Wóz strażacki spłonął podczas gaszenia lasu pod Warszawą. Jest apel o pomoc
Dramatyczny zwrot akcji podczas gaszenia gigantycznego pożaru lasu pod Warszawą. Strażacy ochotnicy z OSP Turze, którzy ruszyli na pierwszą linię frontu walki z żywiołem, najpewniej bezpowrotnie stracili swój legendarny, ciężki wóz bojowy marki Tatra z 1973 roku. W trakcie nocnej akcji zapaliła się komora silnika. Teraz apelują o pomoc i wsparcie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego strażacy z OSP Turze stracili ciężki wóz strażacki.
- Jak awaria komory silnika wpłynęła na działania strażaków.
- Co robią strażacy z OSP Turze po stracie ciężkiego sprzętu.
- Jakie działania podjęto w walce z pożarem lasu pod Warszawą.
Strażacy ruszyli na pomoc. Stracili wóz z lat 70.
Na Czerwony Telefon Radia ZET zadzwonił zatroskany mieszkaniec miejscowości Turze. Jak powiedział: Strażacy z tamtejszej jednostki OSP w czwartek ruszyli do walki z ogniem w pożarze lasu pod Warszawą. Na miejsce ratownicy udali się ciężkim wozem strażackim marki Tatra. Pojazd wyprodukowano w 1973 roku, a w czynnej służbie był od 1997 roku.
Niestety, około północy doszło do awarii, którą ostatecznie udało się naprawić na miejscu. Kilka godzin później zapaliła się komora silnika, co ostatecznie uziemiło auto - najpewniej na dobre, bo na naprawę najprawdopodobniej nie ma szans. - Ten stary samochód bardzo wiernie służył, zawsze na pierwszej linii, ponieważ nowe samochody są oszczędzane - słyszymy od naszego słuchacza.
Spłonął wóz strażacki
Strażak-Ratownik z OSP w Turzu Dominik Borkowski w rozmowie z Radiem ZET powiedział, że na tę chwilę strażacy nie są w stanie określić, czy samochód da się naprawić. - Skupiamy się na działaniach ratowniczo-gaśniczych i to jest dla nas priorytet - powiedział.
Teraz druhowie z OSP w Turze mają do dyspozycji tylko jeden wóz bojowy - średni Iveco, który nie nadaje się do działań w terenie leśnym. Apelują więc o wsparcie, bo realnie zostali bez ciężkiego sprzętu. W sieci powstała już specjalna zbiórka na nowy wóz bojowy.
Spłonął wóz strażacki
- Nasze Iveco to jest pojazd typowo miejski, nie wszędzie uda się nim wjechać. W tym momencie szukamy kontaktu, jakieś pomocy od osób, które byłyby w stanie wesprzeć nas w uzyskaniu ciężkiego wozu bojowego, tak, żebyśmy mogli dalej działać - dodał Dominik Borkowski.
Pożar pod Warszawą
Przypomnijmy, że pożar lasu pod Warszawą wybuchł w czwartek, od momentu zauważenia ognia trwa akcja gaśnicza. Z najnowszych informacji wynika, że żywioł objął już około 300 ha. Na miejscu jest ponad 1000 osób, które nieustannie walczą z ogniem.
Po południu premier Donald Tusk - który uczestniczył w posiedzeniu sztabu kryzysowego - potwierdział, że jest jeszcze zbyt wcześnie, aby stwierdzić, że sytuacja jest w pełni opanowana. - Jest lepiej, niż było. Odebrałem raport, który pokazuje, jak dużą pracę wykonano przez całą noc - powiedział.
- Dużo zależy od tego wiatru, który znowu powoli się zrywa, ale ludzie są tutaj przygotowani - stwierdził premier. Dodał, że na ten moment nie ma ryzyka zarządzenia kolejnej ewakuacji ludności. Przekazał też, że chęć pomocy wyrazili Słowacy, i jeśli zajdzie taka potrzeba, to będziemy mogli z niej skorzystać.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET