Wakacje, a potem wezwanie do zapłaty. U rekordzistów to 40 tys. zł
Polscy kierowcy otrzymują z Chorwacji wezwania do zapłaty za wjazd do strefy ograniczonego ruchu w Dubrowniku. Problem budzą nie tyle same kary sięgające nawet 1500 euro (choć i wobec nich można mieć zastrzeżenia), ale przede wszystkim dodatkowe opłaty naliczane przez kancelarię prawną działającą w imieniu miasta.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego polscy kierowcy otrzymują mandaty z Chorwacji.
- Jakie dodatkowe opłaty nakłada chorwacka kancelaria adwokacka.
- Co zrobić w przypadku otrzymania wezwania do zapłaty z Dubrownika.
- Jakie wątpliwości mają kierowcy odnośnie oznakowania stref zakazu wjazdu.
Chorwacki problem polskich kierowców. Niespodziewane wezwania do zapłaty
Polscy kierowcy zgłaszają nietypowy problem. Chodzi o mandaty, które przychodzą do nich z Chorwacji, a konkretnie z Dubrownika. Kary wahają się od kilkuset, do nawet 1500 euro i są nakładane za wjazd na teren starego miasta. Do Polski wysyła je kancelaria prawna działająca w imieniu władz miasta, która dolicza dodatkowo honorarium za własne usługi.
Radio ZET rozmawiało z panem Jackiem, jednym z ukaranych kierowców, który postanowił sprawę nagłośnić, ale też wyjaśnić, bo ta nie jest tak oczywista, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. - Zacznę od tego, że rok temu byłem na wakacjach i pewnego dnia odwiedziłem Dubrownik. Okazało się, że wjechał do strefy, w której obowiązuje zakaz wjazdu dla turystów czy też osób niesposiadających stosownego zezwolenia. To był mój błąd - przyznaje nasz rozmówca.
Podkreśla jednak, że nie zdawał sobie wówczas sprawy z tego, że złamał przepisy. - Dowiedziałem się o tym 13 miesięcy później, kiedy w październiku listonosz przyniósł pismo z chorwackiej kancelarii adwokackiej. Była w nim informacja, że mam uregulować kwestię popełnionego wykroczenia i zapłacić 420 euro - wyjaśnia.
Mandat i dodatkowa opłata dla kancelarii
Pan Jacek zapoznał się z treścią dokumentu i zauważył, że na wspomnianą kwotę składają się dwie części. Pierwsza to 260 euro stanowiące karę za wykroczenie, czyli wjazd do strefy objętej zakazem. Druga to 160 euro kosztów adwokackich.
- Ja nabrałem wątpliwości, bo tam nigdzie nie było wyjaśnione, z czego te koszty wynikają. Generalnie samo pismo powoduje taki efekt, że człowiek zaczyna kojarzyć, że gdzieś był. Ono dodatkowo się uwiarygadnia, bo załączone są dokumenty, pełnomocnictwa, zdjęcia. To wyglądało jak klasyczny mandat, tylko mandatu nie było, a zamiast niego wezwanie do zapłaty - mówi.
Dodaje, że w samych dokumentach nie znalazł żadnego pouczenia o możliwości odwołania się od mandatu, czy wezwania do wskazania kierowcy, który danego dnia kierował pojazdem. - Generalnie treść była taka, że mam zapłacić, bo jeśli nie, to ta kwota wzrośnie od 900 do nawet 2000 euro. Była wskazana podstawa prawna, z której wynikało, że na uregulowanie mam osiem dni - tłumaczy.
- Z treści tego pisma wywnioskowałem, że jest ono niespójne - twierdzi. Pan Jacek zaczął więc drążyć sprawę, jak mówi, odszukał odpowiednie przepisy. Z tych - jak mówi - wynika, że kara dla osób prywatnych za omawiane wykroczenie wynosi 260 euro, ale dla prowadzących działalność gospodarczą wzrasta do 660 euro, a w przypadku firm leasingowych czy banków to już 1320 euro.
Problem dotyczy tysięcy kierowców. Rekordziści mają zapłacić nawet 40 tys. zł
Sama kara za wykroczenie nie stanowi istoty całego problemu. - Ja nie kwestionuję tego, że złamałem przepisy, dlatego to 260 euro ostatecznie zapłaciłem. Kwestionuję dodatkową opłatę dla kancelarii, bo nigdzie w przepisach nie znalazłem informacji o tym, że te koszty są przenoszone na obwinionego. W piśmie od kancelarii nie było też żadnego uzasadnienia dla doliczenia tych kosztów - mówi Radiu ZET.
- Ja nawet się cieszę, że miasto Dubrownik ma taką strefę, że pracuje nad tym, żeby zmniejszyć natężenie ruchu, żeby można było się po nim swobodnie poruszać. To jest dobre przedsięwzięcie, aczkolwiek nie zgadzam się z dodatkowymi kosztami, które nie są umocowane prawnie - dodaje.
- Natomiast do mecenasa napisałem, że 160 euro nie zapłacę do momentu, w którym nie przedstawi mi do tego podstawy prawnej. Zadałem mu kilka pytań dotyczących tej opłaty, ale odpowiedzi były wymijające. Wyjaśnił mi, że 100 euro to jest zapłata za jego pracę, 25 to podatek, a 35 to list, dane, korespondencja i czynności wynikające z ustalenia danych kierowcy - informuje.
Wątpliwości i pytania bez odpowiedzi
Jak mówi, sprawa bardzo go zbulwersowała, dlatego zaczął zastanawiać się, kto mógłby mu pomóc, bo - jak się później okazało - kierowców, którzy otrzymali podobne pisma są tysiące. - Wiem o tym z różnych forów, z mediów społecznościowych i od ludzi, którzy sami dostali takie wezwania. Są tacy, którzy dostali pismo o potrzebie zapłaty nawet 1505 euro. Znam osoby, które dostały sześć mandatów, bo sobie sześć razy objechały Dubrownik. Więc rekordziści mają do zapłaty nawet 40 tys. zł.
Fakt, że tak wielu kierowców otrzymuje wezwania do zapłaty automatycznie rodzi pytania o to, czy strefa, do której wjeżdżać nie można, jest odpowiednio oznakowana. Tego nasz rozmówca nie rozstrzyga. - Generalnie będąc na wakacjach, w czasie, gdy się relaksujemy, odpoczywamy z rodziną, czasem nie do końca zachowujemy tę ostrożność i możemy nie zwrócić uwagi na znaki. Co do samego oznakowania, to jest kwestia spora, jedni twierdzą, że jest ono dobre, inni, że nie. Ja nie chcę tutaj wchodzić w dyskusję na ten temat - ocenia.
Kolejny „znak zapytania" to kwestia tego, w jaki sposób kancelaria adwokacka weszła w posiadanie adresu, na który wysłała pismo z wezwaniem do zapłaty. - To jest dobre pytanie, które wystosowałem też do ministra cyfryzacji. Poprosiłem o udzielenie mi informacji o tym, kto, w jakim czasie i na jakiej podstawie pytał o dane moje i mojego pojazdu - mówi pan Jacek. Na moment powstawania tego artykułu resort nie odpowiedział.
- Ja prowadzę takie moje nieformalne, mogę to tak nazwać, dochodzenie, w ramach którego zbieram materiały świadczące o nieprawidłowościach wynikających z postępowania władz Dubrownika i kancelarii adwokackiej. Na ten moment zgromadziłem materiał dowodowy na 26 niezgodnych z prawem praktyk w tym zakresie - dodaje.
W materiałach przesłanych do redakcji Radia ZET pan Jacek zwraca uwagę, chociażby na uchwałę rady miejskiej w Dubrowniku, zgodnie z którą od 20 lutego 2025 roku przepisy przewidują ostrzeżenie zamiast kary dla pierwszorazowego sprawcy. „Żaden ze znanych mi zagranicznych kierowców takiego ostrzeżenia nie dostał, a kancelaria napisała, że «organ zadecydował», aby go nie udzielać" - czytamy.
MSZ: Ambasada w Zagrzebiu odnotowuje zapytania od polskich obywateli
Nasz rozmówca kontaktował się w tej sprawie nie tylko z resortem cyfryzacji, ale również z konsulatami czy MSZ. - Władze konsularne udzielają mi informacji, że pracują nad tym zaganieniem, że kontaktują się z odpowiednimi ministerstwami. Telefonicznie radzą, by wstrzymać się z płatnościami, choć oficjalnego poświadczenia na piśmie nie posiadam - mówi.
O sprawę Radio ZET zapytało też Ministerstwo Spraw Zagranicznych. W odpowiedzi resort potwierdził, że „ambasada RP w Zagrzebiu odnotowuje zapytania obywateli polskich w opisywanej sprawie". „Z uwagi na wątpliwości podnoszone przez obywateli RP dotyczące m.in. zasadności naliczania dodatkowych kosztów obsługi prawnej przy obsłudze należności za opłaty parkingowe w Republice Chorwacji, Ambasada RP w Zagrzebiu wystąpiła na początku października br. do władz chorwackich o stosowne wyjaśnienia, w tym wskazanie podstawy prawnej naliczania dodatkowych opłat za obsługę prawną windykacji należności. Od treści odpowiedzi uzależnione będą dalsze działania" - czytamy.
„Konsul RP wskazuje jednocześnie na możliwość wystąpienia do władz miejskich Dubrownika z wnioskiem o nienaliczanie dodatkowych kosztów windykacji należności za nieuiszczone opłaty parkingowe. W razie nieuwzględnienia takiego wniosku, konieczne jest zasięgnięcie porady prawnej u lokalnego adwokata – konsul RP nie jest uprawniony do udzielania porad prawnych ani reprezentowania obywatela polskiego przed lokalnymi organami, natomiast udostępnia listę adwokatów działających w Chorwacji" - wyjaśnia MSZ.
Dostałeś mandat z Dubrownika? W sieci znajdziesz pomoc i informacje
Pan Jacek zaangażował się w sprawę na tyle mocno, że stworzył specjalne poradniki dla osób, które otrzymały wezwanie do zapłaty. - One są przygotowane dla osób, które dostały wezwanie na 420 euro, czyli osób prywatnych i tych, które otrzymały 1505 euro, czyli pojazdów w leasingu i w kredycie bankowym - informuje.
- Ja udostępniłem je publicznie, są do wglądu i każdy może z nich skorzystać. Jest też grupa na Facebooku. Nazywa się „Mandaty Chorwacja". Tam również można znaleźć te poradniki i wszystkie niezbędne informacje. Jest tam cała instrukcja dotycząca tego, co należy zrobić - dodaje.
Źródło: Radio ZET