Nie żyje 15-latek, szokujące zachowanie tłumu po wypadku. "Nigdy się z czymś takim nie spotkałem"
Śledczy badają okoliczności wypadku w Skaryszewie pod Radomiem, w którym zginął 15-letni pasażer audi. Samochodem kierował 17-latek, a wraz z nim jechało trzech kolegów - wszyscy to mieszkający w Polsce obywatele Bułgarii. Okazało się, że na miejscu tragedii funkcjonariusze straży pożarnej i policji musieli mierzyć się z agresywnym tłumem. - Jestem prokuratorem od 30 lat i nie spotkałem się do tej pory z takim zdarzeniem - przyznaje w rozmowie z Onetem prok. Robert Bińczak, szef Prokuratury Rejonowej Radom-Zachód.
Wypadek w Skaryszewie. Agresywna reakcja tłumu po tragedii
Do tragedii doszło w niedzielę po godz. 22 na ulicy Krasickiego w Skaryszewie pod Radomiem. Samochód marki Audi, którym podróżowało czterech nastolatków z Bułgarii, w pewnym momencie wjechał w betonowe ogrodzenie, bo kierujący nim 17-latek - był trzeźwy, ale nie miał prawa jazdy - przekroczył prędkość. Po przewiezieniu do szpitala zginął 15-letni pasażer, dwóch innych 17-latków odniosło obrażenia. Śledztwo w tej sprawie prowadzi Prokuratura Rejonowa Radom-Zachód.
Zdjęcia z miejsca wypadku opublikowała w mediach społecznościowych Ochotnicza Straż Pożarna w Skaryszewie, której strażacy jako pierwsi podjęli interwencję. "Szkoda tylko, że w obliczu tak wielkiej tragedii i bezpośredniego ratowania życia ludzkiego zarówno my jaki i pozostałe służby, działające na miejscu, zastaliśmy narażeni na olbrzymi stres związany z agresja osób postronnych" - czytamy we wpisie na Facebooku.
O jaką agresję chodzi? Strażacy z OSP nie chcieli rozmawiać z mediami, głos zabrał więc przedstawiciel miejskiej jednostki. - Mogę tylko potwierdzić, że na miejscu były osoby postronne, które były agresywne i utrudniały działania ratownicze, Więcej na ten temat może przekazać policja - mówi Onetowi kpt. Adrian Skrzek z Komendy Miejskiej PSP w Radomiu. Justyna Jaśkiewicz, oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Radomiu, relacjonuje z kolei, że na miejscu zdarzenia "był wielki lament i krzyk", choć nikogo nie zatrzymano ani nie wylegitymowano.
Prokurator: nigdy się z czymś takim nie spotkałem
Bardziej szczegółową relację przytacza prokuratura. Prok. Robert Bińczak, szef Prokuratury Rejonowej Radom-Zachód przyznaje, że od osób obecnych na miejscu tragedii otrzymał informację o grupie osób "pochodzenia zagranicznego", które "utrudniały prowadzenie czynności". On sam udał się bezpośrednio do szpitala, gdzie umieszczono poszkodowanych w wypadku. Przed budynkiem miało się zgromadzić ok. 150-200 osób.
- Tłum był bardzo agresywny. Stwierdzili, że przyjechali odebrać ciało. Żądali jego wydania. Ja jako prokurator musiałem natomiast zlecić przeprowadzenie zewnętrznych i wewnętrznych oględzin zwłok denata i wydać stosowne dokumenty. I musiałem przeciwstawić się tej grupie osób, która chciała odzyskać ciało. Trudno mi powiedzieć, dlaczego przyjęło to taką formę i skąd takie natychmiastowe żądanie - tłumaczy prokurator. Dodaje, że ostatecznie zawiadomił rodziców 15-latka, którzy zobaczyli ciało syna. Zapewnił ich też, że zostanie ono wydane rodzinie po oględzinach. Te miały miejsce we wtorek, co oznacza, że najprawdopodobniej ciało zmarłego zostało już wydane jego bliskim.
Przyznam szczerze, jestem prokuratorem od 30 lat i nie spotkałem się do tej pory z takim zdarzeniem. [...] Tłum, zwłaszcza tak agresywny, w świetle prawa traktowana jest jako siła wyższa. Tak samo, jak burza, grad czy inne żywioły. Nie zadaje się tłumowi pytań. Pierwszy raz spotkałem się jednak z sytuacją, w której było takie niezadowolenie i taka reakcja obywateli innej narodowości na dane zdarzenie
Śledztwo w tej sprawie prowadzone jest w pod kątem spowodowania wypadku komunikacyjnego. Jeśli następstwem tragicznego zdarzenia jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na jej zdrowiu, "sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8". Jak informuje Onet, na razie postępowanie prowadzone jest w sprawie, a nie przeciw komuś. Na ten moment nikt nie usłyszał zarzutów.
Źródło: Radio ZET/Onet
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET