`

Makabryczne odkrycie w siedzibie fundacji. "Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem"

2 min. czytania
17.05.2024 12:36
Obserwuj nas na Google

W siedzibie Fundacji "Toruńska Kocia Straż" znaleziono 37 martwych zwierząt. Od tego czasu minęły już prawie dwa miesiące, a prokuratura wciąż bada sprawę. Tymczasem Fundacja działa dalej i w mediach społecznościowych prosi o pieniądze na dalsze funkcjonowanie.

Siedziba Fundacji "Toruńska Kocia Straż"
fot. Toruńskie Towarzystwo Ochrony Praw Zwierząt

Martwe zwierzęta w siedzibie fundacji w Toruniu. "Kocia Straż" działa dalej

To, co wydarzyło się w połowie marca w jednym z pawilonów przy ul. Gagarina, wstrząsnęło Toruniem. Toruńskie Towarzystwo Ochrony Praw Zwierząt zostało zaalarmowane o tym, że zwierzęta, pozostające pod opieką Fundacji "Toruńska Kocia Straż", przebywają tam w tragicznych warunkach. Organizacja postanowiła zainterweniować, jednak początkowo próbę odbioru zwierząt uniemożliwiła policja. Właścicielka fundacji zabarykadowała się w środku. Do budynku udało się wejść dopiero kolejnego dnia, po wydaniu decyzji o odbiorze przez prezydenta miasta.

Wewnątrz budynku dokonano makabrycznego odkrycia. Na niewielkiej przestrzeni znaleziono łącznie 37 martwych zwierząt. - Nigdy czegoś takiego nie przeżyłem, na taką skalę. W pomieszczeniu, w którym spała pani Joanna, była pościel, zabawki dziecięce. Kilka metrów dalej pierwsze zwłoki kota, odchody pokryte białym nalotem pleśni. I więcej martwych zwierząt: jeden duży kot, a reszta była tak ułożona, że nie byłem w stanie ich nawet zliczyć - opisywał wtedy Piotr Korpal, prezes TTOPZ.

Redakcja poleca

Już tydzień po interwencji informowaliśmy na RadioZET.pl o fakcie, że "Toruńska Kocia Straż" nie zaprzestała działalności. Co więcej, w mediach społecznościowych prosiła o wpłaty przez BLIK. Wcześniej założona była także zbiórka na portalu zrzutka.pl, ale po tym, jak sprawa zyskała rozgłos, została zawieszona, a obecnie jest całkowicie usunięta. Poza tym nie zmieniło się jednak nic. W mediach społecznościowych fundacji nadal pojawiają się wpisy m.in. o adopcji kotów, a pod nimi prośby o wpłaty na dalszą działalność.

Prokuratura wciąż bada sprawę. "Czekamy na opinię biegłego"

Do sprawy wróciły lokalne "Nowości", które postanowiły sprawdzić, na jakim etapie jest śledztwo prokuratury w tej sprawie. - Postępowanie trwa, kontynuowane są przesłuchania świadków. Czekamy na opinię biegłego z zakresu weterynarii. To kluczowy element postępowania. Od niego będą zależały dalsze decyzje - przekazał portalowi Marcin Licznerski, szef Prokuratury Rejonowej Toruń Centrum-Zachód.

Na bieżąco postępy w sprawie śledzi także TTOPZ. - Monitorujemy działalność na Facebooku. Trwa postępowanie. Niestety założycielka wciąż jest wspierana przez wiele osób. Ze swojej strony staramy się o zakaz trzymania zwierząt. Potrzeba jednak na wszystko czasu. Współpracujemy z prokuraturą i robimy wszystko według obowiązujących przepisów - powiedział "Nowościom" Piotr Korpal.

Prezes TTOPZ podkreślił, że sprawa nie może ucichnąć, a skoro "Toruńska Kocia Straż" chce działać dalej, to konieczne jest, by "uświadamiać osoby, które wspierają działania". - Nie należy też wierzyć we wszystko, co pokazywane jest w mediach społecznościowych. Zdarza się, że ktoś na siłę chce pomóc zwierzętom i myśli, że pomaga, a tak naprawdę szkodzi - cytują Korpala "Nowości".

Podczas głośnej interwencji część zwierząt udało się uratować. 12 kotów i 9 psów trafiło pod opiekę Schroniska dla Zwierząt w Toruniu.

Źródło: Radio ZET / "Nowości" / Facebook

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET