`

Paczka wybuchła w rękach pani Urszuli. Kobieta przeżyła i wyszła już ze szpitala

2 min. czytania
18.01.2023 16:04
Obserwuj nas na Google

Pani Urszula, 31-letnia nauczycielka z Siecieborzyc w Lubuskiem, poważnie ucierpiała, gdy w jej rękach wybuchła paczka, którą znalazła przed domem. Kobieta po miesiącu wyszła ze szpitala. Konieczna była amputacja prawej dłoni, nie wiadomo również, czy odzyska sprawność w lewej, ale lekarzom udało się uratować wzrok kobiety. Ranne zostały też małe dzieci pani Urszuli.

Pani Urszula
fot. Facebook/Szpital Uniwersytecki w Zielonej Górze

Do tragedii w Siecieborzycach doszło przed świętami. 31-letnia Urszula, jej 8-letnia córka oraz 2,5-letni syn zostali poważnie ranni w wybuchu paczki, którą ktoś zostawił przed ich domem.  

- To był kwadratowy pojemniczek, jakieś 20 centymetrów na 20. (Urszula - red.) przeczytała, że zaadresowane jest to na nią. Paczka była zaklejona przezroczystą taśmą. Ona chyba wzięła nożyk i otwierała to, wtedy to wybuchło - relacjonowała dziennikarzom "Uwagi!" TVN matka Urszuli.

Redakcja poleca

Wybuch w Siecieborzycach. 31-letnia Urszula opuściła szpital

Kobieta przeżyła i trafiła do szpitala, w którym przeszła szereg operacji. Z jej ciała lekarze wyjęli wiele odłamków bomby i kawałków szkła. 31-latka straciła prawą dłoń, a lewą trzeba było przyszyć. Pani Urszula odniosła też liczne obrażenia twarzy. Lekarzom udało się uratować jej wzrok.

W środę Szpital Uniwersytecki w Zielonej Górze poinformował, że 31-latka czuje się dobrze i opuściła szpital. Spędziła w nim blisko miesiąc. W komunikacie podkreślono, że wszystkie procedury zadziałały. Kobieta trafiła natychmiast na Centralny Blok Operacyjny(CBO) i już 7 minut po tym, jak przywieziono ją do szpitala, chirurdzy przeprowadzili pierwszą interwencję.

- Naszym zadaniem było przygotowanie odpowiedniego zespołu urazowego, skoordynowanie działań różnych zespołów terapeutycznych, zabezpieczenie pacjentki i przekazanie w tym wypadku na CBO. To zagrało - powiedział lek. med. Szymon Michniewicz, kierownik SOR. 

31-latka trafiła pod opiekę ortopedów z Klinicznego Oddziału Anestezjologii i Intensywnej Terapii, którzy zoperowali ręce pani Urszuli. Niestety, prawej dłoni nie udało się uratować. - Lewa ręka się przyjęła, szycia się udały (…) Na pewno jest przyszyta i lekarze walczą o sprawność. Kciukiem rusza, nie wiem jak z pozostałymi palcami - mówił "Faktowi" w ubiegłym tygodniu szwagier kobiety.  

Następnie oczy pani Urszuli ratowali okuliści, a potem ponownie działali ortopedzi i chirurdzy. Szwagier 31-latki przekazał mediom pod koniec grudnia, że kobieta przeszła kilka poważnych operacji. Kobiecie ratowano narządy brzucha, na wysokości którego wybuchła paczka. Przeprowadzono też dwie operacje oczu i miednicy.

ZOBACZ TAKŻE:  Wybuch paczki w Siecieborzycach. "Córka krzyczała: mamo, dobij mnie!"

“Wśród tych, którzy ratowali zdrowie i życie pani Urszuli należy również wymienić psychologów, diagnostów oraz personel pielęgniarski z CBO i oddziałów. Jeśli do tego doliczyć ludzi, którzy objęli opieką także synka i córeczkę na oddziałach dziecięcych oraz kardiologów, którzy zajęli się babcią, to okazuje się, że w sprawę zaangażowanych było kilkadziesiąt osób” - przekazał szpital. 

7-letnia Ola trafiła do szpitala z otwartymi złamaniami prawej ręki oraz wieloma ranami od odłamków. Dziewczynkę czeka teraz rehabilitacja. Ze szpitala wrócił już 2,5-letni syn, którego rany się goją, a także babcia, przebywająca na oddziale kardiologicznym z powodu traumy. 

Rodzina jest objęta policyjną ochroną. Wciąż nie wiadomo, kto stał za atakiem. W sprawie prowadzone jest śledztwo w kierunku usiłowania zabójstwa.

Redakcja poleca

RadioZET.pl/"Fakt"/"Uwaga!" TVN

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET