Rosja prowadzi specjalną operację w sieci. Tusk podpisał zarządzenie
Moskwa uruchomiła w sieci nową kampanię „Rosja nie jest moim wrogiem”, a po zbrodni w Jarosławiu nasiliły się antyukraińskie narracje. W odpowiedzi polski rząd powołuje Centrum Walki z Dezinformacją. – Monitorujemy infosferę rosyjską, chińską, białoruską oraz polską 24 godziny na dobę – mówi RadioZET.pl wiceminister cyfryzacji Paweł Olszewski.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie jest główne przesłanie rosyjskiej kampanii "Rosja nie jest moim wrogiem".
- Dlaczego prostota komunikatów jest skuteczna w dezinformacji.
- Jakie mechanizmy dezinformacji wykorzystano po ataku w Jarosławiu.
- W jaki sposób Polska reaguje na zagrożenie dezinformacyjne.
Charakterystyczne grafiki, narodowe symbole oraz materiały wygenerowane przez sztuczną inteligencję. Tak wygląda nowa rosyjska kampania pod hasłem „ Rosja nie jest moim wrogiem”, która w ostatnich dniach została uruchomiona na wielu popularnych platformach społecznościowych.
Dla przykładu we francuskiej wersji pojawia się komunikat: „Jestem Francuzem; nikt nie będzie mi mówił, kogo mam nienawidzić”, zilustrowany postacią w pasiastej koszulce i berecie oraz nagraniem z flagami Francji i Rosji, Kremlem i białymi gołębiami. Do akcji włączyła się ambasada Rosji w Holandii, która informowała, że jest „pod wrażeniem” kampanii i deklarowała: „Jesteśmy Rosjanami i nie jesteśmy waszymi wrogami”.
Rosja dezinformuje. Tak wygląda nowa kampania
Kampania ma przekonać mieszkańców państw Zachodu, że Moskwa jest niesłusznie przedstawiana jako zagrożenie, a za eskalującą konfrontację odpowiadają europejskie rządy, Unia Europejska i NATO. Kampanię odnotowało ukraińskie Centrum Przeciwdziałania Dezinformacji. Według instytucji na platformie X działa sieć kont publikujących niemal identyczne komunikaty w różnych językach – m.in. angielskim, niemieckim, hiszpańskim, włoskim i francuskim.
– Istotna jest już sama konstrukcja komunikatu. Krótkie, proste hasło, które łatwo zrozumieć i zapamiętać – zauważa dr Agnieszka Skruczaj-Olejnik, ekspertka ds. dezinformacji i wpływu społecznego z Uniwersytetu SWPS. – Przy ogromnej liczbie docierających do nas informacji jesteśmy przeciążeni poznawczo, dlatego krótkie treści mają większą siłę przebicia, podczas gdy dłuższe i bardziej złożone trudniej zapamiętujemy – tłumaczy w rozmowie z portalem RadioZET.pl.
Jak podkreśla, prostota komunikatu umożliwia tworzenie jego wielu wersji. – Sztuczna inteligencja pozwala bardzo szybko przygotować podobne grafiki z innymi twarzami, flagami i językami. Psychologicznie może to sprawiać wrażenie, że mamy do czynienia z wieloma niezależnymi głosami, podczas gdy w rzeczywistości wciąż powtarzana jest ta sama narracja – komentuje.
„Skoro ciągle to widzę, to pewnie jest prawdziwe”
– Hasło widziane wielokrotnie, w różnych wersjach i na różnych kontach, staje się znajome. A informacje, z którymi często się spotykamy, są łatwiejsze do przetworzenia i przez to wydają się bardziej wiarygodne. Skoro ciągle to widzę, to pewnie jest prawdziwe – zaznacza Skruczaj-Olejnik. I dodaje: – Jednocześnie, gdy ten sam przekaz pojawia się na wielu kontach i jest udostępniany przez wiele osób, sprawia wrażenie powszechnego poglądu (społeczny dowód słuszności). W sytuacji niepewności co do naszej opinii obserwujemy zachowania innych i na ich podstawie oceniamy, co jest właściwe i wiarygodne. Jeśli widzimy, że wiele osób mówi to samo, łatwiej zakładamy, że mają rację.
Dr Agnieszka Rogozińska, ekspertka ds. zagrożeń hybrydowych i bezpieczeństwa narodowego, mówiła w rozmowie z PAP, że moment uruchomienia kampanii może być związany z zaproszeniem Putina na grudniowy szczyt G20 w Miami. W takim obrazie Rosja ma być przedstawiana nie jako agresor, lecz państwo, z którym należy rozmawiać i które może uczestniczyć w stabilizowaniu sytuacji międzynarodowej.
„Zebraliśmy i zestawiliśmy ze sobą posty, które zawierały frazę „Russia is not my enemy” (pol. „Rosja nie jest moim wrogiem”). Zidentyfikowaliśmy 2254 posty dodane w ciągu dziesięciu dni, które łącznie zdobyły prawie 24 mln wyświetleń oraz udostępniono je prawie 271 tys. razy. To właśnie masowe udostępnienia sprawiły, że akcja zyskała taki zasięg” – podsumował serwis factcheckingowy Demagog.
Fala dezinformacji po zbrodni w Jarosławiu
To jednak nie wszystko, bo w ostatnich dniach inny mechanizm dezinformacji pojawił się po tragicznym ataku na terenie klasztoru w Jarosławiu. 31-letni obywatel Ukrainy Ihor M. zaatakował tam pięć osób. Jedna z nich zmarła, a kilka zostało ciężko rannych. Według NASK wydarzenie niemal natychmiast zaczęło być wykorzystywane do wzmacniania istniejących wcześniej antyukraińskich narracji. W mediach społecznościowych pojawiły się m.in. sugestie, że zatrzymany Ukrainiec miał być łagodniej traktowany przez policję ze względu na swoje pochodzenie.
W sieci rozpowszechniano także przekaz, według którego media miały celowo przemilczać atak, aby chronić wizerunek Ukraińców. Zdarzenie przedstawiano jednocześnie jako dowód szerszego zagrożenia, odwołując się przy tym m.in. do zbrodni wołyńskiej. Fałszywe treści dotyczące ataku w Jarosławiu publikowały m.in. anonimowe profile znane z szerzenia dezinformacji oraz sympatycy i politycy związani z Konfederacją oraz Konfederacją Korony Polskiej, którą kieruje Grzegorz Braun.
W odpowiedzi na zalewające sieć fałszywe przekazy premier Donald Tusk podpisał zarządzenie o powołaniu rządowego Centrum Walki z Dezinformacją. Pokieruje nim wiceminister cyfryzacji i poseł KO Paweł Olszewski. W ciągu najbliższych dni ma zostać utworzona struktura Centrum oraz projekt systemowego przeciwdziałania treściom dezinformacyjnym. W prace instytucji rząd chce zaangażować też organizacje pozarządowe i środowiska naukowe.
Wiceminister Paweł Olszewski mówi portalowi RadioZET.pl, że jego zespół pracuje już od pewnego czasu w trybie nieformalnym i na bieżąco analizuje przypadki zewnętrznej i krajowej dezinformacji. - Mamy analizy i raporty dzienne, tygodniowe, miesięczne i ad hoc. Od początku tego roku monitorujemy infosferę rosyjską, chińską, białoruską oraz polską 24 godziny na dobę – podkreśla. Konkretnych efektów walki z dezinformacją na tym etapie jeszcze nie wskazuje.
„Wciąż tę walkę przegrywamy”
Na czym koncentruje się obecnie rosyjska dezinformacja? - To zawsze podważanie instytucji państwa i udziału Polski w Unii Europejskiej i NATO. Polaryzacja społeczna, zniechęcanie do Ukraińców i przypisywanie Polsce rzekomego faworyzowania obywateli Ukrainy kosztem Polaków – wylicza Olszewski. I zapowiada, że Centrum będzie „identyfikować treści oraz aktorów produkujących dezinformację, a także wskazywać na polskie podmioty, które to kolportują”.
- Sporo zmieniło się na lepsze, ale wciąż tę walkę z dezinformacją przegrywamy – mówi naszemu portalowi Grzegorz Rzeczkowski, dyrektor Centrum Badań nad Dezinformacją Uniwersytetu Civitas. - Stosunek Polaków do Ukrainy i Ukraińców jest tego dobitnym dowodem. Pojawiają się jednak inicjatywy rządowe i nie tylko, które napawają optymizmem. Jest coraz więcej osób zajmujących się zwalczaniem dezinformacji w sposób profesjonalny – zauważa.
W ocenie Rzeczkowskiego nieuchronne zderzenie z potężną falą dezinformacji nadejdzie wraz z przyszłorocznymi wyborami parlamentarnymi w Polsce. - Także z użyciem sztucznej inteligencji. Wiem jednak, że władze mają tego świadomość – dodaje.
Rosja nasila groźby i ostrzeżenia
Tymczasem Rosja nie tylko dezinformuje, ale też grozi i ostrzega. Kilka dni temu szef rosyjskiej dyplomacji Siergiej Ławrow został zapytany o możliwość produkcji w Polsce pocisków do systemów Patriot. Zamiast bezpośredniej odpowiedzi wskazał na rosyjską doktrynę wojenną. – Mamy doktrynę wojenną, którą prezydent nie raz cytował. Apeluję o dokładne przeanalizowanie odnośnego rozdziału tego najważniejszego dokumentu – powiedział Ławrow. Jednocześnie stwierdził, że kraje europejskie prowadzą przeciwko Rosji „wojnę”.
Polska podpisała wcześniej ze Stanami Zjednoczonymi, Holandią, Niemcami i Szwecją porozumienie dotyczące serwisowania w Europie pocisków PAC-3 do wyrzutni Patriot. Trwają negocjacje dotyczące ulokowania centrum serwisowego w Polsce, a polskie władze liczą, że w przyszłości mogłoby to otworzyć drogę także do współprodukcji pocisków.
Jeszcze dalej w czwartek poszedł Władimir Putin. Podczas spotkania Klubu Wałdajskiego oświadczył, że jeśli doszłoby do bezpośredniego ataku na Rosję, w tym na obwód królewiecki, „nieuchronnie i natychmiast” pojawiłaby się kwestia wykorzystania wszystkich rodzajów uzbrojenia znajdujących się w rosyjskim arsenale.
Ostrzeżenie pod adresem Polski sformułowała także rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa. Pytana o plany ulokowania w Polsce centrum serwisowego pocisków PAC-3 do systemów Patriot, a w dalszej perspektywie także ich produkcji, stwierdziła, że europejskie zakłady wytwarzające uzbrojenie dla Ukrainy są dla Rosji „potencjalnymi celami wojskowymi”. Ostrzegła przy tym, że nie należy zakładać, iż fabryki zbrojeniowe znajdujące się poza terytorium Ukrainy, ale produkujące broń dla Kijowa, „będą bezpieczne”.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET