Wiadomo, co Dorian S. robił po bestialskim ataku na Lizę. "Tej twarzy nie zapomnę"
Śmierć 25-letniej Lizy z Białorusi poruszyła całą Polskę. Kobieta została zgwałcona w centrum Warszawy i przez kilka dni walczyła o życie w szpitalu. Wiadomo, co sprawca robił tuż po tym, jak skrzywdził dziewczynę. Do nowych informacji dotarła "Uwaga! TVN".
- 4 zdjęć Zobacz galerię
Do ataku na 25-letnią Białorusinkę w Warszawie doszło nad ranem w niedzielę. Liza przechodziła akurat ulicą Żurawią, wracając do domu. Napastnik, Dorian. S., zaciągnął 25-latkę do bramy, dusząc ją i przykładając jej nóż do szyi. Tam pobił ją i zgwałcił. Nagą i nieprzytomną kobietę, leżącą na schodach, znalazł dozorca. Po kilku dniach zmarła w szpitalu.
Z doniesień medialnych wynikało, że kilku świadków widziało napaść, ale żaden przechodzień nie powstrzymał Doriana S. Kamery monitoringu nagrały dwie kobiety, które - jak podał portal TVN Warszawa, już zgłosiły się na policję i złożyły zeznania. Nie miały świadomości, że są świadkami przestępstwa.
Okazuje się, że osób, które widziały gwałt, mogło być więcej. - Wszystkie osoby ustalone jako możliwi świadkowie zdarzenia zostały przesłuchane przez policję na etapie postępowania przygotowawczego – mówił portalowi RadioZET.pl prokurator Szymon Banna, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Dorian S. zgwałcił Lizę w centrum Warszawy. Potem poszedł do sklepu
23-letni Dorian S. został zatrzymany jeszcze w dniu popełnionego przez niego przestępstwa. - Dla nas wówczas hasło było jedno – musimy go złapać i zatrzymać. I musi ponieść odpowiedzialność za to, co zrobił - mówił w "Uwadze! TVN" podinsp. Robert Szumiata. Policjanci znaleźli w mieszkaniu S. nóż kuchenny i kominiarkę, użyte do popełnienia przestępstwa. Wiadomo już, że napastnik zrabował swojej ofierze dwa telefony komórkowe, kilka kart płatniczych oraz portfel.
Dziennikarze "Uwagi! TVN" odtworzyli drogę napastnika po popełnieniu przestępstwa. Mężczyzna z Żurawiej skręcił w ulicę Poznańską i poszedł w stronę placu Konstytucji. Dorian S. rozrzucał ubrania swojej ofiary i przedmioty z jej torebki. Następnie, "jakby nic się nie stało", wszedł do sklepu i zrobił zakupy. - Tej twarzy do końca życia nie zapomnę. Nie mieści mi się w głowie, że wszedł facet, który zaciukał kobietę w tak brutalny sposób i po prostu kupił papierosy. [...] Nie miał jeszcze zapalniczki, podszedł do jakichś dwóch chłopaków, rozmawiał z nimi. Tak jakby naprawdę nic się nie stało - mówił rozmówca "Uwagi! TVN".
Napastnik doszedł na pl. Konstytucji, gdzie wsiadł do tramwaju nr 4. Około godz. 6 wysiadł za skrzyżowaniem Rakowieckiej i Puławskiej i skierował się w stronę mieszkania, które wynajmował razem z partnerką.
Dorian S. przyznał się do winy. - Prokurator wskazał w zarzucie, że do tego czynu doszło ze szczególnym okrucieństwem. Mowa jest o zarzucie usiłowania zabójstwa połączonym z zarzutem zgwałcenia oraz rozboju z użyciem niebezpiecznego narzędzia, jakim jest nóż – powiedział Szymon Banna z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Źródło: Radio ZET/"Uwaga! TVN"
- To one widziały gwałt w Warszawie. Opowiedziały o wszystkim policji
- Mały samolot spadł w dzielnicy Wawer. Dwie osoby poszkodowane
- Tajemnicze eksplozje w Warszawie. Było je słychać w 6 dzielnicach. "Błysk i mega huk"