Sutryk obiecywał otwarte konkursy w spółkach miejskich. "I śmieszno, i straszno"
W umowie koalicyjnej zawartej w marcu między prezydentem Wrocławia Jackiem Sutrykiem a PO obiecywano, że "w doborze kadr do spółek strony będą kierować się kwalifikacjami kandydatów i dbałością o najlepszy nadzór nad mieniem komunalnym". Jak to się ma do rzeczywistości? - Ze smutkiem w ciągu ostatnich paru lat obserwuję, jak we Wrocławiu buduje się coraz wyższą tamę, która skutecznie blokuje wielu kompetentnych ludzi, ze szkodą dla tego miasta - mówi Marta Zając-Ossowska, która brała udział w konkursie na prezesa ZOO Wrocław.
Dwie umowy koalicyjne, dwa podejścia
W marcu 2024 roku - przed wyborami - prezydent Wrocławia Jacek Sutryk podpisał umowę koalicyjną z Platformą Obywatelską, w której obiecano nie tylko audyty w spółkach komunalnych i podmiotach miejskich, ale również to, że "w doborze kadr do spółek strony będą kierować się kwalifikacjami kandydatów i dbałością o najlepszy nadzór nad mieniem komunalnym". Tyle tylko, że nie była to jedyna umowa koalicyjna - drugą podpisano w maju, już po wyborach. Od kilku tygodni dolnośląskie stowarzyszenia, aktywiści i nie tylko nie mogą się jednak doprosić o jej ujawnienie. Dwukrotnie wysłaliśmy w tej sprawie zapytanie do Michała Jarosa - szefa dolnośląskiej PO, a także do Renaty Granowskiej (wiceprezydent Wrocławia) oraz Bogdana Zdrojewskiego, bo to oni - wraz z prezydentem Sutrykiem - są podpisani pod dokumentem. Do tej pory nie otrzymaliśmy jednak żadnej odpowiedzi - oprócz wiadomości od Zdrojewskiego, który polecił nam, by z taką prośbą zwracać się do Michała Jarosa. Z kolei Urząd Miejski Wrocławia oznajmił, że miasto "nie dysponuje wnioskowanymi dokumentami. Nie były one sporządzane w urzędzie ani też w nim rejestrowane".
Fragmenty umowy z maja zostały jednak ujawnione przez radnego osiedlowego Arkadiusza Chwaścika i wrocławskiego dziennikarza Marcina Torza. Jak twierdzą, różni się ona od tej, którą PO i Sutryk podpisali w marcu. - Po wyborach punktu czwartego z tej umowy [o kierowaniu się kwalifikacjami kandydatów w doborze kadr do spółek - przyp. red.] już w ogóle nie ma, został wykreślony - mówił Torz. Pojawił się natomiast taki fragment: "PO wskazuje kandydatów do spółek miejskich z poszanowaniem przepisów prawa, z prawem prezydenta do odmowy przyjęcia kandydatury w przypadku wątpliwości kompetencyjnych". Jak więc wyglądają obecnie konkursy na prezesów i wiceprezesów miejskich spółek we Wrocławiu? Sprawdziliśmy.
Konkursy "po wrocławsku"? "Nie zadano mi wszystkich pytań"
W lipcu 2024 roku ogłoszono konkurs na prezesa Wrocławskiego Centrum Treningowego Spartan. Przeprowadzała go Rada Nadzorcza. Rywalizacja podzielona była na dwa etapy - wstępny i właściwy. Etap wstępny odbywał się bez udziału kandydatów. Polegał m.in. na sprawdzeniu wymagań formalnych przez co najmniej dwóch członków rady. Z kolei etap właściwy obejmował rozmowy kwalifikacyjne z kandydatami, ocenę kwalifikacji i doświadczenia zawodowego oraz ostateczną ocenę kandydatów i ustalenie wyników konkursu.
O swoich doświadczeniach w tej kwestii opowiedział portalowi RadioZET.pl Arkadiusz Chwaścik. - Największym zaskoczeniem było dla mnie to, że Rada Nadzorcza nie wymagała ode mnie przedstawienia wizji i strategii rozwoju spółki. Większość pytań była zadawana przez przewodniczącą komisji, jednak moim zdaniem nie uwzględniono wszystkich istotnych zagadnień z poszczególnych siedmiu dziedzin, które podlegały ocenie. W związku z tym nie było możliwości wystawienia mi ocen ze wszystkich zagadnień. Wysłałem w tej sprawie skargę do prezydenta Sutryka - opowiadał nam Chwaścik. - Dodatkowo, dwóch członków komisji przyznało mi 0 punktów w kilku dziedzinach, co uważam za nieakceptowalne. Na przykład, w kategorii dotyczącej doświadczenia na stanowiskach kierowniczych oraz przydatności do pracy w zarządzie, pani Dominika Rawecka i pani Marta Jędrysiak wystawiły mi 0 punktów, mimo że od kilkunastu lat zasiadam w zarządach spółek z o.o. Co więcej, od tych pań otrzymałem kilka innych ocen na poziomie 0 punktów.
- Uważam, że osoby te nie powinny zasiadać w Radach Nadzorczych spółek miejskich, ponieważ wydaje mi się, że nie oceniały mnie zgodnie z wymaganiami konkursu, lecz kierowały się moją działalnością społeczną, w której pokazuję na przykładach hipokryzję zarządzających Wrocławiem. Podczas rozmowy kwalifikacyjnej w konkursie na stanowisko prezesa zauważyłem wyraźną nieprzychylność ze strony jednego z członków komisji, co później potwierdziło przyznanie mi przez tę osobę wielu ocen na poziomie 0 punktów. Odniosłem wrażenie, że komisja nie była zbytnio zainteresowana tym, co miałem do powiedzenia, a same rozmowy wyglądały na formalność, którą musieli jedynie przeprowadzić - stwierdził Arkadiusz Chwaścik. Zapytaliśmy również o to, czy - jego zdaniem - wszystko przebiegło zgodnie z regulaminem. - Moim zdaniem nie, ponieważ nie zadano mi wszystkich pytań, które umożliwiłyby wystawienie mi ocen ze wszystkich dziedzin.
Przed konkursem wiadomo było, kto wygra?
Lawinę kontrowersji wywołał również fakt, że - jeszcze przed ogłoszeniem wyników konkursu na prezesa spółki WCT Spartan - w przestrzeni mediów społecznościowych pojawiały się nieoficjalne informacje, że zwycięzcą zostanie Marek Łapiński. Spekulacje te potwierdziły się. - Przed ogłoszeniem konkursu redaktor Marcin Torz opublikował informację, że pracownikom firmy przekazano, iż stanowisko prezesa obejmie pan Łapiński. Dodatkowo z różnych źródeł docierały do mnie sygnały, że nawet jeśli byłbym najlepszym kandydatem, to i tak nie mam szans, ponieważ wygrana pana Łapińskiego jest już przesądzona. Jak się później okazało, wiele osób miało rację. Wygrał kandydat, którego wskazywano, że wygra - opowiadał nam Arkadiusz Chwaścik. - Rada Nadzorcza powinna zostać natychmiast odwołana, a konkursy powinny być transmitowane w internecie, aby mieszkańcy mogli na własne oczy zobaczyć, jak przebiegają. Zachowanie komisji konkursowej wobec mojej osoby powinno wykluczyć ją z udziału w jakichkolwiek przyszłych postępowaniach. Ponadto ostatnio została ujawniona umowa zawarta między panem Sutrykiem a PO, że PO będzie wskazywać osoby do spółek miejskich. Akurat tak się składa, że pan Marek Łapiński jest członkiem PO - dodał.
- To rzeczywiście wydaje się być niezwykle dziwnym zbiegiem okoliczności. Najpierw pojawiają się informacje o faworyzowaniu pana Łapińskiego jeszcze przed ogłoszeniem wyników konkursu, a następnie okazuje się, że jest on członkiem PO, partii, która na mocy ujawnionej umowy ma wpływ na obsadzanie stanowisk w spółkach miejskich. Trudno nie zauważyć, że te fakty mogą budzić wątpliwości co do transparentności całego procesu. Taki ciąg wydarzeń może sugerować, że wynik konkursu był z góry ustalony, a sam proces rekrutacji mógł być jedynie formalnością - dodał Chwaścik.
Z prośbą o komentarz w tej sprawie oraz ocenę przebiegu konkursu zwróciliśmy się także do Marka Łapińskiego. - Trudno mi oceniać konkurs, którego byłem uczestnikiem. Decyzje o jego przeprowadzeniu i zasadach podejmowała Rada Nadzorcza spółki. Wszystkie etapy konkursu, w których ja uczestniczyłem, odbyły się w transparentny i profesjonalny sposób - stwierdził. Zapytaliśmy również o informacje, które pojawiały się w przestrzeni mediów społecznościowych jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem wyników konkursu. - Nie mogę podjąć się oceny spraw i osób, o które Pani pyta, bo nie mam w tym zakresie żadnej wiedzy. Decyzję o zgłoszeniu swojej kandydatury podjąłem samodzielnie po zapoznaniu się z wymaganiami konkursu i nie miałem w tej sprawie żadnej rekomendacji innych osób czy organizacji - dodał Łapiński, prezes WTC Spartan.
Kontrowersje wokół konkursu na prezesa ZOO Wrocław
Z kolei w sierpniu 2024 roku ogłoszono również konkurs na prezesa ZOO Wrocław. Mimo że jeszcze się nie zakończył, to już zdążył wywołać w stolicy Dolnego Śląska pewne kontrowersje. Dla wielu osób jedną z faworytek była bowiem Marta Zając-Ossowska, która pracowała już we wrocławskim ogrodzie zoologicznym przez wiele lat. - Opracowanie koncepcji rozwoju zoo, bazujące na wygranej koncepcji w konkursie na dyrektor generalną, dostarczyłam w wersji polskiej i angielskiej. Dołączyłam również 30 referencji z całego świata. Co ważne, koncepcję rozwoju wrocławskiego zoo uzupełniłam o wnioski, analizy i doświadczenia, które zdobyłam na stanowisku dyrektor generalnej. Nie dane mi jednak będzie zaprezentować jej przed komisją - stwierdziła Marta Zając-Ossowska. W niedzielę poinformowała bowiem, że nie udało jej się zakwalifikować do drugiego etapu konkursu na prezesa ZOO Wrocław.
- Pierwszy etap to etap formalny, a wszystkie dokumenty i oświadczenia zostały poprawnie przeze mnie złożone. W mailu, który otrzymałam z biura zarządu, nie podano przyczyny tej decyzji. W związku z tym, że mój adres mailowy jest przez spółkę zablokowany i moje odpowiedzi nie dochodzą, zapytanie w tej sprawie złożę w formie papierowej. Bez względu na to, jaką odpowiedź otrzymam, jeśli w ogóle dostanę jakieś uzasadnienie, to zapewniam, że taki scenariusz brałam pod uwagę. Trudno, by konkurs wygrał "Zając", kiedy decydujący głos w tej sprawie mają "znajomi królika". I śmieszno, i straszno - przez ostatni rok wielokrotnie mnie pomawiano, uderzano w moje dobre imię. W ostatnich tygodniach posunięto się jeszcze dalej - straszono sądem i prokuraturą - opowiadała wrocławianka.
- Nie mam wątpliwości, że działania te nie tylko były formą odwetu za mówienie głośno o nieprawidłowościach w spółce, ale również dążyły do zniechęcenia mnie do udziału w nim. Prowadzone były bowiem w sierpniu i we wrześniu. Nie dałam się jednak zastraszyć. [...] Ze smutkiem, w ciągu ostatnich paru lat, obserwuję, jak we Wrocławiu buduje się coraz wyższą tamę, która skutecznie blokuje wielu kompetentnych ludzi, ze szkodą dla tego miasta. Ale wiem, że ta tama puści.
"We Wrocławiu rośnie wysoka tama"
Po tym, jak Marta Zając-Ossowska odpadła z dalszej rywalizacji o stanowisko prezesa ZOO Wrocław, rozpoczęła się burzliwa dyskusja. Dołączył do niej również Łukasz Bugajski, publicysta i specjalista w obszarze bezpieczeństwa i wywiadu. - To niestety bardzo dobrze znana rzeczywistość, szczególnie w instytucjach, gdzie układy i znajomości wygrywają nad rzetelnością i kompetencjami - skomentował. Bugajski zwrócił się również bezpośrednio do pani Marty: -Opracowanie rozwoju zoo oparte na najlepszych światowych praktykach, 30 referencji z międzynarodowymi rekomendacjami, praca na stanowisku dyrektora generalnego - te wszystkie atuty pokazują, że jesteś osobą, która mogłaby realnie wnieść wrocławskie zoo na nowy poziom. A jednak we Wrocławiu rośnie wysoka tama, która skutecznie blokuje osoby z prawdziwymi kompetencjami, niestety z korzyścią tylko dla tych, którzy od lat tkwią w układach i władczych sferach tego miasta.
Jakby tego było mało, podobnie, jak w przypadku konkursu na prezesa spółki WCT Spartan, pojawiają się spekulacje, kto zostanie prezesem wrocławskiego zoo jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem wyników. Na antenie lokalnej telewizji Echo24 Andrzej Kilijanek, radny Rady Miejskiej Wrocławia i obserwator konkursu, pod koniec września stwierdził, że zwycięzcą może być Sergiusz Kmiecik. - W czwartek mamy otwarcie aplikacji, które spłynęły - a wiem, że trochę ich będzie, bo niektórzy z kandydatów już się tym chwalą. Jednak uważam, że są to osoby, których prezydent Wrocławia nie zaakceptuje i może się to skończyć tym, że Sergiusz Kmiecik [który obecnie pełni obowiązki prezesa - przyp. red.] będzie tam dłużej, niż myślał - stwierdził Kilijanek we wrześniu.
Do sprawy odniósł się również Jakub Nowotarski z KO, wrocławski radny. - Mam nadzieję, że konkurs będzie otwarty, uczciwy i merytoryczne kryteria oraz kompetencje kandydatów będą ważniejsze, niż aspekty czysto polityczne. Oczywiście czarno na białym wszyscy widzimy, że Sergiusz Kmiecik jest kandydatem prezydenta Jacka Sutryka, natomiast wiadomo, że są też kandydatury osób, które od lat pracują w ogrodach zoologicznych, są ekspertami w tej dziedzinie - stwierdził Jakubł Nowotarski we wrześniowej rozmowie na antenie Echo24. - Jeśli wygra Sergiusz Kmiecik, wtedy okaże się, że wygrała polityka, a nie kryteria czysto merytoryczne - dodał. Przypomnijmy, że postępowanie konkursowe zakończy się do 26 października 2024 roku.
"To budzi wątpliwości"
Sporo kontrowersji wywołała również sytuacja, o której pisaliśmy kilka dni temu. Otóż w lipcu Rada Nadzorcza Wrocławskiego Przedsiębiorstwa Hala Ludowa Sp. z o.o. ogłosiła konkurs na wiceprezesa zarządu. Brał w nim udział m.in. Arkadiusz Chwaścik. Na swoim profilu w mediach społecznościowych poinformował jednak, że rada podjęła decyzję o nieudostępnieniu mu indywidualnej skali ocen w konkursie na stanowisko wiceprezesa, w którym brał udział - mimo że inne spółki miejskie zdecydowały się na ujawnienie takich informacji.
Chodziło o wskazanie kart pani Magdaleny Piaseckiej (która obecnie jest wiceprezesem zarządu) i pana Arkadiusza Chwaścika - oraz reszty kandydatów bez podania imion i nazwisk, chyba że wyrażają na to zgodę. Jakub Grudniewski, prezes zarządu Wrocławskiego Przedsiębiorstwa Hala Ludowa, przesłał jednak odpowiedź, z której wynika, że "informacje te nie stanowią informacji publicznej", więc nie mogą być udostępnione. - Taki brak transparentności budzi wątpliwości co do przejrzystości procesu rekrutacyjnego, szczególnie w kontekście spółki działającej na rzecz mieszkańców. Czy mieszkańcy nie powinni mieć pełnego wglądu w procedury podejmowane w ich imieniu? Moim zdaniem to jest niezgodne z prawem i oczywiście będę w tej sprawie interweniował - zapewnił Chwascik.
Podobnego zdania był również Tomasz Darłak, radny osiedlowy i radca prawny, którego poprosiliśmy o komentarz. - Oczywiście nie zgadzam się z tą decyzją spółki. Jeżeli rada nadzorcza dokonuje jakichś czynności w ramach pełnionej publicznej funkcji, to mieszkaniec Wrocławia ma pełne prawo do tego, żeby poznać motywy tej decyzji, jej uzasadnienie i kto na ile ocenił danego kandydata. To się później przekłada na wynik konkursu, a w przestrzeni publicznej mamy prawo dyskutować, dlaczego dany wynik nam się nie podoba, krytykując daną decyzję i żądając ewentualnej zmiany. Oczywiście jeżeli bierzemy na poważnie wszystkie słowa wypowiadane przez polityków - stwierdził Darłak.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET