Tak dziś wygląda Lądek-Zdrój. "Nie ma nic", "nie bardzo wierzę, że nam coś dadzą"
Lądek-Zdrój był jednym z miast, które najbardziej ucierpiały na skutek powodzi. Mieszkańcy z pomocą służb bardzo szybko zabrali się jednak do pracy, żeby usunąć skutki żywiołu i rozpocząć powrót do normalności. Reporterka Radia ZET Grażyna Wiatr rozmawiała z ludźmi, którzy wracają do życia po powodzi.
Lądek-Zdrój wraca do życia po powodzi
Centrum Lądka Zdroju jest całkowicie zniszczone, ale powoli wraca do życia. Na rynku tego uzdrowiska pracują żołnierze, jeżdżą śmieciarki i duże pojazdy, które wywożą gruz. Ale są i pozytywne informacje - otworzył się pierwszy sklep. Przebywająca na miejscu reporterka Radia ZET Grażyna Wiatr rozmawiała z ludźmi, którzy starają się wrócić do normalnego życia.
- Jest trudno, ale ludzie się tutaj wspierają. Pani Jadzia walczyła, żeby szybko otworzyć sklep mięsny, bo przed całkowitym zalaniem uratowały ją podwyższone schodki i mocne drzwi. I po posprzątaniu może już działać – relacjonuje reporterka Radia ZET. Niestety nie wszystkim udało się przetrwać, o czym świadczy historia innej z mieszkanek Lądka-Zdroju.
- Całe życie pracowaliśmy, żeby na starość mieć jakiś grosz. Nie ma nic, wszystko poszło – mówi pani Olga, właścicielka sklepu odzieżowego w Lądku-Zdroju. - Wszystko na śmietnik, całe bele, wszystko jest mokre – dodaje. Pytana o pomoc dla przedsiębiorców przyznaje, że nie wierzy, iż jakakolwiek do niej dotrze. - Nie ma nic. Ja nie bardzo wierzę, że nam cokolwiek dadzą – puentuje.
Tak wyglądał Wrocław w 1997 roku. Powódź tysiąclecia zalała 40% miasta. "Był zamęt"
Dwa tygodnie po przejściu fali powodziowej przez Lądek-Zdrój, uzdrowiskowa miejscowość jest już niemal posprzątana. W mieście jest kilkadziesiąt budynków, które prawdopodobnie nie będą nadawały się do zamieszkania. Swoje domy nadal porządkują mieszkańcy. - Główne ulice w mieście są udrożnione i sprzątnięte. Chcemy, aby mieszkańcy mieli poczucie, że prace są intensywne i można zobaczyć ich efekty – mówił w rozmowie z PAP burmistrz miasta Tomasz Nowicki. To jednak nie oznacza, że w Lądku-Zdroju nie widać skutków powodzi.
Nowicki podkreślił, że skala zniszczeń w mieście jest nadal bardzo widoczna. - Budynki, które porozpadały się praktycznie na pół – to świadkowie dramatu, który nas dotknął. Ludzie bardzo intensywnie pracują na własną rękę w swoich domach. Obawiamy się, że po wykonaniu tej pracy fizycznej może przyjść czas kryzysu psychicznego, bo do ludzi dopiero dotrze, co stracili i jak wielka jest to dla nas, jako społeczeństwa, trauma – powiedział.
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET