W kraju zaczyna brakować polskich nawozów do obsiania pól. Azoty Puławy wstrzymały dostawy
Azoty Puławy czasowo wstrzymały nowe, marcowe zamówienia na nawozy rolnicze. Powodem decyzji - jak informuje nas jeden z największych krajowych producentów środków do ochrony roślin - jest eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie i gwałtowny wzrost cen gazu, który jest głównym składnikiem nawozów azotowych, potrzebnych do przemysłowej produkcji żywności. Jak alarmuje w rozmowie z reporterem Radia ZET Mateuszem Kasiakiem prezes Lubelskiej Izby Rolniczej Gustaw Jędrejek, taka sytuacja może doprowadzić nawet do podwyżek cen podstawowych produktów, dlatego sprawą już zajmuje się resort rolnictwa.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie czynniki wpływają na ceny nawozów w Polsce.
- Dlaczego ograniczony dostęp do mocznika może podnieść ceny żywności.
- Co robią Azoty Puławy, by zaradzić trudnościom w dostawach nawozów.
- Jak Ministerstwo Rolnictwa planuje wspierać rolników w obliczu kryzysu.
Mniej nawozów to wyższe ceny na sklepowych półkach
Wytwarzany przez podgrzanie gazu ziemnego z amoniaku mocznik jest głównym składnikiem nawozów, stosowanych w Polsce do aplikacji roślin: zarówno jadalnych, jak i użytkowych. Podlewa i upiększa się nimi zboża, warzywa, owoce czy krzewy.
Właśnie teraz rozpoczyna się czas sadzenia i nawożenia, a jak tłumaczy Radiu ZET Gustaw Jędrejek, prezes Lubelskiej Izby Rolniczej i członek Zarządu Krajowego Rady Izb Rolniczych, nawet ograniczony dostęp do tych środków może skutkować podwyżkami cen jedzenia na naszych półkach. – Jeżeli ich brakuje, rośnie natychmiast cena i potem naturalnie mogą wzrosnąć ceny żywności – tłumaczy.
Prezes Spółki Azoty Puławy Marcin Celejewski w rozmowie z Radiem ZET ma nadzieję, że takie trudności rolników i konsumentów nie spotkają, choć przyznaje, że wciąż trudno przewidzieć, jak długo potrwa wstrzymanie nowych zamówień. – Ciągle pracujemy nad różnymi scenariuszami, jak odpowiedzieć na potrzeby rolników w zależności od tego, jak ten konflikt wpływa na ceny gazu – tłumaczy.
Spółka tłumaczy, że przy obecnej sytuacji straty dla firmy byłyby ogromne.
– Przy cenie gazu przekraczającej już 55 euro/MWh rosną obawy o kolejne podwyżki – mówi nam z kolei Grzegorz Kulik, rzecznik firmy. Tylko 2 marca cena gazu wzrastała 35 – 50 proc. – Dzisiaj wzrosty sięgają kolejne 30 proc – podkreśla Kulik. Jak zaznacza, producenci nawozów spoza Europy (Egiptu, Algierii, Chin czy USA) natychmiast zdecydowali się na podwyżki cen nawozów.
– My tego nie zrobiliśmy. Nie chcieliśmy, żeby i dostawcy, i rolnicy zaciągnęli kontrakty na horrendalnie wysokie ceny – dodaje prezes Celejewski. Takie tłumaczenie nie przekonuje jednak rolników, którzy twierdzą, że Spółka Skarbu Państwa nie może podejmować takich decyzji samodzielnie. Zdaniem Gustawa Jędrejka, sytuacja może się jeszcze pogorszyć, podobnie jak w 2022 roku, kiedy po ataku Rosji na Ukrainę, dystrybutorzy nawozów zaczęli podnosić ceny i magazynować towar dostępny na rynku, przez co nie był praktycznie dostępny.
– Już teraz brakuje nam mocznika. Dostajemy takie sygnały między innymi z całej Lubelszczyzny i niepokój jest duży. Rosną też ceny tych środków. Mocznik zdrożał już o 300 złotych. Boimy się też, że jakość tych produktów będzie niska, bo w miejsce polskich wejdą odpowiedniki z krajów trzecich, na przykład z Ameryki Południowej czy z Ukraiany – tłumaczy Jędrejek.
W rozmowie z Radiem ZET Marcin Celejewski uspokaja jednak, że sama produkcja nie została wstrzymana. – Cały czas mamy też zaopatrzone w nawozy z poprzednich sezonów magazyny – mówi prezes Celejewski. Decyzja miała być też konsultowana z Ministerstwem Aktywów Państwowych, które nadzoruje spółkę. Jak czytamy w przesłanym nam przez resort komunikacie, w tej chwili nie ma zagrożenia dla zaopatrzenia rynku krajowego. Grupa Azoty realizuje bowiem wszystkie zamówienia złożone przed ogłoszeniem tej decyzji. – Podobne podjęli także inni producenci w naszym regionie – tłumaczy nam biuro komunikacji prasowej Ministerstwa Aktywów Państwowych.
Resort rolnictwa: „Zapasy rzeczywiście są. Sprawę kontrolujemy”
Sytuację na bieżąco śledzi jednak Ministerstwo Rolnictwa. Szef resortu Stefan Krajewski skierował właśnie pisma do Azotów i Ministerstwa Aktywów Państwowych. – Chcemy, żeby na tej sytuacji nie ucierpieli rolnicy – mówi w rozmowie z reporterem Radia ZET minister Krajewski. Ocenia, że wciąż trudno przewidzieć bowiem, jak długo ta sytuacja potrwa, bo konflikt ciągle eskaluje.
– Nie wiemy na przykład, co dalej będzie z transportem gazu – mówi Krajewski. – Jeśli dojdzie jednak do destabilizacji na rynku rolniczym – w tym nawozów, będziemy rozmawiać i z premierem, i z ministrem finansów o możliwych dopłatach dla rolników i interwencji – podkreśla Krajewski. Jednocześnie szef resortu rolnictwa przyznaje też w rozmowie z Radiem ZET, że w przypadku rozlania się konfliktu Polska – mimo zgromadzonych zapasów nawozów – może mieć coraz większy kłopot z pozyskaniem różnych surowców, bo w tej chwili naszym głównym dostawcą jest Bliski Wschód – w przypadku samych nawozów to Katar.
– Dlatego jeszcze bardziej musimy rozwijać produkcję krajową. Przede wszystkim trzeba dokonać przeglądu, skąd jeszcze można sprowadzać paliwa i nawozy, żeby rolnicy spokojnie mogli rozpocząć nowy sezon – dodaje. Jak zaznacza Krajewski, kolejne konflikty tylko pokazują, że Polska jak najszybciej musi zacząć inwestować w odnawialne źródła energii, w tym naturalne rolnictwo. – Trzeba być po prostu samowystarczalnym, na przykład budując biogazownie – zaznacza minister rolnictwa.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET