Wojna kiboli Motoru Lublin. Jest prawomocny wyrok w sprawie Mateusza W.
Sąd apelacyjny w Lublinie odrzucił wniosek obrońców Mateusza W., kibola Motoru Lublin skazanego za czynną napaść na policjanta i nielegalne posiadanie broni. To oznacza, że pseudokibic spędzi w więzieniu kilka najbliższych lat. Wyrok przyjął z kamienną twarzą.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie były zarzuty wobec Mateusza W., pseudokibica Motoru Lublin.
- Dlaczego obrona uważa, że wyrok dla Mateusza W. jest zbyt surowy.
- Które wydarzenia wpłynęły na przebieg i wynik procesu Mateusza W.
- Nie może być wątpliwości co do stanu świadomości oskarżonego. Ocena sądu pierwszej instancji jest jak najbardziej prawidłowa. Sąd nie dopatruje się znaczących rozbieżności w zeznaniach policjantów. Działanie oskarżonego zostało podjęte w zamiarze czynnej napaści na funkcjonariusza - uzasadniał sędzia sprawozdawca Sądu Apelacyjnego w Lublinie Artur Achrymowicz. Sąd podtrzymał wyrok z pierwszej instancji. Zarówno jeśli chodzi o kwalifikację prawną czynów, jak i wysokość kary.
Obrońca Mateusza W.: Wyrok zbyt surowy, oskarżony obawiał się policjantów
Przypomnijmy, że chodzi o sprawę z kwietnia 2023 roku. Mateusza W. próbowali zatrzymać policyjni tajniacy. Gdy jeden z nich podszedł do samochodu, w którym siedział pseudokibic, ten gwałtownie ruszył, potrącając funkcjonariusza. Później przez kilka kilometrów uciekał samochodem ulicami Lublina. W pewnym momencie wysiadł z auta i zaczął biec. Przepłynął też rzekę, jednak otoczony się poddał. Policjanci znaleźli w jego samochodzie broń automatyczną, ostrą amunicję oraz narkotyki.
Karabin znaleziony w samochodzie Mateusza W.
Prokuratura oskarżyła Mateusza W. o usiłowanie zabójstwa. Sąd okręgowy w Lublinie zmienił jednak kwalifikację czynu. Uznał W. winnym czynnej napaści na policjanta oraz nielegalnego posiadania broni, amunicji i narkotyków, uszkodzenie radiowozu i niezatrzymanie się do kontroli drogowej. Skazał go na dziewięć lat więzienia. Pseudokibic od 2,5 roku jest w areszcie.
Obrona jednak nie zgodziła się z tym wyrokiem i złożyła apelację. Podnosiła w niej, że Mateusz W. nie miał świadomości, iż próbują go zatrzymać policjanci. Był przekonany, że chcą go napaść mężczyźni, którzy kilka dni wcześniej, w pobliskim Świdniku brutalnie go pobili, używając paralizatora, noży i młotków. Mateusz W. broń miał wozić dla zapewnienia sobie bezpieczeństwa, choć jeden z policjantów przed sądem zeznawał, że W. mógł planować strzelaninę.
Obrońca Andrzej Samulak przed sądem przekonywał, że oskarżony nie słyszał okrzyków "policja". Dodatkowo w zeznaniach policjantów są rozbieżności co do tego, ile razy ten okrzyk padł – tylko raz, czy więcej. Jako wysoce nieprawdopodobne uznał, żeby potrącony funkcjonariusz trzymając się maski, jednocześnie w ręce trzymał legitymację. Dodawał też, że sytuacja była bardzo dynamiczna, a oskarżony widząc dobrze zbudowanych policjantów, poczuł się zagrożony. W związku z tym obrona domagała się zmiany kwalifikacji najpoważniejszego z zarzutów - z czynnej napaści na funkcjonariusza na spowodowanie obrażeń ciała, a w związku z tym złagodzenia wyroku. Określiła go jako bardzo surowy.
Wojna kiboli Motoru Lublin. Mateusz W. skazany na wieloletnie więzienie
Obrońca nie ukrywał, że kibol w przeszłości wielokrotnie wchodził w konflikty z prawem. Dodawał jednak, że ostatnie skazanie było w 2018 roku. Od tego czasu 31-letni dziś Mateusz W. ustabilizował swoje życie, zaczął studia i był utytułowanym zawodnikiem kick-boxingu. Zdobył nawet trzecie miejsce w mistrzostwach Polski.
Oskarżony także prosił o złagodzenie wyroku, aby nie zrujnował mu życia. - W chwili zatrzymania byłem świeżo upieczonym mężem, studentem drugiego roku, reprezentantem Polski, prowadziłem swój klub, uczestniczyłem w zawodach pucharu świata, prowadziłem działalność charytatywną – wyliczał przed sądem Mateusz W.
Prokurator Zbigniew Rafałko z takim obrazem się nie zgodził. Przypomniał sytuację z 28 lutego 2023 roku, gdy policjanci oznakowanym radiowozem próbowali zatrzymać Mateusza W. Wówczas udało się mu uciec. W aucie znaleziono m.in. metalowe pałki, siekierę, maczetę, gaz i kominiarki. Natomiast na początku kwietnia, gdy próbowali go zatrzymać, jego auto miało kradzione tablice rejestracyjne.
Prokurator nie dawał wiary zapewnieniom obrony i oskarżonego. - Oskarżony jest zdemoralizowany, zdeterminowany, żeby popełnić przestępstwo. Okoliczności wskazujących, że chodzi o zatrzymanie, było aż nadto – oznajmił Rafałko.
Sąd Apelacyjny podtrzymał karę dziewięcioletniego więzienia dla Mateusza W. W ustnym uzasadnieniu sędzia Achrymowicz tłumaczył, że owszem kara jest surowa, ale trudno dopatrywać się nadmiernej surowości. Przypominał, że W. miał w bagażniku broń służącą do „prowadzenia ognia ciągłego”, magazynek z kilkunastoma sztukami amunicji. - Zawartość bagażnika auta pokazuje, że trudno mówić, żeby oskarżony prowadził swoje życie z poszanowaniem prawa – mówił sędzia Achrymowicz.
Wpływ na wymiar kary miała też przeszłość Mateusza W. Pseudokibic ma już na koncie kilka wyroków. Na poczet kary sąd zaliczył 2,5-letni areszt. Wyrok jest prawomocny, choć przysługuje od niego skarga kasacyjna do Sądu Najwyższego. Czy obrona będzie ją rozważała? - Bez komentarza – ucina mec. Andrzej Samulak pytany przez RadioZET.pl.
Kibole Motoru Lublin, z prawef flaga Blind Fury
Wojna kiboli Motoru trwa od lat. Ataki maczetami, pobicia, najścia pod areszt
Przypomnijmy, że proces Mateusza W. jest jednym z wątków trwającej w Lublinie od kilku lat brutalnej wojny między dwiema zwaśnionymi grupami kiboli piłkarskiego Motoru. Ucierpiało w niej wiele osób. Wśród nich m.in. młodszy brat Mateusza W. Łukasz, który z ranami ciętymi ręki i śladami po paralizatorze na plecach trafił do jednego z lubelskich szpitali. Marcin W., ps. "Śliwa", został zaatakowany i pocięty maczetami. Cudem uszedł z życiem. W mieście dochodziło też do pobić. Niemal za każdym razem kibole konsekwentnie odmawiali zgłaszania spraw i współpracy z policją.
Po aresztowaniu Mateusza W. konflikt nie wygasł. Przeniósł się do aresztu i w jego okolice. Mateusza W., który najpierw przebywał w zakładzie przy ul. Południowej w Lublinie, ze względów bezpieczeństwa trzeba było przenieść do jednostki poza województwem. Umieszczono go najpierw w Piotrkowie Trybunalskim, a następnie w kolejnym areszcie.
Służba Więzienna cały czas obawia się o bezpieczeństwo osadzonego, ale też innych osób zaangażowanych w konflikt oraz samego aresztu przy ul. Południowej. W jednostce doszło do starcia zwaśnionych kiboli, a w jej pobliże przychodzili pseudokibice, którzy z zewnątrz wygrażali W. O szczegółach pisaliśmy na RadioZET.pl w środę 8 października. Czwartkowy wyrok jest prawomocny.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET