Nowe fakty o brutalnej wojnie kiboli Motoru Lublin. "Zagrożenie bezpieczeństwa"
Dwie walczące ze sobą grupy kiboli Motoru Lublin "w dalszym ciągu ścierają się ze sobą i pozostają w konflikcie" – wynika z oficjalnych dokumentów. RadioZET.pl dotarło do nowych faktów w sprawie wojny o "Ślepą Furię". Nie przerwało jej nawet osadzenie w więzieniu herszta jednej ze zwaśnionych ekip.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Czego w procesie apelacyjnym będzie domagał się Mateusz W.
- Dlaczego wojna kibiców Motoru Lublin trwa mimo skazania W.
- Co było przyczyną przeniesienia pseudokibica do innego aresztu.
W czwartek, 9 października, rozpoczyna się proces apelacyjny 31-letniego Mateusza W. Pseudokibic Motoru Lublin został nieprawomocnie skazany w grudniu ubiegłego roku na dziewięć lat więzienia m.in. za czynną napaść na policjanta, uszkodzenie radiowozu i nielegalne posiadanie broni automatycznej oraz ostrej amunicji. Teraz będzie starał się przekonać Sąd Apelacyjny w Lublinie, że nie wiedział, iż zatrzymują go nieumundurowani policjanci.
W. jest w areszcie od 2,5 roku, po tym jak został zatrzymany przez funkcjonariuszy po szaleńczym pościgu. Mogło się wydawać, że po umieszczeniu kibola w zakładzie karnym walka dwóch skonfliktowanych grup pseudokibiców przycichnie na dłuższy czas. Przeczą temu jednak dokumenty, wśród których jest m.in. korespondencja między sądem a Służbą Więzienną. Dotarło do niej RadioZET.pl.
Wojna kiboli Motoru Lublin nie ustała. Przeniosła się do aresztu
Na początku kwietnia 2023 roku Mateusza W. próbowali zatrzymać policyjni tajniacy. Gdy wsiadł do swojego forda focusa, jeden z nich zagrodził mu drogę. Mimo że mężczyzna miał w ręku policyjną odznakę, a na ramieniu opaskę, W. ruszył z piskiem opon i urządził rajd ulicami Lublina. Do pościgu włączyło się kilka radiowozów. Przed jednym z centrów handlowych kibol porzucił auto i zaczął uciekać pieszo. Przepłynął nawet rzekę. Ostatecznie jednak policjantom udało się go zatrzymać. W bagażniku focusa znaleziono czeską wersję kałasznikowa. Jeden z policjantów przed sądem zeznał, że W. mógł planować prawdziwą rzeź wśród swoich wrogów.
Zatrzymanie Mateusza W., kibola Motoru Lublin
Prokuratura oskarżyła pseudokibica o próbę zabójstwa policjanta w zamiarze ewentualnym. Sąd zdecydował jednak na zmianę kwalifikacji prawnej czynu na czynną napaść na policjanta. Mateusz W. został skazany na dziewięć lat więzienia. W apelacji Mateusz W. oraz jego prawnik podnoszą, że oskarżony nie miał świadomości, że jest zatrzymywany przez policję. Kilka dni wcześniej został porażony paralizatorem, brutalnie pobity i ugodzony nożem. Miał sądzić, że to napastnicy urządzili kolejny atak na niego. Dlatego będzie domagał się złagodzenia kary. Jeśli sąd przychyli się do tych argumentów, W. będzie mógł opuścić areszt.
Wspomniana napaść na W. i jego późniejsza ucieczka to tylko jeden z elementów wojny kiboli Motoru Lublin trwającej w mieście od kilku lat. Wojny, która nie ustała nawet po umieszczeniu W. w areszcie. Jak informowaliśmy, w sierpniu 2024 roku, trzeba go było przenieść do innego zakładu. W areszcie śledczym przy ul. Południowej doszło do starcia dwóch zwaśnionych ze sobą grup kiboli Motoru. W. zaczął się przepychać z innym osadzonym. Mężczyźni mieli też wzajemnie sobie wygrażać. Dyrekcja aresztu, aby zapewnić bezpieczeństwo pozostałym osadzonym, zdecydowała o przeniesieniu W. do oddalonego o 300 kilometrów Piotrkowa Trybunalskiego.
Wpływowi kibole nadal walczą. "Ścierają się i pozostają w konflikcie"
Mimo że od tego czasu minął już ponad rok, dyrekcja lubelskiego aresztu nadal uważa, że W. powinien przebywać poza miastem, a nawet województwem lubelskim. W przeciwnym razie jemu, innym osadzonym, a nawet samemu zakładowi grozi niebezpieczeństwo.
Mateusz W. już kilkukrotnie wnioskował o przeniesienie z Piotrkowa do innego więzienia. Chciał być bliżej domu, żeby rodzina i partnerka mogli go częściej odwiedzać. Żalił się na złą opiekę medyczną czy brak bezpieczeństwa. W końcu chciał uczestniczyć w kursach zawodowych, których piotrkowski areszt nie zapewnia. Szczególnie ten pierwszy argument był ważny dla W. Pobyt w odległym od Lublina areszcie rodzi też problemy natury logistycznej. Mateusza W. trzeba długo konwojować na rozprawy. Przeniesienie kibola rozwiązałoby więc kilka problemów.
Jednak opinia mjra Konrada Wawryszuka, zastępcy dyrektora AŚ w Lublinie, przesłana do sądu jest jednoznaczna. "W dalszym ciągu istnieje wysokie ryzyko konsolidacji uczestników podkultury przestępczej związanej ze środowiskiem pseudokibiców piłkarskiej drużyny. W grupie osadzonych deklarujących przynależność do podkultury przestępczej doszło do wewnętrznego podziału spowodowanego konfliktem między osadzonym W.(...), a innym aktualnie już byłym osadzonym. Obaj są osobami, które posiadają status wpływowych w swoich środowiskach. Prowadząc swoje działalności pomimo utożsamiania się z jednym klubem, pozostali po przeciwnych stronach, a frakcje, do których przynależą, w dalszym ciągu ścierają się ze sobą i pozostają w konflikcie." - pisze mjr Wawryszuk.
Dokument jest dość świeży, bo sprzed miesiąca. Ostatecznie Mateusza W. przeniesiono do innej jednostki. Jednak ze względu na bezpieczeństwo nie podajemy do której.
Kibole Motoru Lublin na stadionie
Kibole Motoru przy więzieniu wygrażali Mateuszowi W.
O tym, że nie są to wyłącznie puste słowa, świadczą zdarzenia z sierpnia ubiegłego roku. Po wspomnianym przez nas starciu w więzieniu w Lublinie zapadała decyzja o przetransportowaniu W. do Piotrkowa. Tak tłumaczyła to dyrekcja pierwszej z jednostek. "Posiadane informacje wskazywały, że bezpieczeństwo osobiste (Mateusza W. - przyp. red.) jest w poważnym stopniu zagrożone ze strony innych osadzonych przebywających w Areszcie Śledczym w Lublinie. Powyższe jest spowodowane narastającym konfliktem w obrębie grupy deklarujących przynależność do podkultury przestępczej." - pisał pod koniec sierpnia 2024 roku mjr Adam Ćwikła, były już zastępca dyrektora AŚ w Lublinie.
I dalej: "Aktualnie w sytuację włączają się także osoby przebywające na wolności - w nocy z 25 sierpnia oraz 26 sierpnia br. miało miejsce najście tłumu w okolice muru niedaleko jednego z pawilonów mieszkalnych. Mimo pełnej izolacji od innych nie można wykluczyć działań, które podejmowane mogą zagrażać bezpieczeństwu zarówno samego osadzonego, jak i jednostki penitencjarnej."
Niespełna miesiąc później, gdy W. wnioskował o przeniesienie bliżej domu, dyrekcja AŚ w Lublinie przekonywała sąd, że oskarżony powinien przebywać poza województwem lubelskim "(...) ponieważ osoby pozostające na wolności będące kibicami klubu piłkarskiego Motor Lublin z dużym prawdopodobieństwem będą gromadzić się pod murami jednostek penitencjarnych okręgu lubelskiego i zakłócać porządek oraz przez swoje zachowanie wprowadzać niepokój wśród osadzonych." - czytamy w kolejnym piśmie do sądu.
To oznacza, że W. nadal jest ważną postacią w konflikcie. A pozostająca na wolności grupa kiboli Motoru wcale nie zapomniała o jego czynach.
Wojna o "Ślepą furię" trwa od ponad dwóch lat
O co konkretnie chodzi? Główną osią konfliktu kiboli jest spór o prawa do nazwy "Blind Fury" (z ang. ślepa furia). Taki napis widnieje na jednej z najważniejszych flag pojawiającej się na stadionach. Tymczasem jeden z kiboli Paweł A. ps. "Baton" założył firmę Blind Fury Wear dystrybuującą odzież sportową dla zawodników i fanów sportów walki czy bokserów. Dla pseudokibiców było to naruszenie jednej ze świętości. "Baton" został wykluczony ze środowiska, w którym był ważną postacią.
W konflikcie Mateusz W. stanął po stronie Pawła A. Pokazywał się w odzieży Blind Fury Wear, zachęcał do jej zakupu i wspierał A. w portalach społecznościowych. Spór przerodził się w prawdziwą wojnę, która przeniosła się na ulice Lublina. Pod koniec lutego 2023 policja próbowała zatrzymać Mateusza W., który jechał autem z innym kibolem - Hubertem M. Mężczyźni uciekali samochodem, który później porzucili. W. rzucił się do ucieczki pieszo, ale M. zatrzymali mundurowi. Wysiadając z auta, potknął się i wypadł mu pistolet. W samochodzie policja znalazła siekierę, maczetę, metalowe pałki, gaz, petardy i kominiarki Motoru Lublin. Sąd skazał Huberta M. za nielegalne posiadanie broni.
Oświadczenie kiboli Motoru ws. Blind Fury
W marcu 2023 roku do szpitala w Lublinie trafił 25-letni Łukasz W., instruktor boksu i trener sportów walki, a także brat Mateusza W. Na plecach miał ślady po paralizatorze, miał też poważne rany ręki pochodzące najprawdopodobniej od ciosów maczetą. Lekarze zoperowali Łukasza W., a ten w rozmowie z policjantami przekonywał, że przewrócił się na szkło.
Na przełomie marca i kwietnia 2023 na terenie lubelskiej dzielnicy LSM nieznani sprawcy zaatakowali maczetami 41-letni Marcina W. ps. "Śliwa". Mężczyzna ledwo przeżył. Nie chciał jednak rozmawiać z policjantami. Napastnicy podczas ataku zgubili maczetę. Jednak sprawców ataku nie ustalono.
Zmowa milczenia trwa
Podobnych ataków w Lublinie było więcej, ale kibole konsekwentnie nie rozmawiali z policją. Z naszych ustaleń wynika, że skonfliktowani pseudokibice podkładali sobie także nadajniki GPS w samochodach, wybijali szyby. Dochodziło też do pobić.
W sierpniu 2023 roku podczas meczu piłkarskiego Motoru z Górnikiem Łęczna kibole z Lublina wywiesili wielką flagę. Napisali: "Baton. Knułeś, kłamałeś, ludzi oczerniałeś, Blind Fury za plecami opatentowałeś, za to z Motoru pogoniony zostałeś". Na drugiej, mniejszej dodali: "Jeb... cię kur...". Po tym zdarzeniu właściciel piłkarskiego Motoru miliarder Zbigniew Jakubas zagroził, że wycofa się z finansowania klubu, jeśli takie sytuacje będą się powtarzały. Od tego czasu na Motor Lublin Arenie jest spokojniej.
Sprawa Mateusza W. jest jedną z nielicznych, które swój finał znalazły w sądzie.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET