`

Schorowany 80-latek miał kilka dni czekać na szpitalne łóżko. "Chyba że ktoś umrze"

3 min. czytania
28.11.2024 13:19
Obserwuj nas na Google

Schorowany 80-latek przez kilka dni miał czekać na szpitale łóżko. Bulwersującą historię z Poznania opisuje "Gazeta Wyborcza" na podstawie relacji dzieci pana Bogdana. Szpital nie zgadza się z zarzutami i twierdzi, że wszystko odbyło się zgodnie z procedurami. Ostatecznie mężczyzna trafił do innej placówki, gdzie otrzymał niezbędną pomoc.

Szpital
fot. Marek Kowalczyk/REPORTER (zdj. ilustracyjne)

Kilka dni oczekiwania na łóżko w szpitalu w Poznaniu?

Wszystko wydarzyło się pod koniec października 2024 roku. Do schorowanego 80-latka został wezwany zespół ratownictwa medycznego. Mężczyzna cierpiał na niewydolność oddechową, więc medycy podjęli decyzję o przetransportowaniu go na SOR przy ul. Szwajcarskiej w Poznaniu. Trafił do szpitala około 17, a godzinę później do placówki dotarły jego dzieci. Syn oraz córka przywieźli całą dokumentację medyczną, ponieważ 80-latek choruje na białaczkę i ma zerową odporność oraz jest bardzo słaby. - W takim stanie nasz ojciec siedział parę godzin na korytarzu z wieloma innymi pacjentami. W końcu nie był w stanie dłużej siedzieć i brat położył go na łóżko, które stało obok - powiedziała w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Agnieszka Bagrowska, córka pana Bogdana.

W tym czasie personel medyczny miał pobrać 80-latkowi tylko krew do badań. Około godziny 20:30 przyszły wyniki badań. - Wtedy personel zorientował się, że z powodu niskiej odporności tata nie może przebywać wśród innych chorych i przeniesiono go do izolatki. Gdy wcześniej mówiliśmy o braku odporności, nikt nas nie słuchał - podkreśliła Agnieszka Bagrowska. Zdaniem bliskich pana Bogdana izolatka, do której trafił, przypominała bardziej pomieszczenie techniczne niż salę chorych. Było tam bardzo zimno. Mężczyzna przeszedł wówczas badanie EKG. - Ostatecznie zapadła decyzja, że ojciec zostanie przyjęty na oddział, ale następnego dnia, bo na razie nie ma miejsca - zaznaczyła córka w rozmowie z "GW".

Redakcja poleca

Miejsca na oddziale nie ma. "Chyba że ktoś umrze"

- Na oddziale powiedzieli nam, że w weekend wypisów nie ma, więc nic się nie zwolni, "chyba że ktoś umrze" - dodała Agnieszka. Syn pana Bogdana podkreślił w rozmowie z "GW", że jego ojciec wcześniej był w szpitalu na Szwajcarskiej na transfuzjach. - Na tym oddziale zawsze było miejsce, ale lekarka z SOR uznała, że natychmiastowa transfuzja na oddziale ratunkowym nie jest możliwa i zaplanowała tylko podanie antybiotyku, zresztą dokładnie tego samego, który ojciec już od tygodnia dostawał - podkreślił Wiktor Nowacki. Dzieci pana Bogdana podjęły decyzję, że nie ma sensu zostawiać ojca w szpitalu i około godziny 23 mężczyzna na własne żądanie wypisał się z placówki.

Zdaniem rodzeństwa problem na SOR nie dotyczył tylko ich ojca. W kolejce po pomoc od kilku godzin miał czekać także około 40-letni mężczyzna z podejrzeniem zawału. - W podobnej sytuacji był mężczyzna z rozciętym kolanem, który sobie żartował, że zanim zostanie zaopatrzony, skóra sama mu się zrośnie. Bez pomocy była też starsza kobieta, której musieliśmy kupić wodę, bo nikt się nią nie zainteresował - podkreślił w rozmowie z "GW" Wiktor. Ostatecznie pan Bogdan trafił do innego szpitala w Poznaniu. Na ul. Lutyckiej został szybko przyjęty na oddział i otrzymał transfuzję.

Szpital nie zgadza się z zarzutami

Rzeczniczka szpitala Zuzanna Pankros w odpowiedzi przesłanej do redakcji "Gazety Wyborczej" zapewniła, że w czasie pobytu na SOR pan Bogdan miał dwukrotnie pobieraną krew do analizy oraz wykonane EKG w celu uzyskania dokładnego obrazu jego stanu zdrowia. "Wykonano pełną diagnostykę, jaka była adekwatna do stanu pacjenta, zgodnie z obowiązującymi procedurami" - zaznaczyła. Zdaniem rzeczniczki mężczyzna nie kwalifikował się do transfuzji krwi.

"Decyzją lekarza było wprowadzenie antybiotyku i dalszego podjęcia działań po przyjęciu na Oddział Wewnętrzny" - dodała. Oddział ten był jednak wówczas w pełni obłożony, a izolatka dla pacjentów o obniżonej odporności była zajęta, podobnie jak dwie inne izolatki na tym oddziale. Z tego powodu pan Bogdan został umieszczony w izolatce SOR. Rzeczniczka dodała, że lekarz nie był w stanie określić, kiedy pacjent zostanie przyjęty na oddział, ale "zostałby przyjęty od razu po zwolnieniu miejsca w oddziałowej izolatce".

Pankros podkreśliła także, że SOR działa obecnie na mniejszej powierzchni, ponieważ trwa remont, który ma na celu poprawienie standardu opieki nad pacjentami. "Podejmujemy wszelkie możliwe działania, aby poprawiać jakość opieki nad pacjentami, a każda sytuacja, w której standardy te są kwestionowane, staje się dla nas impulsem do wprowadzenia zmian. Wyciągniemy wnioski z tego zdarzenia, aby uniknąć podobnych problemów w przyszłości. Jednocześnie podkreślamy, że wszyscy pacjenci, w tym pan Bogdan, otrzymują w naszym szpitalu opiekę zgodną z obowiązującymi procedurami i z uwzględnieniem dostępnych zasobów" - zakończyła.

Dołącz do grupy "Radio ZET - wiadomości z Poznania" na Facebook

Źródło: Radio ZET/"Gazeta Wyborcza"

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET