Tu zamordowano Zdzisława Beksińskiego. Mówiono, że nad jego rodziną ciąży klątwa
Kilka dni później skończyłby 76 lat. Nie doczekał. Zdzisław Beksiński został zamordowany w swoim mieszkaniu na warszawskim Mokotowie. Zabójcę dobrze znał. Wcześniej los nie oszczędził żony wybitnego malarza oraz jego syna.
- 10 zdjęć Zobacz galerię
- Rodzina Zdzisława Beksińskiego przeprowadziła się z Sanoka do Warszawy
- Na Służewie artysta mieszkał i tworzył do końca życia. Został zamordowany w swoim mieszkaniu
- Los bardzo doświadczył malarza - jego żona zmarła, a rok później na życie targnął się jego syn
Tu mieszkali Beksińscy. Najpierw zmarła Zosia, potem samobójstwo popełnił Tomek
Zdzisław Beksiński od 2024 roku patrzy na Służew, osiedle na warszawskim Mokotowie. To właśnie tutaj na stacji metra, na ścianie szybu windy, powstał mural upamiętniający jednego z najsłynniejszych i najoryginalniejszych polskich artystów XX wieku. Był fotografem, rysownikiem, rzeźbiarzem, malarzem, a nawet parał się grafiką. Jego poczucie humoru kontrastowało z jego mroczną sztuką. Kolorowa grafika przy metrze opatrzona jest jego sentencją: "Pragnę malować tak, jakbym fotografował sny".
Do Warszawy Beksiński przeprowadził się w 1977 roku z Sanoka, swojego rodzinnego miasta. Kupił czteropokojowe mieszkanie o powierzchni 79,5 mkw. Decyzję podjął po tym, jak władze zdecydowały o rozbiórce jego domu. Przy ulicy Sonaty 6 na Służewie artysta spędził resztę życia. Tutaj urządził pracownię i tworzył. Zamieszkał z żoną Zofią oraz matką, a potem także teściową. Syn Tomasz Beksiński, później znany dziennikarz muzyczny, w 1978 roku wprowadził się do zakupionego przez malarza mieszkania, 100 metrów od rodziców, przy ul. Mozarta.
Mimo mrocznych wizji, które przelewał na płótno, Beksiński był bardzo pogodnym człowiekiem. "On kochał życie. Mimo że jego twórczość była związana z grozą istnienia, był człowiekiem wyjątkowo zakorzenionym w życiu. Cieszył się, gdy słyszał rano, że śmieciarki już pracują u niego pod blokiem. Był świetnym obserwatorem wyczulonym na dźwięki" - wspominał znajomość z malarzem w rozmowie z PAP Life śpiewak operowy Wiesław Ochman.
Życie mocno dotknęło artystę. W 1998 roku w wieku 70 lat zmarła na skutek pęknięcia tętniaka aorty żona Beksińskiego - Zofia. Zaledwie rok później, w Wigilię 1999 roku, na życie targnął się jego jedyny syn - Tomek. "Po raz pierwszy od czasu śmierci Zosi poczułem rodzaj radości, że umarła, nie doczekawszy tego, co byłoby dla niej nie do zniesienia. Ja jestem bardziej odporny. Poza tym ktoś musi zostać na koniec. Ja jeden wiedziałem, jak jemu było ciężko, mimo iż był egoistą i egocentrykiem, tym niemniej charakteru się nie wybiera. Myślę, że chyba dobrze się stało, jak się stało. Ostatnie jego słowa nagrane na taśmie mówiły o tym, jak bardzo rozczarował go świat, w którym przyszło mu żyć, i że pragnął zawsze żyć w innym świecie, gdzie reguły są proste, przyjaźń jest przyjaźnią i tak dalej" - pisał malarz w jednym z listów, cytowanych przez Magdalenę Grzebałkowską w książce "Beksińscy. Portret podwójny". To była kolejna próba samobójcza syna Beksińskiego, tym razem udana.
Śmierć Zdzisława Beksińskiego. Niektórzy mówią o klątwie
21 lutego 2005 roku nic nie zapowiadało tragedii. "Rano lekkie zachmurzenie. Temperatura poniżej -1. Czuję się tak, że najchętniej wlazłbym powtórnie do łóżka. W nocy męczyła mnie zgaga, ładowałem się Manti i sodą, potem nad ranem rozbolała dość silnie głowa. Wczoraj wieczorem przyszła Danusia i jak zwykle przyniosła jakieś chrupiące ciasteczka i sernik, i winogrona, i mandarynki, i tylko mandarynkom nie dałem rady, resztę po jej wyjściu wbiłem w siebie, gapiąc się na jakiś thriller, no a konsekwencje pojawiły się w nocy. Może jednak mimo wszystko uda mi się dziś skończyć obraz" - tak brzmiał ostatni wpis w dzienniku malarza.
Zabójca dostał się do mieszkania Beksińskiego podstępem. Ten był nieufny, w tamtym czasie zainstalował drzwi przeciwwłamaniowe i kamerę. Przez domofon usłyszał, że na dole jest Krzysztof K., którego dobrze znał - on i jego bliscy wykonywali dla malarza drobne prace. Otworzył więc drzwi. Już w mieszkaniu okazało się, że to syn K., Robert. 19-latek zażądał 10 tys. zł pożyczki. Kiedy Beksiński chwycił za telefon, żeby zadzwonić do ojca chłopaka, nikt nie odebrał. Potem napastnik w amoku zadał artyście kilkanaście ciosów nożem. Ślady po zbrodni pomagał mu zacierać jego 16-letni kuzyn. Wytarli podłogę z krwi, a ciało położyli na balkonie. Ostatecznie z domu Beksińskiego ukradziono dwa aparaty fotograficzne i płyty CD. To ojciec zabójcy znalazł zwłoki. Zaniepokojony przyjechał do malarza następnego dnia, ponieważ nie mógł się z nim skontaktować. W 2006 roku Robert K. został skazany na 25 lat więzienia. Jego krewny dostał 5 lat.
Niektórzy twierdzą, że nad rodziną Beksińskich wisiało fatum. Nie zgadza się z tym Wiesław Banach, dyrektor Muzeum Historycznego w Sanoku. "To była normalna rodzina, która miała swoje problemy z synem i nie mogła wyprowadzić go z depresyjnych stanów. Pani Zosia umarła na tętniaka aorty, jak wiele innych osób w tym kraju" - mówił, cytowany przez "Gazetę Pomorską". Pojawiły się także plotki, że artysta sam upozorował swoje zabójstwo. "Robiono z niego satanistę, schizofrenika, homoseksualistę, sadomasochistę, wreszcie samobójcę, który zaaranżował własną śmierć. I mówiono to wszystko o człowieku, który tak bardzo kochał życie! Który nie chciał się pogodzić z tym, że kiedyś trzeba umrzeć. Pojawiły się jakieś sadomaso-homoseksualne domysły, które były kompletną bzdurą. Nawet teraz, 11 lat po śmierci artysty, wciąż krąży o nim i jego rodzinie wiele plotek i mitów. Ktoś mi niedawno powiedział, że słyszał gdzieś, że syn Beksińskiego był narkomanem. No ale co można z takimi bzdurami zrobić?! Ludzie lubią wymyślać, a plotka żyje własnym życiem. Nie da się tego powstrzymać" - dodał Wiesław Banach.
Źródło: Radio ZET/"Beksińscy. Portret podwójny" Magdalena Grzebałkowska/muzeum.sanok.pl/PAP Life/"Gazeta Pomorska"