`

Tworzy symbole PRL-u z klocków Lego. Tego gmachu nigdy nie polubi. "Przytłacza"

3 min. czytania
31.03.2026 17:52
Obserwuj nas na Google

Można powiedzieć, że projektowanie ma w DNA od najmłodszych lat. Sebastian Czarnecki, miłośnik modernizmu, odtwarza warszawskie perły PRL-u. Jego miniatury podbijają media społecznościowe. - Zaczęło się klasycznie od zamków z piasku, które z czasem zamieniłem na klocki Lego. To one nauczyły mnie myślenia przestrzennego — mówi portalowi RadioZET.pl pasjonat.

Model budynku w kolorze białym trzymany przez osobę w rękawicy, w tle niebieskie niebo.
fot. Archiwum prywatne/Instagram.com/sebastianczar

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Sebastian Czarnecki, UX Designer i pasjonat modernizmu, tworzy z klocków Lego miniaturowe ikony architektury PRL, łącząc dziecięcą zabawę z doświadczeniem projektowym.
  • Odtwarza m.in. modernistyczne budowle w Warszawie. Z klocków zbudował historyczny gmach SGH oraz ikoniczny wieżowiec "Młotek".
  • Jego faworytem jest Torwar ze swoją architektoniczną finezją, natomiast najmniej podoba mu się Vitkac za depresyjny charakter.

Sebastian Czarnecki tworzy warszawskie ikony z klocków Lego

Sebastian Czarnecki zasłynął na Instagramie swoimi niezwykłymi konstrukcjami. Pasjonat modernizmu na co dzień tworzy produkty cyfrowe w oparciu o systemy projektowe (design systems) i gotowe komponenty, a po godzinach z wielką dbałością o szczegóły odtwarza symbole architektury PRL z klocków. - Już w gimnazjum tę chęć tworzenia przeniosłem do świata cyfrowego, projektując strony i aplikacje, co naturalnie zaprowadziło mnie do zawodu UX Designera. Dziś klocki to dla mnie fascynujący powrót do korzeni — w weekendy znów staję się konstruktorem, ale tym razem łączę dziecięcą frajdę z doświadczeniem projektowym, które zdobywałem przez lata — wyjaśnia portalowi RadioZET.pl.

Jak tłumaczy, skupia się na budynkach, "które mają duszę, ciekawą bryłę oraz są ważne dla tożsamości Warszawy i okolic". Do tej pory z klocków udało mu się odtworzyć takie perełki jak: modernistyczny apartamentowiec przy ul. Karowej, modernistyczny apartamentowiec przy ul. Koziej, historyczny gmach SGH, przedwojenny budynek Yacht Klubu Oficerskiego nad Zalewem Zegrzyńskim zniszczony w 1939 r. oraz ikoniczny wieżowiec "Młotek" (Smolna 8). Zdecydowanie największym wyzwaniem był ten ostatni budynek.

- Kluczowe, a zarazem najtrudniejsze, było uchwycenie jego charakterystycznych proporcji przy jednoczesnym uproszczeniu formy, na jakie pozwalają klocki. Pamiętam, że spędziłem cały dzień na budowaniu samych fundamentów i pierwszych pięter, tylko po to, by wieczorem... wszystko rozebrać. Musiałem przyznać przed samym sobą, że skala była błędna. To uczy pokory – w świecie Lego, tak jak w UX designie, czasem trzeba zrobić krok w tył, by zrobić 10 kroków do przodu - ocenia Sebastian Czarnecki.

Redakcja poleca

Fascynacja modernizmem i najbrzydszy budynek stolicy. "Depresyjny"

Duża część małych dzieł sztuki jest wzorowana na budynkach modernistycznych. Sebastian Czarnecki jest zafascynowany tym stylem w architekturze. Jak mówi, w jego pracy często pojawia się dylemat: ile czasu poświęcić na konkretną funkcję, by była użyteczna, a jednocześnie wykonalna. - Modernizm inspiruje mnie dokładnie tym samym: genialną pomysłowością w ramach ograniczeń i bezkompromisowym skupieniem na funkcjonalności. Architekci i inżynierowie tamtej epoki współpracowali, by dostarczyć jak najlepsze warunki do życia w sposób maksymalnie pragmatyczny. To podejście jest mi zawodowo bardzo bliskie - tłumaczy.

Wśród warszawskich budynków ma swoje ulubione. Jego absolutnym faworytem pozostaje Torwar, czyli popularne "Iksy". - To fascynujący przykład tego, jak z powtarzalnych, prefabrykowanych elementów żelbetowych można wyczarować formę pełną lekkości i dynamiki. Mimo surowości materiału te budynki mają w sobie rzeźbiarską wręcz finezję. Uwielbia też wspomniany już "Młotek" przy Smolnej. - To ikona, która dumnie góruje nad Powiślem. Jego brutalistyczna, odważna sylwetka z wysuniętą górną kondygnacją, dawną kawiarnią Akropol, to dowód na to, że warszawski modernizm potrafił być światowy i bezkompromisowy - dodaje rozmówca RadioZET.pl.

Zapytany o najbrzydsze miejsce w stolicy mówi, że osobiście do dziś nie może się przekonać do Vitkaca. - Ta czarna, monolityczna ściana jest dla mnie przytłaczająca, a wręcz depresyjna. Szczególnie z perspektywy mieszkańców sąsiedniego bloku, którzy muszą na nią codziennie patrzeć. Choć widać próby "zazielenienia" tej konstrukcji, przy takim braku światła i dystopijnym charakterze elewacji, jest to trudne zadanie. Moim zdaniem, choć szanuję próby nawiązania do przedwojennego budynku dzisiejszego BGK, to najmniej udany projekt pracowni Kuryłowicza - podsumowuje.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET