`

Straż Graniczna chwali się samolotami za 120 mln zł. "Problem w tym, że nie ma nimi kto latać"

6 min. czytania
21.11.2025 06:32
Obserwuj nas na Google

"Dzięki nowym Turboletom Straż Graniczna będzie mogła sprawować jeszcze lepszy nadzór nad granicą lądową oraz morską, w każdych warunkach i przez całą dobę" - chwalą się w portalach społecznościowych pogranicznicy. Inwestycją w sprzęt szczyci się też MSWiA. Problem w tym, że brakuje pilotów, którzy mogą latać kupionymi za 120 mln zł maszynami.

Nowy samolot Turbolet Straży Granicznej
fot. Straż Graniczna

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie są problemy SG związane z nowymi samolotami patrolowymi.
  • Dlaczego brakuje pilotów do nowo zakupionych turboletów w SG.
  • Które czynniki wpływają na odejścia pilotów z SG.

Dwa samoloty patrolowo-rozpoznawcze typu Turbolet L-410 to najnowszy zakup Straży Granicznej. Obie maszyny, kupione za 120 mln zł, są już w hangarze w Gdańsku, gdzie jest jedna z baz lotniczych formacji. Inwestycją w niedzielę, 16 listopada, w portalach społecznościowych pochwaliła się Straż Graniczna, ale też MSWiA.

"Maszyny będą patrolowały granicę Polski i uczestniczyły w działaniach w ochronie zewnętrznej granicy Unii Europejskiej. (…). Ich obecność w formacji skróci reakcję na zagrożenia i usprawni koordynację z innymi służbami" - czytamy na facebookowym profilu SG. MSWiA dodaje: "To konkret w ramach programu modernizacji służb MSWiA i mocny krok w stronę jeszcze skuteczniejszej ochrony polskiej granicy." Informację szybko podchwyciły duże portale, pisząc o nowoczesnym sprzęcie w służbie.

Funkcjonariusze z Biura Lotnictwa SG komentują: - Świetnie, że nasze władze tak się chwalą nowym sprzętem. Problem w tym, że nie ma nim kto latać.

Władze chwalą się zakupami. Funkcjonariusze: ostrzegaliśmy

Zakupione przez SG turbolety w gdańskiej bazie SG czekają na dopięcie ostatnich formalności i dopuszczenie do lotów. Według zapowiedzi MSWiA pierwsze loty patrolowe planowane są na przełom listopada i grudnia. Maszyny według ministerstwa mają zapewnić: "lepszy nadzór nad granicą lądową i morską", "operacje możliwe całą dobę, w każdych warunkach", "szybszą reakcję na zagrożenia i sprawniejszą koordynację z innymi służbami."

Ministerstwo dodaje: "Dzięki temu zadania operacyjne mogą być realizowane o każdej porze dnia i nocy. To solidne wsparcie dla funkcjonariuszy."

Tyle że nie jest to do końca prawda.  Już w marcu na RadioZET.pl funkcjonariusze SG ostrzegali, że brakuje pilotów, którzy mogliby latać na nowoczesnym sprzęcie. Jeden z nich mówił wówczas: - Na papierze wszystko będzie wyglądało pięknie. Komenda Główna pochwali się nowymi maszynami, które będą mogły patrolować nasze granice, czy latać na misje Frontexu (Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej, Frontex pomaga krajom UE w zarządzaniu granicami zewnętrznymi czy walce z przestępczością transgraniczną - przyp. red.). Ale nikt nie powie ani słowa, o tym, że praktycznie nie mamy pilotów, którzy mogliby latać tymi turboletami. Gdyby w bazie stanęły dziś, to z czterech maszyn można byłoby użytkować maksymalnie jedną. I to w bardzo ograniczonym czasie - to słowa jednego z naszych informatorów ze Straży Granicznej z marca.

Mimo że od tego czasu minęło ponad osiem miesięcy, niewiele się zmieniło. - Przyszedł czas, żeby powiedzieć "sprawdzam". I to "sprawdzam" nie wygląda dobrze dla SG. Mamy już łącznie cztery turbolety, które kosztowały podatników 230 mln zł. Ale zaledwie dwóch dowódców może nimi latać. A bez załogi nawet najlepszy sprzęt nigdzie nie poleci - mówi jeden z funkcjonariuszy SG.

Cztery samoloty za ćwierć miliarda, tylko dwóch dowódców

Skąd w SG cztery turbolety? Dwie maszyny kupiono w 2020 roku. Kosztowały 110 mln zł. Kolejne dwie za 120 mln zł właśnie wchodzą do służby. Załogę jednej maszyny stanowi od trzech do pięciu funkcjonariuszy. Musi się w niej znajdować dwóch pilotów - dowódca oraz drugi pilot, jeden lub dwóch operatorów systemów oraz czasem jeszcze jeden dodatkowy członek załogi.

Gdy w marcu pisaliśmy o brakach kadrowych Straży Granicznej, było tam zaledwie trzech pilotów mających uprawnienia do latania turboletami: dwóch dowódców oraz jeden drugi pilot. Obecnie sytuacja nieco się poprawiła. Ale tylko nieco. - W SG jest obecnie pięciu pilotów z uprawnieniami na turbolety. Ale nadal tylko dwóch dowódców. Jeden to były zastępca dyrektora Biura Lotnictwa SG płk Bartłomiej Kaliński, który na co dzień ma sporo pracy administracyjnej. Drugi zbliża się do 70. urodzin i w każdej chwili może przejść na emeryturę. To, co pisze SG i MSWiA, nijak się ma do rzeczywistości. Bo nawet zakładając, że obaj będą dyżurowali, to i tak z czterech samolotów można będzie wykorzystać maksymalnie dwa. I to nie przez całą dobę jak pisze ministerstwo. No chyba że będą dyżurowali non-stop, bez przerw i urlopów i nie będą robili nic innego – tłumaczy nasz rozmówca.

Funkcjonariusze przypominają, że o zagrożeniu taką sytuacją ostrzegali publicznie, chociażby z pomocą RadioZET.pl, już kilkukrotnie. Bez reakcji.

Redakcja poleca

Doświadczeni piloci odchodzą, zastępstwa brak

Problemy Straży Granicznej z pilotami turboletów nie mają jednego źródła. Głównym są jednak finanse. Uprawnienia, jakie muszą mieć osoby siadające za sterami takich samolotów jak Turbolet, pozwalają latać także samolotami linii lotniczych. A te płacą nawet trzykrotnie więcej niż SG. Wielu pilotów, którzy wyszkolili się do turboletów, odeszło później właśnie do przewoźników cywilnych.

Biuro Lotnictwa Straży Granicznej, w chwili ogłaszania w styczniu 2024 roku przetargu na dwa nowe samoloty, miało świadomość, jak tragiczna jest sytuacja. Pod koniec 2023 roku wypowiedzenie złożył jeden z pilotów, później dwóch kolejnych i jeszcze dwóch. W sumie na przestrzeni kilku miesięcy z SG odeszło pięciu doświadczonych funkcjonariuszy z uprawnianiami na turbolety. Mimo tego w maju 2024 roku podpisano wartą 120 mln zł umowę.

"Z naszych informacji wynika, że obecnie szkolenia pozwalające na latanie turboletami mają przejść dwie osoby. To jednak długi i trudny proces. Nawet jeśli uda się te osoby wyszkolić, będą mogły pełnić funkcję drugiego pilota. Aby zostać dowódcą, trzeba spędzić kilkaset godzin w powietrzu. Do grudnia to niemożliwe" - tak pisaliśmy na RadioZET.pl w marcu tego roku.

Samoloty Turbolet Straży Granicznej
Fot. Straż Graniczna
Samoloty Turbolet Straży Granicznej

Pytaliśmy wówczas ppłk Andrzeja Juźwiaka, rzecznika komendanta głównego SG, jakie działania podejmą władze formacji, aby załatać dziury kadrowe i aby kupione za 120 mln zł samoloty można było wykorzystać w pełnym zakresie. Rzecznik przekonywał, że prowadzone są nabory, a wśród członków personelu operacyjnego znajdą się nowe osoby, które "sukcesywnie będą zastępować funkcjonariuszy odchodzących ze służby". Konkretów jednak nie podał.

Ppłk Juźwiak dodawał też, że jeden z pilotów wkrótce otrzyma status dowódcy. Według naszych informacji nic takiego się nie stało. Do uzyskania statusu dowódcy potrzebne jest przede wszystkim doświadczenie, czyli "wylatanie" kilkuset godzin na danym statku powietrznym.

Jednych blokują, drugich zmuszają. "Wszystko stoi na głowie"

- Ani poprzednie, ani obecne władze biura lotnictwa nie mają żadnego pomysłu na to, jak pozyskać nowych pilotów. Ci, którzy chcą się szkolić, są blokowani. Ci, którzy zapierają się rękami i nogami, są wysyłani na kursy na siłę. Wszystko stoi na głowie. Jedna z osób od miesięcy doprasza się o szkolenie na turbolety. Słyszy nie, bo ma uprawnienia na śmigłowce. Z kolei inna osoba, która nie chce się szkolić, bo mieszka daleko od Gdańska, gdzie stacjonują samoloty, została niemal zmuszona do tego, żeby się szkolić – opowiada nasz rozmówca ze Straży Granicznej.

Redakcja poleca

Według funkcjonariuszy, aby wykorzystać potencjał czterech turboletów przez całą dobę, potrzeba około 20 pilotów, w tym około połowy dowódców.

Dramatyczną sytuację może nieco poprawić fakt, że dwa kupione w 2020 roku turbolety wylatały już sporo godzin i konieczny będzie ich remont. Ten może zająć kilka miesięcy. W związku z tym SG będzie mogła wykorzystywać tylko niedawno zakupione maszyny.

O odniesienie się do zarzutów pograniczników poprosiliśmy ponownie rzecznika komendanta głównego SG. Pytania przesłaliśmy w niedzielę wieczorem. Chcieliśmy dowiedzieć się m.in. jak to możliwe, że przy wydatkowaniu tak dużych funduszy na samoloty SG przez wiele miesięcy nie pozyskała chociażby jednego dowódcy Turboleta i jak to możliwe, że formacja chwali się możliwością sprawowania jeszcze lepszego nadzoru nad granicą lądową oraz morską "w każdych warunkach i przez całą dobę", skoro nie ma pilotów.

"Lotnictwo SG realizuje swoje zadania, zapewniając ochronę granicy państwa z powietrza. Obecny skład osobowy do wykonywania lotów na samolotach L-410 pozwala realizować te czynności bez ryzyka zagrożenia bezpieczeństwa. Personel mogący pełnić funkcję dowódcy statku powietrznego nie pełni żadnych dodatkowych funkcji kierowniczych. Kolejni funkcjonariusze są w trakcie szkolenia do uzyskania uprawnień pilota samolotu L-410. Zakończenie szkolenia planowane jest w pierwszej połowie grudnia tego roku." - informuje RadioZET.pl ppłk Juźwiak.

I zapewnia, że Biuro Lotnictwa SG "prowadzi ciągły proces rekrutacji związany z pozyskaniem personelu lotniczego mogącego wykonywać między innymi funkcje dowódcy statku powietrznego L-410."

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET