Tragedia na promie na Bałtyku. Wychodzą na jaw nowe informacje o Paulinie
Prokuratura w Polsce prowadzi sprawę śmierci matki i 7-letniego dziecka, którzy wpadli do Bałtyku z promu Stena Spirit. Źródła zbliżone do śledztwa przekazały „Faktowi” nowe informacje o Paulinie i małym Leszku, które rzucają na ich tragiczną historię nowe światło.
Dramat na promie Stena Spirit miał nie być zwykłym wypadkiem – przekonują duńscy eksperci, którzy analizowali zeznania świadków oraz zapisy z monitoringu. Oessur Jarleivson Hilduberg, szef duńskiej komisji wypadkowej, oceniał, że dziecko nie wpadło do Bałtyku przez przypadek.
Polska prokuratura również uwzględnia te okoliczności. Prokurator Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, poinformowała, że śledztwo aktualnie "prowadzone jest w sprawie zabójstwa dziecka i targnięcia się na życie przez matkę".
Śmierć matki i dziecka na Bałtyku. Nowe informacje o Paulinie
W sprawie pojawiły się nowe doniesienia, dotyczące matki i jej 7-letniego syna. „Fakt” dotarł do pasażerki promu, która widziała Paulinę i jej syna kilka godzin przed tragedią. Przekazała ona redakcji nieznane do tej pory szczegóły.
– Widziałam ją z ok. 10-12 m odległości i dosłownie chwilę. Ale mam zwyczaj obserwować i zwracać uwagę na szczegóły. Ona siedziała na ławce przy ścianie, w cieniu, tylko stopy dziecka były w słońcu. Chłopiec się nie ruszał, był w pozycji półleżącej, może spał, nie wiem – powiedziała "Faktowi" pasażerka promu. Zaznaczyła, że dokładnie nie widziała dziecka w wózku, gdyż miał on wysunięty daszek.
Dziennik ustalił też, powołując się na „źródła zbliżone do śledztwa”, kim była 36-latka. Chodzi o Paulinę Sz., kobietę pochodzącą z Grudziądza. Jej sytuacja życiowa miała być bardzo trudna. "Kobieta razem z synem mieszkała w Trójmieście. Była tłumaczką języka francuskiego, ale ostatnio miała nigdzie nie pracować" – czytamy w „Fakcie”.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET