W mieszkaniu tylko 15 stopni. „Nie wiem, co nas czeka, pozamarzamy tu"
W mieszkaniu jest tylko 15 stopni, a zima dopiero nadchodzi. Lokatorzy budynku w Bolechowie nie kryją strachu po likwidacji pieców kaflowych i zarzucają właścicielowi, że próbuje zmusić ich do podpisania nowych umów. Spółka zapewnia, że ogrzewanie zapewni, rozwiązanie nie satysfakcjonuje jednak najemców.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego usunięto piece kaflowe w Bolechowie.
- Jakie problemy mają mieszkańcy bez ogrzewania.
- Co oferował właściciel budynku w zamian za piece.
- Kto może skorzystać z instalacji centralnego ogrzewania.
Mieszkańcy Bolechowa pod Poznaniem bez ogrzewania
Nieubłaganie zbliża się zima, a za oknami robi się coraz chłodniej. Odczuwają to mieszkańcy dawnych bloków zakładowych w Bolechowie pod Poznaniem, którzy z przerażeniem patrzą w przyszłość. Wszystko przez to, że zostali w zasadzie bez źródła ogrzewania - we wrześniu zarządca budynku usunął bowiem dotychczasowe piece kaflowe.
Miejsce po usuniętym piecu kaflowym
Sprawa dotyczy sześciu lokali, których najemcy umowy podpisywali jeszcze z poprzednim właścicielem budynku. Twierdzą, że obecny zarządca chce się ich pozbyć. - Ja mam włączone wszystkie cztery palniki gazowe, a w mieszkaniu mam 15 st. Celsjusza - mówi Radiu ZET jedna z mieszkanek, pani Barbara.
- Jak ja mam teraz przetrwać zimę? Nie wiem, co nas czeka. Pozamarzamy tu chyba wszyscy. Chodzę po domu ubrana, bo inaczej się po prostu nie da. Tak jest codziennie - dodaje nasza rozmówczyni, która w lokalu mieszka od 24 lat i ma podpisaną umowę najmu na czas nieokreślony.
W zamian za wyburzenie pieców kaflowych właściciel budynku zaproponował, że zainstaluje ogrzewanie elektryczne. Mieszkańcy obawiają się jednak, że w ten sposób nie uda się ogrzać całego mieszkania. Obawiają się też znacznego wzrostu rachunków.
Właściciel budynku stawia warunek
Należy dodać, że w części mieszkań zainstalowano ogrzewanie centralne. Dotyczy to jednak lokali, których najemcy wykupili je na stałe, na co nie wszyscy mogą sobie pozwolić. - Moje mieszkanie wyceniono na 240 tys. zł. Sąd ja mam wziąć takie pieniądze. W tym wieku przecież nie dostanę kredytu - słyszymy od naszej rozmówczyni.
Kobieta tłumaczy, że właściciel zaproponował też zainstalowanie ogrzewania centralnego. - Postawił jednak warunek podpisania nowej umowy na rok. Pełnomocnik wyliczył, że musiałabym płacić miesięcznie 2600 zł, a obecnie jest to 1400 zł. Ale po roku ja tę instalację spłacę i usłyszę „do widzenia"? Bo co to jest umowa na rok - mówi.
Piece kaflowe nie spełniały norm środowiskowych
Radio ZET o sprawę zapytało też Tomasza Kucińskiego, pełnomocnika spółki Nowe Bolechowo. Już na wstępie wyjaśnił, że piece kaflowe zostały usunięte, ponieważ nie spełniały norm ujętych w ustawie środowiskowej. - My zmianę ogrzewania proponowaliśmy już w zeszłym roku, lokatorzy nie chcieli się na to zgodzić, zapewniając nas, że gmina udzieliła im takiego cichego pozwolenia na korzystanie z tych pieców - mówi.
- W związku z zapewnieniami mieszkańców, którzy mówili, że gmina nie będzie wystawiać mandatów, postanowiliśmy poprosić gminę o zapewnienie na piśmie, że nie będzie obciążała opłatami i ewentualnymi karami spółki. Bo te kary finalnie spadłyby właśnie na spółkę - dodaje pełnomocnik.
Spółka zapewnienia ze strony gminy nie otrzymała, dlatego zapadła decyzja o likwidacji pieców kaflowych. - Zaproponowaliśmy mieszkańcom alternatywne rozwiązanie w postaci ogrzewania elektrycznego, którego permanentnie odmawiają - informuje.
„Zapewnimy mieszkańcom ogrzewanie"
W budynku przeprowadzono przegląd instalacji elektrycznej, który wykazał, że do działania takiego ogrzewania niezbędna jest osobna instalacja na grzejniki. - Zostały przeprowadzone pomiary we wszystkich lokalach i od poniedziałku sukcesywnie będzie ta instalacja wymieniana - dodaje Tomasz Kuciński. Zapewnia przy tym, że wymiana będzie opiniowana przez elektryka, a sama instalacja z pewnością będzie w stanie ogrzać mieszkania.
- My musimy zapewnić mieszkańcom ogrzewanie i zrobimy to maksymalnie do połowy listopada. Proszę jednak zauważyć, że zwiększamy w ten sposób standard mieszkania i jego atrakcyjność. Dlatego w takiej sytuacji byśmy rozwiązali starą umowę, a z osobami, które chciałyby tu mieszkać, podpisali nową. Nadal poniżej stawek rynkowych, ale bardziej urealnioną - dodaje.
Instalacja centralnego ogrzewania wiąże się z kosztami, których spółka nie chce ponosić
A co z ogrzewaniem centralnym? To wiąże się z wydatkami, których - jak mówi Tomasz Kuciński - spółka nie chce ponosić. - Dodatkowo spółka będzie musiała ponosić koszty ogrzewania mieszkań w eksploatacji, ponieważ obecne umowy nie dają możliwości obciążenia nimi mieszkańców. Stąd propozycja nowych umów - wyjaśnia.
Na takie rozwiązanie zdecydowała się jedna z lokatorek. Pełnomocnik w rozmowie z Radiem ZET wylicza, że jej miesięczne opłaty z tego tytułu wzrosną o kilkaset złotych. - Tam do tej pory mieliśmy czynsz na poziomie 1435 zł. Teraz za najem pani będzie płaciła o 40 zł więcej. Do tego dojdą opłaty do wspólnoty, które są na poziomie około 350 zł - mówi.
Właściciel chce sprzedać nieruchomość. Gmina odrzuciła ofertę
Pełnomocnik nie ukrywa też, że właściciel planuje sprzedać nieruchomość. - Pierwotnie spółka kupiła ją z myślą o pasywnym dochodzie. Natomiast należności z tytułu najmu osiągnęły taką wysokość, że w ocenie spółki stało się to nieopłacalne. Lokatorzy dostali oczywiście możliwość pierwokupu na preferencyjnych warunkach, z czego część skorzystała - wyjaśnia. Zwraca przy tym uwagę, że część lokatorów zalega z czynszem na łączną kwotę około 60 tys. zł. W niektórych przypadkach toczą się już postępowania sądowe.
- Spółka złożyła też ofertę sprzedaży budynków do gminy [...] Spółka była tu dość elastyczna, bo uwzględniliśmy rozliczenie się barterem, czyli wymianę gruntów. Natomiast gmina uznała, że niestety nie jest zainteresowana - poinformował.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET