Dzieci poszły się bawić na zamarznięty staw. "Śmiertelne zagrożenie"
W czwartek Wodna Służba Ratownicza poinformowała o incydencie, do którego doszło we wrocławskim parku. Duża grupa dzieci weszła na zamarznięty staw. Na pomoc ruszyły służby.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Ratownicy Wodnej Służby Ratowniczej we Wrocławiu interweniowali w sprawie 10 dzieci chodzących po zamarzniętym stawie.
- Po sprowadzeniu dzieci na brzeg pouczono je o zagrożeniach związanych z chodzeniem po lodzie; do akcji dołączyli strażacy PSP z JRG 2.
- Apel do rodziców: WSR podkreśla, że nawet pozornie zamarznięte zbiorniki nie są bezpieczne.
Duża grupa dzieci na zamarzniętym stawie we Wrocławiu
W czwartek przed godziną 15:00 ratownicy dyżurni Wodnej Służby Ratowniczej otrzymali zgłoszenie z Centrum Powiadamiania Ratunkowego we Wrocławiu dotyczące dużej grupy dzieci poruszających się po zamarzniętym stawie w Parku Stanisława Tołpy we Wrocławiu. Na miejsce natychmiast skierowano dwa zespoły WSR ze specjalistycznym sprzętem ratownictwa lodowego. "Ratownicy zastali 10 dzieci bez opieki osób dorosłych chodzących po zamarzniętym zbiorniku wodnym" - przekazuje WSR.
Dzieci natychmiast sprowadzono na brzeg i pouczono o realnym zagrożeniu, jakim jest chodzenie po lodzie. Po chwili do działań dołączyli również strażacy PSP z JRG 2. Po tym incydencie ratownicy zaapelowali do rodziców i opiekunów. "Nawet pozornie mocno zamarznięty zbiornik wodny nie jest bezpieczny. Lód może mieć ubytki po przeręblach, które po lekkim zamarznięciu i przysypaniu śniegiem są praktycznie niewidoczne i stanowią śmiertelne zagrożenie" - podkreśla WSR.
Internauci: "Brak słów"
Wpis opublikowało również biuro prasowe Urzędu Miejskiego Wrocławia. Pojawiło się pod nim kilkadziesiąt komentarzy. "Dzisiaj, przechodząc nad rzeką Oławą w okolicach ulicy Krakowskiej, też widziałem ślady, zapewne dzieciaków, które łaziły na lód całkiem daleko od brzegu. A tu jest znacznie głębiej niż tam na tym stawie. Lód jest stanowczo za cienki na takie łażenie i ryzykowanie" - pisze pan Marcin.
Z kolei pani Aleksandra dodaje: "Ostatnio w Parku Południowym rodzice z małymi dziećmi wchodzili na środek jeziora i pokazywali, jak się ślizgać. Brak słów. Co z tego, że kiedyś się tak robiło i nic się nie stało, skoro tym razem może się stać. Czy dawnej, czy teraz, jest to zachowanie skrajnie nieodpowiedzialne".
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET