Coraz więcej takich pacjentów na SOR. Lekarze ostrzegają. "Dali się zwieść"
Grzybów w okolicy Wrocławia i w całym rejonie Dolnego Śląska jest w tym roku sporo. Rośnie nie tylko liczba zbieranych okazów, ale i pacjentów, którzy trafiają na SOR z zatruciami. - Zawsze wiemy, kiedy w lasach jest tak zwany wysyp, ze względu na wzrost liczby hospitalizacji związanych z zatruciami - powiedział dr n. med. Janusz Sokołowski, kierownik Szpitalnego Oddziału Ratunkowego Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu w rozmowie z "Gazetą Wyborczą".
Udany sezon na grzyby i coraz więcej zatruć
W tym roku sezon dla grzybiarzy na Dolnym Śląsku jest wyjątkowo udany. W mediach społecznościowych już od września pojawiają się zdjęcia koszy pełnych borowików i podgrzybków. Niektórzy twierdzą wręcz, że "nie nadążali ze zbieraniem". O ile wiemy, jak i gdzie zbierać grzyby, jest to doskonały sposób na spędzanie jesiennych dni. Gorzej, gdy na grzyby wybierają się osoby bez odpowiedniej wiedzy i pomocy - na przykład atlasu grzybów. Wówczas rośnie ryzyko zebrania okazu, który jest niejadalny. Czasem jednak - paradoksalnie - doświadczonych zbieraczy najbardziej gubi rutyna i bezrefleksyjność. W tym roku niebezpieczne jest również zbieranie grzybów na terenach dotkniętych powodzią. Mimo że na pierwszy rzut oka tego nie widać, mogą być one skażone.
Przez zatrucie grzybami nie udaje się uratować kilkudziesięciu osób rocznie, z kolei szpitalne oddziały ratunkowe w Polsce przyjmują nawet 5 tysięcy pacjentów z objawami zatrucia. - Najcięższe, także te śmiertelne przypadki zatrucia muchomorem sromotnikowym na szczęście nie są częste. Jednak dużo jest grzybiarzy, którzy dali się zwieść np. czubajeczkom nazywanym potocznie pseudo kaniami - wyjaśnił dr n. med. Janusz Sokołowski w rozmowie z "Wyborczą". - Te stosunkowo powszechne grzyby łatwo mogą być pomylone z jadalnymi kuzynami - czubajką kanią lub gwiaździstą. Kiedy w okresie grzybowym trafia do nas ktoś z bólami brzucha, biegunką czy wymiotami, zawsze pytamy, czy jadł grzyby.
Objawy zatrucia grzybami. Tego nie bagatelizuj
Pierwsze objawy pojawiają się najczęściej 4-8 godzin po zjedzeniu grzybów. Zwykła niestrawność - która może u niektórych wystąpić po zjedzeniu zbyt dużej ilości - najczęściej przechodzi po lekach rozkurczowych lub przeciwbólowych. Jeśli jednak objawy powrócą w kolejnej dobie, wówczas sytuacja staje się poważna. Lekarze nie mogą już wtedy wykonać płukania żołądka, a toksyny uszkadzają narządy wewnętrzne. Najczęściej w trzeciej, czwartej dobie dochodzi do rozwoju niewydolności wątroby i nerek. Nie wszystkich pacjentów udaje się uratować. Z kolei pogotowie należy wezwać natychmiast, gdy po spożyciu grzybów zauważymy następujące objawy:
- bóle głowy,
- bóle brzucha,
- nudności, wymioty,
- zaburzenia pracy serca,
- silnie rozszerzone źrenice.
W takiej sytuacji niezwłoczne wezwanie pogotowia może uratować komuś życie. Zanim przybędzie lekarz, należy spowodować wymioty, zabezpieczyć wymiociny oraz resztki potrawy grzybowej. Ponadto na złe samopoczucie po zjedzeniu grzybów są w szczególności narażone dzieci, dlatego nie należy im podawać takich potraw.
Źródło: Radio ZET/Gazeta Wyborcza
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET