Śmierć pilota, odejście dyrektora, zmowa milczenia. Co się dzieje w lotnictwie Straży Granicznej
Młody, zaledwie 29-letni pilot zmarł kilka dni po ważnym egzaminie. Zaraz po tym na emeryturę odszedł dyrektor Biura Lotnictwa Straży Granicznej. O sprawie nikt oficjalnie nie chce mówić.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były okoliczności śmierci 29-letniego pilota Straży Granicznej.
- Dlaczego dyrektor Biura Lotnictwa odszedł na emeryturę po śmierci pilota.
- Które przepisy regulują badania lotniczo-lekarskie w Straży Granicznej.
- W swojej ponad 20-letniej służbie w Straży Granicznej nie spotkałem się z taką sytuacją. Żaden czynny pilot nie zmarł ani na służbie ani poza nią. Nie było takiego przypadku. Młody człowiek, który powinien być w pełni zdrowy i sprawny, mieć aktualne badania, umiera tak nagle. I to kilka dni po ważnym egzaminie. Dla mnie to niepojęte - opowiada nam jeden z emerytowanych funkcjonariuszy Straży Granicznej.
Od blisko trzech miesięcy ta śmierć jest jednym z najważniejszych tematów wśród pilotów, mechaników i operatorów SG. Zwłaszcza, że władze Biura Lotnictwa oraz samej Komendy Głównej nie poinformowały nikogo o jej przyczynach, nie przeprowadziły dochodzenia w tej sprawie, a kilkanaście dni później ze stanowiska odszedł dyrektor Biura Lotnictwa, który objął funkcję zaledwie rok wcześniej. RadioZET.pl próbowało poznać szczegóły tej sprawy.
Rok służby, egzamin i śmierć. Co wydarzyło się na Podkarpaciu?
W Huwnikach, niedaleko Przemyśla na Podkarpaciu, mieści się jeden z czterech wydziałów lotniczych Straży Granicznej. Tu szkoleni są piloci, którzy w przyszłości będą latali śmigłowcami. Tu odbywają się też egzaminy oraz starty maszyn patrolujących granice czy uczestniczących w różnego rodzaju akcjach. W piątek, 18 lipca, odbywa się egzamin lotniczy. Za sterami śmigłowca Kania siada 29-letni funkcjonariusz Straży Granicznej. W formacji jest od około roku. Po trzymiesięcznym kursie podstawowym rozpoczyna szkolenie uprawniające do pilotowania tego typu maszyn.
Egzamin przebiega zgodnie z planem. Straż Graniczna zyskuje kolejnego pilota, który może prowadzić jeden z czterech śmigłowców Kania będących na jej wyposażeniu. Dla formacji borykającej się z problemami kadrowymi ( o czym już pisaliśmy w tym roku) każda taka osoba jest na wagę złota. W SG jest zaledwie kilku pilotów śmigłowcowych. Ale 29-latek nie zdąży dołączyć do grona osób, które mogą latać Kanią.
Na odpowiedni wpis w dokumentacji musi czekać około miesiąca. Tymczasem, zaledwie kilka dni później, w środę, 23 lipca, policja i pogotowie otrzymują wezwanie. Jadą do jednego z mieszkań w 55-tysięcznym Przemyślu. Znajdują tam nie dającego oznak życia mężczyznę. To właśnie 29-letni funkcjonariusz Straży Granicznej. Lekarz stwierdza zgon.
Ze względu na szacunek do zmarłego i jego rodziny nie podajemy danych mężczyzny. Postanowiliśmy jednak opisać sprawę, bo byli i obecni funkcjonariusze, z którymi rozmawialiśmy, zgodnie przyznają, że z podobnym przypadkiem się nie spotkali. Oczekują też odpowiedzi na szereg pytań.
- Sama śmierć naszego kolegi to jedno. Ale, co zastanawiające, kilka dni po pogrzebie, na początku sierpnia ze służby odszedł szef Biura Lotnictwa major Krzysztof Sidor. Ponoć złożył rezygnację z dnia na dzień. Na emeryturę odszedł po kilkunastu dniach od złożenia wniosku. To niespotykana sytuacja, bo standardem jest trzymiesięczne wypowiedzenie. Czasem jest skracane do miesiąca. Ale kilka dni? Wszyscy byli zaskoczeni – mówi kolejny funkcjonariusz.
Następny dodaje: - Rozmawiałem z nim po śmierci pilota. Ani słowem nie wspomniał, że planuje emeryturę. To dziwne, bo o takich sprawach wiemy z pewnym wyprzedzeniem. Nie wiem, czy ta śmierć była kluczowa, albo czy w ogóle miała znaczenie. Ale tak szybkie przejście na emeryturę to naprawdę ewenement.
Śmigłowiec Kania w służbie Straży Granicznej
Dlaczego zmarł młody pilot? Nikt nie wie
RadioZET.pl od początku sierpnia próbowało ustalić, co wydarzyło się na Podkarpaciu. Najpierw zwróciliśmy się z pytaniami do Karoliny Kowalik, rzeczniczki prasowej Komendy Miejskiej Policji w Przemyślu. Mimo początkowych zapewnień o przekazaniu potrzebnych nam danych, po trwającej ponad trzy tygodnie wymianie maili, rzeczniczka odmówiła podania informacji, o które wnioskowaliśmy, zasłaniając się ustawą RODO i ochroną prywatności zmarłego.
W tzw. międzyczasie funkcjonariusze SG także próbowali dowiedzieć się czegoś w sprawie śmierci kolegi. - Zapanowała dziwna zmowa milczenia. Śmierć, pogrzeb i cisza. Nikt nic nie wiedział, nikt nic nie mówił. Żadnego postępowania wyjaśniającego. Kompletnie nic. A przecież to był młody chłopak. Jako pilot powinien mieć ważne badania. Mnie zastanawia tylko jedno - dlaczego nie zlecono żadnej sekcji zwłok. A wiem, że nie zlecono - mówi jeden z funkcjonariuszy SG.
Więcej światła na sprawę rzuca prokurator Marta Pętkowska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Przemyślu. - Prokurator dyżurny został powiadomiony telefonicznie o ujawnieniu zwłok mężczyzny. Otrzymał informację od lekarza, że zgon nastąpił z przyczyn naturalnych. Nie podjął czynności w związku z brakiem podstaw do wszczęcia postępowania o czyn z art. 155 Kodeksu Karnego, tj, nieumyślnego spowodowania śmierci - mówi RadioZET.pl prokurator Pętkowska.
Jak tłumaczy, śledczy działają tylko w kilku przypadkach. Gdy widać, że doszło do zbrodni, gdyjest podejrzenie, że ktoś mógł przyczynić się do śmierci danej osoby i zacierał ślady orazsamobójstw. W tym ostatnim wypadku prokuratorzy przyjeżdżają na miejsce, żeby ustalić, czy np. ktoś nie nakłaniał zmarłego do targnięcia się na życie lub śmierć nie została sfingowana. We wspomnianym przypadku prokurator uznał, że nie ma podstaw do interwencji. Jej szczegółów prokuratura też nie podaje, bo nie rejestruje telefonicznych zgłoszeń, które nie zakończyły się podjęciem czynności przez śledczych. W związku z tym nie mogło być też mowy o zarządzeniu sekcji zwłok.
Prokuratura Okręgowa w Przemyślu
"Takie są przepisy"
O przyczyny zgonu osoby w tak młodym wieku, zwłaszcza mającej za sobą specjalistyczne badania, o postępowanie służb, w tym Straży Granicznej, pytamy prof. Waldemara Machałę, specjalistę anestezjologii i medycyny ratunkowej z Wydziału Wojskowego Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. - W sytuacji, kiedy umiera człowiek, który nigdy nie chorował, lekarz zespołu ratownictwa medycznego w karcie zgonu powinien wpisać: "Zgon nagły. Przyczyna nieznana. Co do udziału osób trzecich nie potrafię się wypowiedzieć". Ta formuła, szczególnie ostatnie zdanie, daje organom ścigania konieczność wyjaśnienia, co się wydarzyło. Może nie być śladów włamania, śladów na ciele lub innego świadectwa, że wydarzyło się coś niepokojącego, ale organy ścigania mają wówczas obowiązek dotarcia do wszelkiego rodzaju kartotek medycznych. I może okazać się, że w przychodni jest całkiem spora historia choroby danej osoby - zauważa w rozmowie z RadioZET.pl prof. Waldemar Machała.
Specjalista dodaje, że najczęstszą przyczyną zgonów u młodych ludzi są zaburzenia rytmu serca, rzadziej tętniak mózgu. To pierwsze zdarza się przede wszystkim u wysportowanych osób, uprawiających sport wyczynowo. Przerost mięśnia sercowego i związane z nim zaburzenia rytmu serca powodują stan, który skutkuje nagłym zgonem sercowym. - W przypadku, gdy nie ma podejrzenia udziału osób trzecich, pracodawca (niezależnie kto nim jest) nie ma obowiązku podejmowania żadnych działań. Jeżeli takiego wpisu nie było, to nie było też wskazania do prowadzenia postępowania sądowo-lekarskiego czy prokuratorskiego - dodaje prof. Machała.
Według eksperta sytuacja byłaby inna, gdyby zgon funkcjonariusza nastąpił na służbie, np. w miejscu odpoczynku, jakimś pokoju socjalnym, albo do pogorszenia stanu zdrowia doszłoby po przyjęciu do szpitala w trakcie wykonywania badań diagnostycznych. - Wówczas bez wątpienia sekcja byłaby wykonana. W przypadku, gdy śmierć nastąpiła w domu i nie było wątpliwości co do udziału osób trzecich, takiej konieczności nie ma. Takie są po prostu przepisy - mówi specjalista.
O śmierć funkcjonariusza zapytaliśmy też rzecznika prasowego Straży Granicznej. Chcieliśmy wiedzieć m.in. czy w tej spawie było prowadzone postępowanie wyjaśniające i jaki jest jego efekt, a jeśli nie to dlaczego?
"Ze smutkiem i żalem przyjęliśmy wiadomość o śmierci jednego z funkcjonariuszy Biura Lotnictwa Straży Granicznej. Do zdarzenia doszło (w lipcu) poza czasem pełnienia służby. Ze względu na dobro najbliższych Zmarłego nie udzielamy w tej sprawie żadnych informacji. Apelujemy również o to, aby nie wykorzystywać tej sytuacji i związanych z nią ludzkich tragedii do reżyserowania wątpliwej jakości spektakli medialnych." - odpisał na pytania RadoZET.pl ppor. SG Konrad Szwed zastępujący rzecznika prasowego Komendanta Głównego SG.
Straż Graniczna: odejście dyrektora było planowane. Funkcjonariusze: Bzdura!
Szwed przyznał jednocześnie, że 7 sierpnia, kilkanaście dni po śmierci pilota, nastąpiła zmiana na stanowisku dyrektora Biura Lotnictwa SG. Nowym szefem został płk Grzegorz Pietyra, który nie ma doświadczenia w lotnictwie. Jego nazwisko na stronie internetowej Straży Granicznej pojawiło się dopiero w ostatnich dniach, niemal trzy miesiące po objęciu funkcji przez Pietyrę.
Zastępca rzecznika nie odpowiedział na pytania o przyczyny odejścia majora Krzysztofa Sidora, który funkcję objął zaledwie rok wcześniej - w sierpniu 2024 - ani o datę złożenia wniosku o przejście na emeryturę. Poinformowano nas jedynie, że wbrew naszym ustaleniom przejście na emeryturę mjra Sidora "było planowane znacznie wcześniej, jednakże z uwagi na sprawy służbowe zostało przełożone na sierpień br."
Samolot Turbolet w służbie Straży Granicznej
Dopytywaliśmy więc o to, kiedy został złożony wniosek, jakie przyczyny odejścia podał mjr Sidor oraz o jakie sprawy służbowe chodzi. "Każdy funkcjonariusz może w dowolnym momencie wystąpić z wnioskiem o zwolnienie ze służby, a wniosek nie wymaga uzasadnienia. Były Dyrektor Biura Lotnictwa Straży Granicznej swoją prośbę o zwolnienie złożył w kwietniu tego roku. Po rozmowie z Komendantem Głównym Straży Granicznej zdecydował o pozostaniu w służbie, którą zakończył w sierpniu br." - odpisał ppłk Andrzej Juźwiak rzecznik komendanta głównego SG.
- Bzdura! - twierdzą zgodnie nasi rozmówcy ze Straży Granicznej. Przekonują, że informacja o planowanym odejściu na emeryturę dyrektora nie byłaby utrzymywana tak długo w tajemnicy. O przyczyny decyzji chcieliśmy zapytać samego zainteresowanego. Krzysztof Sidor nie chciał jednak z nami rozmawiać na ten temat.
Tak bada się pilotów w Straży Granicznej
RadioZET.pl dotarło do matki zmarłego pilota, funkcjonariusza Straży Granicznej. Jednak i ona nie chciała mówić o śmierci syna. - Nie mam nikomu nic do zarzucenia, to był nieszczęśliwy wypadek. Straż Graniczna zachowała się jak trzeba - powiedziała jedynie.
- Ale to był przecież młody człowiek. Badania, które przechodzi osoba przyjmowana do Straży Granicznej, są dość szczegółowe. Zwłaszcza dla pilotów. Każdy powinien mieć wykonane EKG, badania okulistyczne, krwi. Wiadomo, że nie wszystko da się wykryć, ale dlaczego nikt tej sprawy nie chce wyjaśnić? Jedyny taki przypadek w SG od kilkudziesięciu lat i każdy umywa ręce, przechodzi nad tym do porządku dziennego. Nie mogę w to uwierzyć - mówi jeden z funkcjonariuszy, dziwiąc się też, że rodzina nie chce poznać odpowiedzi na pytanie o przyczynę śmierci.
Pilot-emeryt: - Ta śmierć powinna dać władzom SG do myślenia z jeszcze jednego powodu. Chodzi o liberalizację podejścia do badań lotniczo-lekarskich. Jeszcze na początku lat 2000. wszyscy przechodzili je w jednym z dwóch ośrodków. W Wojskowym Instytucie Medycyny Lotniczej w Warszawie albo Głównym Ośrodku Badań Lotniczo-Lekarskich (GOBLL – przyp. red.) we Wrocławiu. Były bardzo szczegółowe. Krew, kilku specjalistów, psycholog, zdjęcie klatki piersiowej. Teraz badania okresowe można wykonywać u lekarzy-orzeczników. Z doświadczenia wiem, że jedni podchodzą do tego naprawę solidnie. Inni w gabinecie nie mają nawet podstawowego sprzętu do badań. Może poza tablicą do czytania jak u okulisty.
Sprawdzamy. W GOBLL w zależności od klasy uprawnień pilota badania różnią się zakresem. Ale nawet w tym najbardziej podstawowym trzeba wykonać badania krwi, moczu, EKG, audiogram, tympanometrię/ spirometrię(jeśli wygasł okres ich ważności), badania okulistyczne, laryngologiczne oraz neurologiczne. Na końcu bada lekarz-orzecznik i wydaje orzeczenie.
Nasi rozmówcy przyznają, że jeśli ktoś był w gorszej kondycji, miał problemy zdrowotne, to nie jeździł do wspomnianych ośrodków. Wybierał lekarza, który bez problemów podbijał okresowe badanie. A gdy z tym był problem, przestawał latać, władze BL SG przesuwały zazwyczaj taką osobę do pracy biurowej.
SG ma związane ręce. Zmiana przepisów by pomogła?
- Ta śmierć powinna zrodzić szereg pytań w Straży Granicznej. Być może nie dało się jej uniknąć, a być może bardziej szczegółowe badania coś by wykazały i chłopak by żył. Może warto zastanowić się nad powrotem do tego, co było przed laty, czyli badań wyłącznie w specjalistycznych ośrodkach - mówi jeden z funkcjonariuszy. To jednak nie zależy od Straży Granicznej. Konieczna byłaby zmiana ustawy Prawo lotnicze, która reguluje te kwestie. Przyznaje to ppłk Juźwiak. Jak informuje, piloci mogą wykonać badania albo w specjalistycznym ośrodku, albo u lekarza orzecznika.
"W myśl tych przepisów Straż Graniczna ma obowiązek uznać przedstawione przez pilota orzeczenie lotniczo-lekarskie wydane przez dowolny podmiot na terenie całej UE posiadający stosowne zatwierdzenie. Lista podmiotów uprawnionych do przeprowadzania badań lotniczo-lekarskich, a w dalszej kolejności wydawania orzeczeń lotniczo-lekarskich o zdolności lub niezdolności do wykonywania określonych czynności lotniczych, zamieszczana jest na stronach organu władzy lotniczej." - tłumaczy rzecznik komendanta głównego SG.
Zapytaliśmy, czy zmarły funkcjonariusz miał ważne badania lekarskie dopuszczające do lotów i kto je wystawił, ale SG w sprawie śmierci 29-latka konsekwentnie odmawiała udzielenia jakichkolwiek informacji "ze względu na dobro najbliższych Zmarłego".
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET