Sebastian M. złożył wyjaśnienia w sądzie. Uważa się za ofiarę, "nienawidzi mnie cała Polska"

2 min. czytania
12.03.2026 14:53
Obserwuj nas na Google

Przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim padły ważne słowa w procesie dotyczącym tragicznego wypadku na autostradzie A1. Sebastian M., oskarżony o spowodowanie śmierci trzyosobowej rodziny, przez dwie godziny odczytywał swoje wyjaśnienia. Mężczyzna nie przyznaje się do winy i twierdzi, że stał się ofiarą ogólnopolskiej nagonki, sterowanej przez polityków i media, a jego wyjazd z kraju nie był ucieczką, lecz zaplanowaną podróżą biznesową.

Wyjaśnienia
fot. Radio ZET

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie wyjaśnienia złożył Sebastian M. w sądzie.
  • Dlaczego Sebastian M. twierdzi, że jest ofiarą nagonki.
  • Co Sebastian M. powiedział o swojej niewinności w wypadku.
  • Jakie zarzuty wobec wymiaru sprawiedliwości przedstawił Sebastian M.

Sebastian M. w sądzie. Złożył wyjaśnienia

W czwartek w sądzie w Piotrkowie Trybunalskim odbyła się kolejna rozprawa w sprawie Sebastiana M. - mężczyzny, który we wrześniu 2023 miał pędzić na autostradzie A1 sportowym bmw i wjechać w auto, którym znad morza wracała trzyosobowa rodzina. Rodzice i ich 5-letnie dziecko spłonęli w samochodzie. 

Tym razem głos zabrał sam oskarżony, który przez ponad dwie godziny składał wyjaśnienia, stawiając się w roli ofiary medialnej nagonki. - Od dwóch i pół roku nienawidzi mnie cała Polska. Nie tylko mnie, ale też członków mojej rodziny. Politycy obu rządzących w tym czasie frakcji urządzali konferencje na mój temat. Deklarowali, że za wszelką cenę ściągną mnie do kraju oraz ogłaszali mnie publicznie winnym - zaczął Sebastian M. 

- Tak jest do dziś. Politycy, dziennikarze, internauci nazywają mnie mordercą, domagając się dla mnie kary nawet znacznie surowszej, niż ta przewidziana w kodeksie karnym. Rzesza ludzi w licznych wpisach w internecie życzy mnie, mojej rodzinie, a nawet mojemu obrońcy śmierci - kontynuował oskarżony. 

Sebastian M. ofiarą nagonki? Przywołał Zbigniewa Ziobrę

Sebastian M. mówił też o licznych groźbach, które kierowane są w stronę jego samego i jego rodziny. - Stan nienawiści społecznej, który opisuje, trwa w zasadzie od dnia po wypadku - powiedział. Przypomniał też konferencję prasową Zbigniewa Ziobry, który - jak twierdzi - ogłosił, że jest winny wypadku i musi "specjalnie przygotować prokuratorów do tego oskarżenia". 

- Publicznie przy użyciu mediów zostałem oskarżony bez opinii biegłych i dowodów mojej winy. W ciągu zaledwie kilku godzin opublikowano list gończy z adresem mojej firmy i domu rodzinnego, w którym od przeszło 10 lat nie jestem zameldowany i nie mieszkam - powiedział M. 

W sądzie Sebastian M. podważał opinie biegłych, zapewniał też, że po wypadku nie uciekł z kraju, tylko wyjechał w planowanych od dawna celach biznesowych, związanych z prowadzoną przez niego palarnią kawy.

Sebastian M.: Ja nie doprowadziłem do tej strasznej tragedii

Odnosząc się do wypadku Sebastian M. stwiedził, że "nie jechał nawet z prędkością zbliżoną do 300 km/h". - Nie wiem, czemu ten samochód na mnie zjechał. Może doszło do jakiejś awarii. Ja nie doprowadziłem do tej strasznej tragedii - powiedział przed sądem. 

Swoje wyjaśnienia odczytywał - miał je zapisane na dwudziestu kartkach. Sebastian M. nadal nie przyznaje się do winy, grozi mu do 8 lat pozbawienia wolności.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET