`

W tej małopolskiej wsi mieszkają tylko dwie osoby. „Niewiele jest takich miejsc”

4 min. czytania
05.06.2026 08:03
Obserwuj nas na Google

Choć przywykliśmy do szybkiego internetu, sklepów na każdym rogu i paczkomatów, gdzie o każdej porze możemy odebrać zamówione produkty, to wciąż w Polsce są miejsca, gdzie aby zrobić zakupy, trzeba przejechać kilka, a nawet kilkanaście kilometrów, a najbliższy sąsiad mieszka w sąsiedniej wiosce. Tak właśnie jest w Czarnem, najmniejszej wsi w Małopolsce.

Wieś Czarne w Małopolsce
fot. Henryk Bielamowicz

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego wieś Czarne jest prawie opustoszała.
  • Co sprawia, że turyści przyciągani są do Beskidu Niskiego.
  • Jakie czynniki mogą wpłynąć na zanik małych wsi w przyszłości.

Wieś Czarne w południowej Małopolsce, tuż przy granicy ze Słowacją, zamieszkują obecnie dwie osoby, co sprawia, że to jedna z najmniejszych, o ile nie najmniejsza wieś w Polsce.

Ta dawna łemkowska osada, która przed II wojną światową liczyła ponad 300 osób, ale na skutek propagandy, wysiedleń i akcji „Wisła” opustoszała, znajduje się w jednej z najpiękniejszych dolin w całym Beskidzie Niskim. I od zawsze przyciągała turystów, szukających ciszy, spokoju i kontaktu z naturą. Od niej nazwę wzięło wydawnictwo prowadzone przez Monikę Sznajderman i Andrzeja Stasiuka i, którzy mieszkają w nieodległym Wołowcu.

Czarne zamieszkują dwie osoby

- Chodziło głównie o to, żeby mieszkać na odludziu, z dala od sąsiadów, ale jednocześnie blisko wsi, bo jako etnograf prowadziłem tutaj sporo badań terenowych i zaprzyjaźniłem się z ludźmi mieszkającymi w okolicznych wsiach - mówi w rozmowie z RadioZET.pl Jerzy Szczepkowski, z wykształcenia etnograf, który wraz ze swoją żoną Marią prowadzi w Czarnem pracownię ceramiczną.

Redakcja poleca

To właśnie oni są jedynymi stałymi mieszkańcami wsi. - Jak skończyłem studia nadarzyła się okazja, by kupić dom i się tutaj osiedlić. To miejsce spełniało wszystkie moje wymagania, było pusto, wszędzie daleko i nie groziło nam, że ktoś się tutaj osiedli, bo dolina i okoliczne tereny wydzierżawione są pod sezonowy wypas owiec góralom z Podhala. Było idealnie! - kontynuuje.

W okresie wypasu owiec na łąkach Czarnego rezyduje również baca Józef Klimowski, którego redyk słynny jest w całej Polsce.

Z dala od cywilizacji

Z Czarnego do najbliższych zamieszkałych wsi jest kilka kilometrów. Krzywa, Wyszowatka, Radocyna czy Zdynia to też niewielkie osady, ale to tam najbliżsi sąsiedzi. Mimo to Jerzy Szczepkowski i jego żona nie narzekają, że są z dala od cywilizacji.

- Nie należę do generacji, która by nie mogła żyć bez paczkomatów albo sklepu za rogiem, szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy przed domem stoi samochód. Jak się tutaj osiedlaliśmy, najbardziej zaawansowanym sprzętem do przemieszczania, którym dysponowaliśmy, był rower, a najbliższy przystanek autobusowy kilka kilometrów od nas – wspomina.

Jak mówi, oboje z żoną nie pochodzą z Beskidu Niskiego, ale wybrali to miejsce, bo właśnie czegoś takiego szukali. I byli świadomi, co ich czeka. Pytany o to, czy nigdy nie miał ochoty rozstać się z tym miejscem, zdecydowanie zaprzecza. - Może i były takie momenty, ale na początku byliśmy za młodzi, żeby zaprzątać sobie głowę czymś takim – zapewnia.

- Może mamy do sklepu trochę dalej niż inni, ale to już nie są te czasy takie, że trzeba dziesiątki kilometrów przejść, żeby się gdziekolwiek dostać - dodaje.

Małe wsie wyginą?

Po wspomnianej akcji „Wisła” Czarne, podobnie jak i wiele okolicznych wsi, zupełnie się wyludniło i przez lata nie było w nich stałych mieszkańców. Do kilku z nich wrócili mieszkańcy, inne, jak Nieznajowa czy Lipna, pozostały niezamieszkałe.

Czy nowe pokolenie, przyzwyczajone do wygód i nowinek technologicznych, będzie chciało osiedlać się w tego typu miejscach, czy też małe wsie będą powoli zanikać? Szczepkowski uważa, że nie zabraknie chętnych, aby zamieszkać z dala od cywilizacji.

 - Z żoną należymy do stowarzyszenia DOLINY, które stara się zachować charakter takich dolin jak Czarne, Radocyna, Lipna czy Nieznajowa. W ostatnich latach zresztą przeżywamy niesamowity napływ ludzi, w trybie urlopowo-wakacyjnym, którzy szukają miejsca, żeby spędzić czas bez specjalnego stymulowania. Miejsca, gdzie jest spokojnie, siermiężnie, bliżej natury. Wielu ludzi stawia też na aktywną turystykę, szukają szutrowych tras na rowery, żeby nie być skazanym na asfalt. I tutaj to znajdują - mówi w rozmowie z RadioZET.pl.

Wracać zaczynają także Łemkowie, który odzyskują odebrane im tereny. Dzieci czy wnuki dawnych mieszkańców przejmują leżące tam działki. Na razie, jeśli już, budują domki letniskowe, ale może i to kiedyś się zmieni.

- Mieszkamy przy żółtym szlaku, który prowadzi od Radocyny przez Czarne i Nieznajową. Ludzie często zaglądają do naszej pracowni ceramicznej i w czasie rozmów słyszymy, że wcześniej jeździli w Bieszczady, ale te, na przestrzeni ostatnich lat, bardzo się zmieniły. Powstało tam mnóstwo punktów usługowych, agroturystyk, pensjonatów, hoteli i restauracji. Tylko ludzie przyjeżdżali w Bieszczady, żeby znaleźć dzikość i ciszę. Tamten świat zniknął, zmienił się, dlatego przyjeżdżają w Beskid Niski – dodaje jego żona Maria Starzewska.

Rzucić wszystko i uciec w Beskid Niski

Jak mówi Starzewska, często słyszy od ludzi, że kiedyś jeździli w Bieszczady, ale teraz nie da się tam wytrzymać, bo jest człowiek na człowieku. I dawną rolę Bieszczad zaczął spełniać Beskid Niski. I to tam teraz uciekają ludzie, którzy chcą rzucić wszystko.

 Choć i tam zaczyna coraz śmielej zaglądać komercjalizacja. - Zastanawiamy się, czy jest możliwe, żeby Beskid Niski w takiej formie przetrwał. Przekonujemy lokalne władze, że to jest ogromna wartość, świat bez wielkiego zgiełku czy wszechobecnych atrakcji. Wszędzie jest ich pełno i właśnie takie miejsce, gdzie jest cisza, dzika przyroda i pamięć po ludziach, którzy tutaj mieszkali, to coś szalenie luksusowego - mówi jedyna kobieta w Czarnem.

- W innych miejscach jest sporo atrakcji, wieże widokowe, platformy, parki rozrywki. I to jest potrzebne, wiele osób tak chce spędzać czas. Natomiast bardzo niewiele jest na świecie takich miejsc, jak to. I chodzi o to, by tego miejsca nie zmieniać w resztę świata - puentuje.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET