`

Zwrot w śledztwie ws. tragedii na promie. Paulina i 7-letni Lech wpadli do Bałtyku

2 min. czytania
02.07.2023 08:56
Obserwuj nas na Google

Polska prokuratura zmienia kierunek śledztwa ws. tragedii na promie z Gdyni do Karlskrony w Szwecji, z którego wypadła matka z 7-letnim dzieckiem. „Fakt” podał, że polscy śledczy – podobnie jak szwedzkie służby – prowadzą sprawę w kierunku zabójstwa dziecka i targnięcia się na życie przez matkę. W temacie pojawiły się też przygnębiające relacje świadka sprzed dramatu.

Zwrot w polskim śledztwie ws. tragedii na promie
fot. WOJCIECH STROZYK/REPORTER, zdj. ilustracyjne

Tragedia na promie Stena Line, płynącym z Polski do Szwecji, wydarzyła się 29 czerwca. W pewnym momencie do Bałtyku wpadło 7-letnie dziecko, za którym do wody wskoczyła 36-letnia matka. Oboje zostali wyciągnięci, w piątek 30 czerwca poinformowano jednak o ich śmierci.

Śledczy z Polski i Szwecji zabezpieczyli nagrania z monitoringu z promu, które pozwoliły na wyciągnięcie wstępnych wniosków. Pierwsze zaskakujące doniesienia, jakoby nie był to wypadek, płynęły ze Szwecji już w sobotę.

Zwrot w polskim śledztwie ws. tragedii na promie. Nie żyją dziecko i matka

– W wyniku podjętych czynności przez Prokuraturę Okręgową w Gdańsku w sprawie dotyczącej śmierci dwojga polskich obywateli aktualnie śledztwo prowadzone jest w sprawie zabójstwa dziecka i targnięcia się na życie przez matkę – poinformowała „Fakt” prok. Grażyna Wawryniuk, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku.

Redakcja poleca

Dziennik ustalił też, kim były ofiary wydarzenia. Kobietą okazała się pochodząca z Grudziądza Paulina. 7-letni chłopiec nazywał się Lech, miał być zameldowany w Trójmieście. „Z naszych informacji wynika, że ojciec Leszka nie utrzymywał kontaktu z rodziną. Przebywa za granicą, ale nie mieszkał w Szwecji. Wszystko wskazuje na to, że to na barkach Pauliny spoczęły trudy opieki nad synkiem” – czytamy w „Fakcie”.

Na promie kobietę i jej dziecko widziała przed tragedią jedna z innych uczestniczek rejsu. Przygnębiająca rzecz zwróciła jej uwagę. - Widziałam ją i dziecko kilka godzin przed incydentem, na pokładzie, na zewnątrz. Pamiętam, że myślałam, że to nietypowe mieć w wózku takie duże dziecko, ale chłopiec może był w jakiś sposób niepełnosprawny. Ona wyglądała na zmęczoną, przygnębioną. Jej język ciała był taki – opowiadała pani Beata.

Po fakcie żałowała, że – przechodząc obok obojga na promie – nie zapytała kobiety o pomoc, czy zwykłą rozmowę.

Jeśli doświadczasz problemów emocjonalnych, potrzebujesz porady lub wsparcia,  tutaj znajdziesz numery telefonów zaufania do organizacji oferujących pomoc w kryzysie psychicznym. W sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia zadzwoń na 112.

RadioZET.pl/Fakt.pl

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET