W ostatniej chwili nie pojechał na pielgrzymkę. „Nie żyje moja sąsiadka, szok”

2 min. czytania
16.08.2026 14:52
Obserwuj nas na Google

12 osób zginęło w wypadku autokaru, który wiózł do kraju polskich pielgrzymów z wyjazdu do Medjugorje. Tragedii - która wydarzyła się na Węgrzech - cudem uniknął mieszkaniec podrzeszowskiej wsi, który w ostatniej chwili zrezygnował z udziału w pielgrzymce. W rozmowie z Radiem ZET pan Wiesław przyznał, że znał przynajmniej jedną z ofiar. 

Węgry
fot. PAP/EPA

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak doszło do tragicznego wypadku polskiego autobusu na Węgrzech.
  • Dlaczego premier Donald Tusk wysłał specjalny samolot na Węgry.
  • Co wiadomo o stanie zdrowia rannych pasażerów autobusu.
  • Które osoby z pielgrzymki uniknęły udziału w wypadku.

Węgry. Tragiczny wypadek polskiego autokaru

Do   tragicznego wypadku z udziałem polskiego autobusu doszło w nocy z soboty na niedzielę na autostradzie M3 pomiędzy miejscowościami Mezőkeresztes i Mezőnagymihály w północno-wschodniej części Węgier. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych potwierdziło, że 12 osób nie żyje. Premier Donald Tusk podjął decyzję, że służby medyczne i przedstawiciele MSZ polecą na Węgry specjalnym samolotem.  Ma on odlecieć w niedzielę między godz. 18 a 20. Wiadomo również, że w sprawie wypadku ruszyło śledztwo prokuratury. 

Podkarpacie - z którego to regionu wyruszyła pielgrzymka - wciąż w szoku po niedzielnej katastrofie. Pątnicy wracali do kraju z bośniackiego Medjugorje - jednego z najważniejszych miejsc kultu katolików. Oprócz 12 ofiar śmiertelnych są też ranni. 10 osób jest w stanie ciężkim, z czego pięcioro z nich w stanie zagrożenia życia. 

Redakcja poleca

Na pielgrzymkę z powodów rodzinnych w ostatniej chwili nie pojechał pan Wiesław ze wsi Siedliska w podrzeszowskiej gminie Lubenia. W rozmowie z Radiem ZET powiedział, co czuje na wieść o tragedii, która spotkała ludzi, których także znał, a której sam zdołał uniknąć. - Dzwonił mąż jednej z ofiar, że mieli wypadek przy powrocie i że nie żyje jego żona, a moja sąsiadka. To był dla mnie naprawdę bardzo duży szok. Znamy się przecież, nawet w tym roku wypoczywaliśmy wspólnie na Węgrzech. Nic, tylko modlić się za tych, którzy są ciężko ranni - relacjonował. 

Źródło: Radio ZET/Mateusz Kasiak

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET