Szpitale pod ziemią i drony medyczne. Plan na leczenie Polaków w czasie wojny
Sieć podziemnych szpitali, drony medyczne i specjalistyczne szkolenia personelu to pomysły resortów obrony narodowej i zdrowia na wypadek wojny. Jak dowiedziało się Radio ZET, ministerstwa opracowały już wspólny plan leczenia Polaków do wdrożenia w sytuacji kryzysowej. Część zadań już jest realizowana. Od listopada w podziemiach szpitali wojskowych będą szkoleni medycy, którzy muszą nauczyć się, jak operować w warunkach pola walki.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie zadania mają szpitale wojskowe w razie kryzysu militarnego.
- Dlaczego Polska buduje szpitale polowe i podziemne.
- Co planują Francja i Niemcy w kontekście ataku militarnego.
- Jak drony i czujniki pomogą w ratowaniu rannych.
Szpitale wojskowe otrzymały „określone zadania”
Jak ustalił reporter Radia ZET Mateusz Kasiak, odbyły się już pierwsze spotkania międzyresortowe w tej sprawie. Scenariusz zakłada przygotowanie cywilnej i wojskowej ochrony zdrowia do leczenia w razie kryzysu militarnego.
Szczegóły nie są jawne, wiadomo jednak, że to część priorytetów obu resortów na lata 2025-2027, bo według szacunków i ocen polskich służb do rozlania się konfliktu zapoczątkowanego inwazją Rosji na Ukrainę może dojść nawet w 2027 roku. I może on wówczas objąć także kraje NATO.
Radiu ZET dowiedziało się, że za opracowanie i wdrożenie zaplecza medycznego będą odpowiadały szpitale wojskowe, które etapami będą przygotowywały swoje regiony na najgorsze scenariusze. – Każdy szpital będzie pełnił określone zadania. W ratowaniu żołnierzy i ludności, która będzie zagrożona atakami militarnymi, będą pomagać też szpitale cywilne – mówi nam wiceminister obrony narodowej Stanisław Wziątek.
Francuzi i Niemcy też szykują się na najgorsze
Na wypadek ataku Rosji na inne państwa swój plan leczenia rannych wojennych opracowała już Francja. Jak opisuje tygodnik „Le Canard enchaîné”, tamtejsze ministerstwo zdrowia chce stawiać nowe placówki medyczne w pobliżu lotnisk i portów, dzięki czemu pacjenci z frontu mogliby szybciej trafić do bezpieczniejszych lecznic.
Niemcy z kolei szykują się na nawet tysiąc rannych dziennie. Ralf Hoffmann, naczelny chirurg niemieckiego wojska, w rozmowie z agencją Reutera przyznał, że będą potrzebować dodatkowych 15 tysięcy łóżek, a do transportu rannych planują wykorzystywać pociągi i autobusy szpitalne – na wzór rozwiązań stosowanych w Ukrainie.
Jak tłumaczy w rozmowie z Radiem ZET wiceszef MON, nie o liczbę łóżek jednak chodzi, a o rozsądne oszacowanie sił i zamiarów przeciwnika. – W czasie pandemii COVID-19 szybko potrafiliśmy rozwinąć liczbę łóżek na przykład w halach – zwraca uwagę Wziątek.
Szpitale polowe, podziemne, głęboko w piwnicach
– W przypadku jednak konfliktu wojennego naszym zadaniem jest szybkie leczenie i reakcja na polu walki, i tam zabezpieczenie rannego, a potem przetransportowanie go o punktu medycznego. Nie można też zapominać o codziennym leczeniu chorób przewlekłych. Wreszcie musimy pamiętać o stresie pourazowym – wymienia wiceminister i dodaje: – Armia ukraińska w rozmowach z nami wielokrotnie zwracała uwagę, że część żołnierzy nie była w stanie walczyć, kiedy widziała rozszarpanego kolegę w okopach. Musimy takim żołnierzom zapewnić fachową pomoc – podkreśla.
Dlatego Polska będzie powiększać swoją infrastrukturę krytyczną o szpitale polowe. Pojawi się też sieć szpitali podziemnych – zwłaszcza na wschodzie Polski, który jest najbardziej zagrożony w razie eskalacji konfliktu zbrojnego.
– Taka infrastruktura musi powstawać też głęboko w piwnicach, w miejscach trudno dostępnych i niezagrożonych atakiem, bo doświadczenia w Ukrainie pokazują, że Rosjanie bez mrugnięcia okiem atakują i szpitale – przypomina rozmówca Radia ZET. – Szpital na granicy czy przy granicy może być bardzo szybko zniszczony. Musimy więc umiejętnie rozdysponować siły i środki w tym zakresie – dodaje wiceszef MON.
Drony do ewakuacji pacjentów, żołnierze z czujnikami
W pierwszym etapie organizowane już są szkolenia z medycyny taktycznej i pola walki. – I to już się dzieje, na przykład nasza Akademia Wojsk Lądowych prowadzi przygotowanie podchorążych lekarzy. W tej chwili to grupa dwustu lekarzy, którzy uczą się przy współpracy z Uniwersytetem Medycznym w Łodzi. Niezależnie od tego powstaje komponent wojsk medycznych w Krakowie, który kompleksowo przygotuje lekarzy i ratowników – wylicza wiceminister Wziątek.
Ministerstwo Obrony Narodowej podkreśla, że w najbliższych latach radykalnie zmieni się nie tylko wyposażenie polskiego wojska, ale i szpitali. – Dronizacja dotknie też medycynę – słyszymy.
A drony będą służyły do ewakuacji pacjentów i pomogą w transporcie leków.
– Oprócz dronów, żołnierz będzie wyposażony w specjalne czujniki, dzięki czemu dron będzie mógł zidentyfikować jego zdrowotne parametry, a operator zdecyduje, kogo i gdzie najpierw ewakuować – tłumaczy nam wiceszef MON. – To wszystko pomoże nam podejmować decyzje, jak ratować życie – zaznacza.
Co z pieniędzmi? Ministerstwo: są zabezpieczone
MON zapewnia, że na przygotowanie szpitali na wypadek wojny zabezpieczone są już pieniądze. – I to duże. Mamy też wytypowany sprzęt. Chcemy w to zaangażować polski przemysł obronny i nasze uczelnie wojskowe – podkreśla wiceminister Wziątek w rozmowie z Radiem ZET.
Źródło: Mateusz Kasiak/Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET