełnej dostępności do celu. Tam, gdzie kończą się tory lub brakuje dogodnych połączeń, często jedyną realną opcją pozostaje samochód.
Dobrze ilustruje to sytuacja na Półwyspie Helskim. Mimo że prowadzi tam linia kolejowa, liczba kursów i ich częstotliwość nie zawsze pozwalają traktować pociąg jako wygodną alternatywę dla podróży autem. W efekcie w sezonie letnim droga na Hel regularnie stoi w korkach, a poza wakacjami mniejsze zainteresowanie podróżami utrudnia utrzymanie bogatszej oferty połączeń. Eksperci zauważają, że o rzeczywistej dostępności regionów nie decyduje wyłącznie liczba pociągów czy autobusów. Równie ważne są odpowiednie skoordynowanie połączeń, łatwy dostęp do informacji, sprawne przesiadki oraz możliwość pokonania tzw. „ostatniej mili”, czyli końcowego odcinka podróży.
Wakacje bez samochodu? Dla wielu Polaków to wciąż problem
Wakacje na półmetku, ale rekord zainteresowania koleją padł jeszcze przed sezonem. W maju z pociągów skorzystało 41,4 mln pasażerów - to najwięcej w historii. Z raportu „Wakacyjne plany Polaków 2026” wynika, że 51,5 proc. osób planujących letni wypoczynek wybiera krajowe kierunki. Jednocześnie rośnie popularność podróży koleją - w maju 2026 r. liczba pasażerów przekroczyła 41,4 mln, co oznacza wzrost o 10,6 proc. rok do roku i najlepszy miesięczny wynik w historii statystyk Urzędu Transportu Kolejowego. Już wcześniej, w 2025 r., kolej przewiozła niemal 439 mln pasażerów - najwięcej od trzech dekad.
Według pierwszego kompleksowego raportu o wykluczeniu komunikacyjnym, opublikowanego w marcu 2026 r., problem dotyczy ponad 10 mln osób, czyli 27 proc. mieszkańców Polski. W przypadku wyjazdów wakacyjnych największym wyzwaniem często nie jest dojazd pociągiem między dużymi miastami, lecz pokonanie ostatnich kilometrów z dworca do miejsca noclegowego, atrakcji turystycznej lub mniejszej miejscowości.
- W Polsce funkcjonują dziś dwie transportowe rzeczywistości: duże miasta, w których komunikacja zbiorowa zazwyczaj działa sprawnie, oraz małe miejscowości, gdzie autobus kursuje bardzo rzadko albo nie ma go wcale. Problemem jest również to, że istniejące połączenia często nie tworzą spójnej sieci. Muszą być skoordynowane zarówno przestrzennie, jak i czasowo. Jeśli pasażer dociera do miejsca przesiadki, ale na kolejny autobus musi czekać do wieczora, transport publiczny przestaje być realną alternatywą dla samochodu - zauważa Przemysław Panek, kierownik zespołu analityków transportowych w Multiconsult Polska.
Szczególnie wyraźnie widać to w miejscowościach turystycznych, gdzie dodatkowym wyzwaniem jest sezonowość. Latem liczba podróżnych gwałtownie rośnie, natomiast poza sezonem codzienny popyt jest zbyt mały, aby łatwo uzasadnić finansowanie częstej, całorocznej oferty. - Z takimi problemami boryka się Półwysep Helski. Latem brak atrakcyjnej alternatywy sprawia, że wiele osób wybiera samochód, a wjazd na Hel i wyjazd z półwyspu oznaczają wielogodzinne korki. Choć na Hel prowadzi linia kolejowa, jej oferta nie jest na tyle częsta, by stanowić realny wybór dla mieszkańców i turystów. Z kolei po sezonie natężenie ruchu gwałtownie spada, co utrudnia samorządom uzasadnienie finansowania dodatkowych połączeń przez cały rok - zauważa ekspert.
Transport publiczny potrzebuje koordynacji, nie tylko przewoźników
Z perspektywy pasażera nie ma znaczenia, który samorząd organizuje dane połączenie ani czy autobus należy do przewoźnika publicznego, czy prywatnego. Najważniejszy dla niego jest zakupu biletu i sprawna przesiadka. O dostępności regionu nie decyduje więc wyłącznie liczba pociągów i autobusów, lecz przede wszystkim to, czy tworzą one jeden, funkcjonalny system. Eksperci zauważają, że przykładem sprawnie zintegrowanej sieci są rozwiązania funkcjonujące po czeskiej stronie pogranicza. Podczas podróży z Kudowy-Zdroju do Skalnego Miasta pasażer może kupić jeden bilet obejmujący przejazdy autobusami i pociągami. Podobnie działa bilet Euro-Nysa na pograniczu Polski, Czech i Niemiec. Po stronie czeskiej i niemieckiej kolej uzupełniają linie autobusowe docierające do mniejszych miejscowości. Po polskiej stronie zakres integracji pozostaje bardziej ograniczony, szczególnie w przypadku regionalnych połączeń autobusowych.
- Na transport zbiorowy nie można patrzeć jak na działalność czysto biznesową, komunikacja musi służyć mieszkańcom. To inwestycja społeczna, usługa publiczna, a nie przedsięwzięcie, które ma przynosić bezpośredni zysk. Jeśli będziemy oceniać każdą linię wyłącznie przez pryzmat bieżącej rentowności, małe miejscowości nadal będą skazane wyłącznie na samochód - podkreśla Przemysław Panek. Takie podejście przewiduje również procedowana nowelizacja ustawy o publicznym transporcie zbiorowym. Projekt, nad którym Sejm rozpoczął prace 2 lipca br., zakłada m.in. wprowadzenie minimalnych standardów dostępności komunikacji zbiorowej, cyfryzację rozkładów jazdy oraz powierzenie marszałkom województw roli integratorów przewozów. Zgodnie z założeniami mają oni koordynować transport kolejowy i autobusowy oraz współpracować także z przewoźnikami komercyjnymi.
- W mniejszych miejscowościach brakuje lokalnych centrów przesiadkowych, które rzeczywiście funkcjonują i pozwalają pasażerom łatwo zmieniać środek transportu. Podróżującym nie wystarczy, że taka możliwość teoretycznie istnieje. Pociągi i autobusy muszą kursować odpowiednio często, a informacja o nich powinna być łatwo dostępna. Dopiero wtedy można połączyć ofertę kolei, autobusów publicznych i prywatnych przewoźników w jeden system - dodaje ekspert Multiconsult Polska.
Wakacyjny sezon dobrze pokazuje, na ile transport publiczny zapewnia rzeczywistą dostępność regionów. Sprawdza, czy podróżni mogą bez samochodu dotrzeć nie tylko do dużego miasta lub dworca, ale także do miejsca docelowego, takiego jak pensjonat, atrakcja turystyczna czy mniejsza miejscowość. Dopiero wtedy transport zbiorowy staje się pełnoprawną alternatywą dla podróży autem.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET