Tak Straż Graniczna uziemiła swój najnowocześniejszy śmigłowiec za 50 mln zł. „Patologia”
Skandaliczne decyzje kadrowe oraz nieszczęśliwy wypadek sprawiły, że dziś żaden z funkcjonariuszy Straży Granicznej nie może pilotować najnowszego i najdroższego śmigłowca Straży Granicznej. Teraz formacja będzie próbowała ratować się zewnętrznymi pilotami. Według doświadczonych pograniczników to nie rozwiąże problemów.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego najnowocześniejszy śmigłowiec SG jest unieruchomiony.
- Jakie są konsekwencje wypadku doświadczonego pilota SG.
- Co robi SG, aby unieruchomiony śmigłowiec EC 135 był sporadycznie używany.
- Które czynniki przyczyniają się do problemów kadrowych w lotnictwie SG.
- Proszę o tym, co się dzieje, napisać wprost: to patologia. Trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Bo jak się blokuje dziewczynę ze wszystkimi uprawnieniami, bez podania przyczyn, tylko z czystej złośliwości i stawia na jednego pilota, to tak musiało się skończyć. Najnowocześniejszego śmigłowca Straży Granicznej nie może dziś pilotować żaden funkcjonariusz - mówi RadioZET.pl doświadczony funkcjonariusz SG.
Opisywana przez naszego rozmówcę sytuacja to splot dwóch wydarzeń. Pierwszym jest blokowanie A., doświadczonej pilotki, której nie przedłużono uprawnień, bez podania konkretnej przyczyny. Pisaliśmy o tym na RadioZET.pl kilkukrotnie. Sprawą zajmuje się prokuratura. Drugą okolicznością jest wypadek sprzed kilku dni. Doświadczony pilot z oddziału w Huwnikach na Podkarpaciu, gdzie stacjonuje śmigłowiec EC135, złamał rękę. W związku z tym nikt z funkcjonariuszy nie może pilotować maszyny. Została ona praktycznie unieruchomiona.
Pilot złamał rękę. Śmigłowcem za 46 mln zł nie ma kto latać
Formacja ma ogromne problemy z pilotami. Niedawno w Sejmie przyznał to wiceszef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Czesław Mroczek. Jak mówił w wystąpieniu, w lotnictwie SG jest 97 etatów, a obsada wynosi 63. Ale te liczby nie oddają skali problemu. Spośród wspomnianych 63 etatów duża część to etaty administracyjne, mechaników i operatorów systemów. Pilotów jest zaledwie kilkunastu.
Także ze sprzętem jest problem. Flota Straży Granicznej to dziś oficjalnie 19 statków powietrznych: 12 samolotów i siedem śmigłowców. Większość z tych maszyn to jednak wysłużony sprzęt, który wkrótce będzie nadawał się wyłącznie na złom. Z siedmiu helikopterów - cztery to wysłużone, ponad 20-letnie Kanie, śmigłowiec Anakonda, który również może niedługo przestać latać oraz służący do szkoleń R-44 Robinson. Na tym tle zdecydowanie wyróżnia się Airbus EC135, który do służby wszedł w styczniu 2020 roku. To najnowsza i najmłodsza maszyna w formacji, kupiona za ponad 46 mln zł. Ma nowoczesny system obserwacyjny i sporą prędkość przelotową. Może spędzić w powietrzu nawet 3,5 godziny. Maksymalnie może zabrać na pokład nawet siedem osób.
Problem w tym, że dziś tym śmigłowcem nie może wzbić się w powietrze żaden z funkcjonariuszy SG, choć do połowy ubiegłego roku w formacji była ich dwójka. Pierwszą z nich jest doświadczona pilotka A. Drugą major Cezary Kolibek, naczelnik wydziału lotniczego w Huwnikach i jeden z najbardziej doświadczonych pilotów Straży Granicznej. Problem w tym, że w ostatnich dniach uległ on poważanemu wypadkowi. Złamał rękę, co wykluczy go z lotów na co najmniej kilka tygodni. Potwierdziliśmy to w trzech niezależnych źródłach.
- Można powiedzieć, że Kolibek to człowiek instytucja. Był kierownikiem sekcji, naczelnikiem, pilotem. Może się okazać, że bez niego, z bardzo ograniczoną obsadą, wydział w Huwnikach zaraz będzie do zamknięcia. Niestety, ale liczenie na jednego człowieka, przyznawanie mu wielu zadań i funkcji jest igraniem z losem. I nie jest to zarzut do Czarka, tylko do dyrekcji Biura Lotnictwa, która nie uczy się na błędach popełnionych zarówno przez poprzedników, jak i na własnych - dodaje nasz rozmówca.
Dyrektor obiecywał, że sytuacja się poprawi. Jest tylko gorzej
Doświadczony pilot SG, dziś już poza formacją, uważa, że złamanie ręki to kontuzja, która może uniemożliwić latanie przed długi czas. - To może być nawet kilka miesięcy. Po takim urazie nie da się wrócić do latania zaraz po zdjęciu gipsu. Potrzebna będzie jeszcze rehabilitacja, bo do latania śmigłowcem są potrzebne dwie sprawne ręce. Ona cały czas muszą być na sterach, bo śmigłowiec to taki sprzęt, że który wymaga stałej czujności - tłumaczy pilot.
Funkcjonariusze, z którymi rozmawiamy, nie ukrywają, że po wypadku naczelnika naturalnym wydawało się, że dyrekcja Biura Lotnictwa wyśle na egzamin przedłużający uprawnienia A. Przekonują, że płk Grzegorz Pietyra, który w sierpniu ubiegłego roku objął stanowisko szefa BL, obiecywał działania, które poprawią sytuację kadrową. Podczas indywidualnych rozmów z funkcjonariuszami miał też zapewniać, że będą mogli się szkolić i zdobywać nowe uprawnienia.
- Nic takiego nie nastąpiło, wszystko jest po staremu. A nawet gorzej. To, że nie pozwalają wznowić A. (chodzi o wznowienie uprawnień - przyp. red.) to czysta złośliwość. Przecież dziewczyna ma wszystkie uprawnienia i mogłaby już dziś wsiąść w ten śmigłowiec. Na siłę chcą udowodnić, że jest niepotrzebna, bo nawet po tym wypadku nic jej nie zaproponowali - mówi nam funkcjonariusz.
Natomiast doświadczony pilot dodaje: - Trudno, żeby w lotnictwie SG było dobrze, skoro dyrektor Pietyra wcześniej pracował na lotnisku Okęcie, ale na ziemi. Jego zastępca płk Tomasz Borycki przyszedł z łączności, a ostatni ppor. Piotr Mielniczuk przez lata nie mógł zdobyć nie tylko uprawnień pilota, ale też mechanika czy operatora. To kompromitujące, że takie osoby zarządzają lotnictwem. A blokowanie doświadczonej pilotki, która najbezpieczniej wykonuje loty, to skandal. Podpieranie się jakimiś frazesami o bezpieczeństwie, jest po prostu gadaniem głupot.
Śmigłowiec Aribus EC135 w Straży Granicznej
Prokuratura prześwietla decyzje ważnego funkcjonariusza, ten ucieka na emeryturę
O sprawie pilotki A. piszemy od stycznia tego roku. Ujawniliśmy wówczas, że były szef personelu mjr Jerzy Przybyłek najpierw bez podania przyczyn zawiesił ją w lotach, a następnie, w maju ubiegłego roku, nie dopuścił jej do egzaminu przedłużającego uprawnienia do pilotowania śmigłowca EC-135. Od tego czasu maszyna w patrolowaniu granic była wykorzystywana sporadycznie. Teraz nie będzie prawie wcale.
Śledztwo w sprawie niedopuszczenia pilotki do egzaminu prowadzi Prokuratura Okręgowa w Warszawie.
Trzeba też dodać, że decyzje byłego szefa personelu o zawieszeniu pilotki, a później nieprzedłużeniu jej uprawnień sprawiły, że nie tylko śmigłowcem EC135, ale też morską Anakondą nie ma kto latać. W przypadku tej drugiej maszyny trzeba było wynajmować zewnętrznego pilota i płacić mu za wykonanie prób technicznych na śmigłowcu. SG zapłaciła za to pięć tysięcy złotych. Dodatkowo formacja opłacała wynajem części zamiennych do śmigłowca od zewnętrznej firmy. To kilkaset złotych dziennie, mimo że oprócz A. nikt nie mógł latać Anakondą. Według naszych rozmówców w ciągu kilku miesięcy zawieszenia pilotki SG na wynajem części mogła wydać nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Te działania przez długi czas nie przeszkadzały przełożonym mjr. Przybyłka. Ale gdy poszkodowaną pilotkę zaczął reprezentować profesjonalny pełnomocnik, szef personelu błyskawicznie odszedł na emeryturę. Stało się to pod koniec kwietnia. Z naszych informacji wynika, że we wniosku o zwolnienie ze służby poprosił też o skrócenie standardowego, trzymiesięcznego okresu wypowiedzenia. Prokuratura nadal gromadzi materiały w sprawie i przesłuchuje świadków. Śledztwo przedłużono do 3 sierpnia.
Straż Graniczna problemu nie widzi. „Flota w stałej gotowości”
O sytuację związaną ze śmigłowcem EC 135 zapytaliśmy mjr Annę Sobieską Tekień, rzeczniczkę Komendanta Głównego SG gen. Roberta Bagana, który od miesięcy nie reaguje na to, co dzieje się w Biurze Lotnictwa formacji. Chcieliśmy, by potwierdziła, ilu obecnie funkcjonariuszy posiada uprawnienia do pilotowania ww. maszyny i dlaczego nadal nie przedłużono uprawnień A. Zapytaliśmy też, jak kierownictwo BL oraz komendant główny SG oceniają decyzję mjra Przybyłka, która doprowadziła do tego, że w SG nie ma obecnie żadnego funkcjonariusza, który może pilotować najdroższy śmigłowiec w formacji, a także jakie rozwiązanie rozważa SG, by wspomniany śmigłowiec nie pozostał uziemiony przez najbliższy czas.
Odpowiedź jest zaskakująca. „Lotnictwo Straży Granicznej w sposób ciągły realizuje zadania w ochronie granicy państwowej. Flota powietrzna formacji, w tym śmigłowce EC 135, utrzymywana jest w stałej gotowości operacyjnej, a realizowane zadania są w pełni zabezpieczone pod względem kadrowym. Zarówno liczba pilotów, jak i harmonogram ich dyżurów, odpowiadają bieżącym potrzebom operacyjnym formacji. Wszystkie procedury związane z podtrzymywaniem uprawnień lotniczych oraz polityką kadrową realizowane są zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa” - tłumaczy mjr Sobieska-Tekień.
Rzeczniczka dodaje też, że SG nie komentuje „indywidualnej sytuacji kadrowej oraz przebiegu służby poszczególnych funkcjonariuszy, co wynika z przepisów prawa o ochronie danych osobowych oraz pragmatyki służbowej.” Do pytań o działania mjr. Przybyłka nie odniosła się.
Funkcjonariusze lotnictwa zdradzają RadioZET.pl, w jaki sposób formacja będzie chciała wypełnić lukę i co pewien czas uruchamiać śmigłowiec EC135. - Uprawnienia do pilotowania ma jeden z cywili zatrudnionych w SG, który jest instruktorem i egzaminatorem. Prawdopodobnie już zatrudnili lub zatrudnią kolejnego cywila. Obaj będą przyjeżdżać raz w miesiącu i uruchamiać maszynę, żeby w papierach wszystko było w porządku. Problem jest taki, że to są cywile, którzy przecież nie mają dostępu do wszystkiego tego, co mają funkcjonariusze. I też trzeba płacić dodatkowo tym ludziom, a funkcjonariuszka, która mogłaby to robić w ramach swoich obowiązków, może tylko przyglądać się z boku. Mimo że alarmujemy o tym od dawna, nikt nie poniósł żadnych konsekwencji - podsumowuje jeden z pograniczników.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET