`

Usłyszeli alarm i zostali bez informacji. Zawiodła komunikacja? Resort odpowiada

2 min. czytania
30.07.2026 13:55
Obserwuj nas na Google

Syreny wyrwały mieszkańców z łóżek, ale wielu nie wiedziało, co się dzieje. Po incydencie z rakietą, która pozostawiła 10-metrowy lej w Tarnawie-Kolonii, rozgorzała dyskusja o tym, czy państwo odpowiednio informuje obywateli o zagrożeniach.

Naruszenie przestrzeni powietrznej
fot. Wojtek Jargiło

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak doszło do naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej i eksplozji obiektu.
  • Dlaczego mieszkańcy Lubelszczyzny nie zostali skutecznie ostrzeżeni o zagrożeniu.
  • Co uniemożliwiło szybką wysyłkę ostrzeżeń SMS-owych przez RCB.
  • Jakie zmiany mogą poprawić system ostrzegania w aplikacji mObywatel.

10-metrowy lej w miejscowości Tarnawa-Kolonia po eksplozji obiektu

Mieszkańców Lubelszczyzny w nocy ze środy na czwartek obudziły syreny alarmowe. Wszystko przez naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej przez obiekt - według nieoficjalnych ustaleń mógł to być pocisk manewrujący Ch-101 rosyjskiej produkcji - który ostatecznie spadł na pole w miejscowości Tarnawa-Kolonia, pozostawiając tam lej o średnicy 10 metrów. 

Sprawa jest dzisiaj poruszana z każdej możliwej strony. Priorytetem jest oczywiście ustalenie, do kogo należał obiekt. Politycy opozycji zwracają jednak uwagę na inny aspekt tej sytuacji - twierdzą bowiem, że zabrakło odpowiedniej komunikacji z obywatelami, którzy usłyszeli syreny, nie wiedzieli jednak, co się dzieje. 

- Chcemy informacji i chcemy, żeby na przyszłość te informacje były natychmiast. Ludzie obudzeni w nocy przez alarmy, które słusznie są włączane, chcą też mieć komunikat na temat tego, co się dzieje i co dalej - powiedział w czwartek Przemysław Czarnek. 

Obiekt eksplodował na Lubelszczyźnie. Zawiodła komunikacja?

Wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski wyjaśnił, że wysyłanie wiadomości z ostrzeżeniem zostało odwołane przez Rządowe Centrum Bezpieczeństwa. - Jeśli chodzi o wysyłkę SMS-ów, to musimy pamiętać, że one mają tę zaletę, że zawsze dotrą, natomiast one nie docierają na przestrzeni sekund - mówił. 

- SMS-y wymagają, przy masowej wysyłce, trafienia w okienko czasowe. Zdarza się, że to jest opóźnione o kilka minut. W tym przypadku właśnie te kilka minut było decydujące, ponieważ alarm został odwołany właśnie po kilku minutach od jego zarządzenia. RCB ma taką strategię, i słusznie, że informuje o zagrożeniu przed lub w jego trakcie - stwierdził. 

Redakcja poleca

- Trudno sobie wyobrazić wysyłanie SMS-ów o treści: Drodzy obywatele, zagrożenie było, ale już go nie ma. To mogłoby wywołać jeszcze większą panikę, a nie efekt takiego uspokojenia - dodał wiceminister cyfryzacji w rozmowie z dziennikarzami. 

Zapewnił też, że jeśli alarm zostałby odwołany kilka minut później, to do odbiorców dotarłyby wiadomości z ostrzeżeniem i informacją o zagrożeniu. - Proszę pamiętać, że to nie jest tak, jak w przypadku wysyłania jednej wiadomości do znajomego, która dociera natychmiast. Mówimy tu o setkach tysięcy wiadomości, których przesłanie wymaga właśnie tych kilku minut - powiedział. 

Ostrzeżenia w aplikacji mObywatel?

Niewykluczone, że w przyszłości o tego typu zagrożeniach Polaków informować będzie aplikacja mObywatel. - Rozwijamy ją o kolejne funkcjonalności, także w zakresie bezpieczeństwa. Wiemy, że to są sprawy ważne, ale tak samo ważne są sprawy w zakresie ochrony zdrowia - stwierdził Standerski. 

-Aplikacja przechodzi niespotykany wcześniej rozwój. Na wszystko mamy harmonogram, który jest opracowany we współpracy z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Rządowym Centrum Bezpieczeństwa - dodał. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET