Tomasz zmarł podczas policyjnej interwencji. Sąd apelacyjny miażdży wyrok pierwszej instancji
Po zatrzymaniu i zakuciu w kajdanki policjanci przydusili Tomasza Kramka. Młody mężczyzna zaczął się dusić i zmarł na ulicy. W pierwszej instancji sąd uniewinnił funkcjonariuszy. Jednak w apelacji sędzia nie zostawił suchej nitki na tym wyroku. Cała sprawa rozpocznie się na nowo.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak przebiegała interwencja policji, podczas której zmarł Tomasz Kramek.
- O co oskarżeni byli policjanci, którzy zatrzymali mężczyznę.
- Jaki wyrok zapadł w pierwszej instancji.
- Dlaczego sąd apelacyjny nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy.
- Jestem usatysfakcjonowana tym wyrokiem. Jest światełko, nadzieja, że tym razem wszystko będzie dogłębnie sprawdzone. Mam wrażenie, że część dowodów została pominięta, nie była zbadana jak trzeba. Liczę na to, że teraz wyrok będzie inny - mówi RadioZET.pl Anna Kramek-Khadka, siostra Tomasza Kramka, który pięć lat temu zmarł podczas policyjnej interwencji. Kobieta nie może pogodzić się z uniewinnieniem dwóch byłych już policjantów, którzy zatrzymywali jej brata. Dlatego postanowiła złożyć apelację. Sąd się do niej przychylił, w dość mocnych słowach krytykując wyrok pierwszej instancji. Cały proces rozpocznie się od nowa.
W pierwszej instancji Sąd Rejonowy Lublin-Wschód w Świdniku uniewinnił od zarzutów przekroczenia uprawnień i nieumyślnego spowodowania śmierci Arkadiusza K. oraz Wojciecha K. Obaj nie są już policjantami. Pożegnali się ze służbą po interwencji zakończonej śmiercią. Arkadiusz K. przeszedł na emeryturę, Wojciech K. został zwolniony przez komendanta. Obaj byli doświadczonymi funkcjonariuszami, pierwszy miał za sobą 22 lata służby, drugi - osiem.
Śmierć Tomasza Kramka pod lupą Rzecznika Praw Obywatelskich
Tomasz Kramek zmarł w wakacje 2020 roku. Miał wówczas 36 lat. Od 2006 roku leczył się na schizofrenię paranoidalną. Według relacji siostry miał słyszeć różne głosy lub do siebie mówić. Mimo tego starał się żyć aktywnie. Podejmował doraźne prace, zajmował się dziećmi siostry, pomagał sąsiadom. Anna Kramek-Khadka przekonuje, że Tomasz nigdy nie był agresywny, ani nie stanowił zagrożenia dla innych osób.
25 sierpnia 2020 roku po południu, po wizycie u swojego wujka miał wrócić do domu. Nigdy jednak tam nie dotarł. Po wyjściu z mieszkania zaczął zaczepiać przypadkowych ludzi na ul. Droga Męczenników Majdanka w Lublinie. Krzyczał i był pobudzony. Jeden ze świadków zadzwonił po policję. Na miejsce przyjechał patrol w nieoznakowanym radiowozie. Interwencję podjęli nieumundurowani policjanci: aspirant sztabowy Arkadiusz K. oraz sierżant sztabowy Wojciech K.
Przy skrzyżowaniu ul. Droga Męczenników Majdanka, Wolskiej i Łęczyńskiej zauważyli Tomasza, który chwilę wcześniej kopnął napotkaną na ulicy kobietę. Gdy funkcjonariusze chcieli zatrzymać mężczyznę, ten krzyknął, że jest chory psychicznie i zaczął uciekać. Udało się go jednak dość szybko dogonić. W bramie Agencji Mienia Wojskowego przy ul. Łęczyńskiej policjanci obezwładnili 36-letniego Tomasza, założyli mu kajdanki, a także dociskali kolanem do ziemi. Świadkowie, którzy widzieli interwencję, mówili, że mężczyzna prosił o pomoc i skarżył się, że brakuje mu powietrza. W pewnym momencie zatrzymany przestał oddychać. Policjanci, gdy się zorientowali, zaczęli reanimację. Wcześniej jednak musieli mężczyznę rozkuć i przewrócić na plecy. To zabrało cenne minuty. Zespół pogotowia, który przyjechał na miejsce, stwierdził zgon.
Okoliczności śmierci Tomasza Kramka budziły kontrowersje. Pochyliło się nad nią biuro Rzecznika Praw Obywatelskich, które analizowało zgony 111 osób, które w latach 2018-2023 zmarły podczas policyjnych interwencji. Niewiele z nich miało swój finał w sądzie. Sprawa z Lublina jest jedną z nielicznych.
Opis policjantów rozbieżny z monitoringiem i opinią biegłego
Biuro prasowe Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie przekonywało na początku, że wszytko odbyło się zgodnie z procedurami. Jednak późniejsza analiza nagrań monitoringu oraz notatek policjantów doprowadziła do wszczęcia postępowania dyscyplinarnego. Policjantom zarzucono niewłaściwe zastosowanie środków przymusu bezpośredniego. Obaj szybko poszli na zwolnienie lekarskie. Do służby już nie wrócili.
Natomiast prokuratura oskarżyła funkcjonariuszy o przekroczenie uprawnień i nieumyślne spowodowanie śmierci, za co grozi do pięciu lat więzienia. Śledczy zdecydowali się na to z powodu rozbieżności w relacjach świadków i policjantów. Wojciech K. w zeznaniach opisywał Tomasza Kramka jako dobrze zbudowanego, umięśnionego mężczyznę, z którymi nie mogli sobie poradzić. Dodawał, że mężczyzna był pobudzony, agresywny i im groził. Natomiast Arkadiusz K. napisał w notatce służbowej, że trzymał Tomasza Kramka "za plecy i ramiona", żeby nie mógł wstać. Jeden z policjantów miał też usiąść na nogach zatrzymanego. Po założeniu kajdanek z ust Kramka zaczęła lecieć piana. Mężczyzna się dusił, a po chwili przestał się ruszać.
Ale śledczy zauważyli, że Tomasz Kramek wcale nie był wysportowanym i umięśnionym mężczyzną, jak opisywali go policjanci. Nie był też pod wpływem narkotyków, ani innych środków odurzających. Na nagraniu z kamer monitoringu widać, jak Wojciech K. w wyskoku uderzył Tomasza łokciem w okolice twarzy, a później złapał za szyję, uniósł i powalił na ziemię. Powołany przez prokuraturę biegły z zakresu taktyki i techniki interwencji służb mundurowych uznał, że policjanci popełnili błędy i użyli nieadekwatnej do potrzeb siły fizycznej. Natomiast biegli z zakresu medycyny sądowej uznali, że reanimacja nie mogła być skuteczna, bo po kilkunastu sekundach została przerwana na dwie minuty. Policjanci w tym czasie musieli rozkuć zatrzymanego. Jego śmierć nastąpiła w mechanizmie tzw. asfiksji restrykcyjnej, czyli niewydolności krążeniowo-oddechowa, która może wystąpić nagle u osób w stanie pobudzenia przy jednoczesnym utrudnieniu oddychania.
Opinię biegłego z zakresu taktyki i techniki interwencji służb mundurowych podważyła obrona. Wnioskowała o drugą opinię. Na sali sądowej doszło do konfrontacji biegłych. Obaj opisali tak samo przebieg interwencji. Jednak wysunęli inne wnioski. Według drugiego biegłego sytuacja była dynamiczna, działania adekwatne do sytuacji, której nie można analizować w zwolnionym tempie.
Sąd po stronie policjantów
Sąd Rejonowy Lublin-Wschód w Świdniku w pierwszej instancji uniewinnił obu policjantów od zarzutów przekroczenia uprawnień i nieumyślnego spowodowania śmierci. Sędzia Dorota Wiśniewska w ustnym uzasadnieniu przyznawała, że doszło do tragedii, bo zginął młody człowiek, który w związku ze swoją chorobą miał "ograniczone rozeznanie całej sytuacji i niebezpieczeństwa, jakie stwarza dla niego niepodporządkowanie się poleceniom funkcjonariuszy". Jednak ze względu na rozbieżności w opiniach biegłych z zakresu taktyki i techniki interwencji wzięła pod uwagę korzystniejszą dla oskarżonych.
Sędzia Wiśniewska przekonywała też, że interwencja została przeprowadzona w prawidłowy sposób. I nawet uderzenie pokrzywdzonego łokciem było uzasadnione. Z takim uzasadnieniem nie zgadza się siostra Tomasza Kramka. Jak mówiła RadioZET.pl sąd wziął pod uwagę tylko korzystniejszą dla policjantów opinię biegłego, a samo zatrzymanie nie musiało się zakończyć śmiercią. Dlatego złożyła apelację.
We wtorek (23 września) Sąd Okręgowy w Lublinie uchylił wyrok pierwszej instancji. I skrytykował go w mocnych słowach. Sędzia Włodzimierz Śpiewla tłumaczył, że sąd pierwszej instancji popełnił dość oczywiste błędy. Część materiału dowodowego została przeinaczona lub pomięta. Opinię biegłego z zakresu taktyki i techniki interwencji korzystną dla oskarżonych nazwał "chybioną i nieprofesjonalną". Zaś tę, która wskazywała na błędy w postępowaniu policjantów określił jako "spójną logiczną i fachową".
Sędzia Włodzimierz Śpiewa (w środku)
Sędzia Spiewla zauważył też, że kluczowym w całej sprawie jest nagranie z kamery, na którym widać, że Tomasz Kramek był zablokowany ze wszystkich stron i nie był już agresywny. Interwencję policjantów określił jako "brutalną", "nadmiarową", i "nieprawidłową", a użyte do zatrzymania środki przymusu jako "niewspółmierne". Zwrócił też uwagę na to, że mężczyzna mówił, iż jest chory psychicznie, a po zatrzymaniu prosił o pomoc i zgłaszał problemy z oddychaniem. Z tego powodu policjanci powinni zachować szczególną ostrożność.
Według sądu apelacyjnego obaj funkcjonariusze przekroczyli swoje uprawnienia. A konsekwencją ich działania była śmierć Tomasza. Jedak po uniewinniającym wyroku w pierwszej instancji policjantów nie można było skazać. Dlatego teraz sprawa śmierci podczas policyjnej interwencji wróci do sądu pierwszej instancji i będzie toczyła się na nowo.
Anna Kramek-Khadka, siostra Tomasza Kramka liczy na sprawiedliwy proces i wyrok skazujący dla policjantów. Ich adwokaci przekonują, że będą starali się ponownie udowodnić niewinność swoich klientów.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET