Nie żyją siostry z Kobylej Góry. "Najbardziej prawdopodobna hipoteza". W tle tajemniczy list
Brutalne zabójstwo sióstr wstrząsnęło Kobylą Górą. W piątek śledczy zorganizowali wizję lokalną z udziałem ojca zamordowanych dziewczynek. Tymczasem według mediów jedna z hipotez wydaje się najbardziej wiarygodna. Pojawiają się też doniesienia o tajemniczym liście, który mógł się przyczynić do tragedii.
Śmierć dzieci w Kobylej Górze poruszyła opinię publiczną. Do dramatu doszło w czwartek. Około południa ojciec odkrył w domu ciała dwóch córeczek. Jego żona była nieprzytomna. W piątek prokuratura poinformowała o wszczęciu śledztwa w sprawie. - Postępowanie prowadzone jest w kierunku podejrzenia popełnienia przestępstwa zabójstwa. W najbliższym czasie zostanie przeprowadzona sekcja zwłok – przekazał prokurator Marcin Kubiak z Prokuratury Okręgowej w Ostrowie Wlkp.
Zabójstwo dzieci w Kobylej Górze. Tajemniczy list
W piątek przeprowadzono wizję lokalną z udziałem ojca zamordowanych dziewczynek, Janem K. Pokazywał on śledczym, jak wchodził do domu. W tym czasie na terenie posesji, odgrodzonej policyjnymi taśmami, stały radiowozy. — Po przeprowadzonym eksperymencie i zweryfikowaniu przez nas ważnych kwestii (Jan K. - red.) został zwolniony — mówił Onetowi Andrzej Borowiak, rzecznik wielkopolski policji.
Ze wstępnych ustaleń wynika, że najmłodsza dziewczynka została uduszona, starsza i jej matka miały rany cięte. Trzecia córka, 19-latka z niepełnosprawnością, uratowała się, bo była w szkole - mówił "Gazecie Wyborczej" jeden z mieszkańców miejscowości. Dziewczyna porusza się na wózku. Jest niepełnosprawna ruchowo i umysłowo. Wiadomo, że osoba ta w dniu tragedii wyjechała na kilka godzin do specjalistycznego ośrodka do Milicza.
Onet ustalił nieoficjalnie, że w sprawie 19-latki matka zwróciła niedawno uwagę sądu w Ostrzeszowie. Krystyna K. jest jej opiekunem prawnym z powodu ubezwłasnowolnienia. Kobieta wysłała "bełkotliwy list, pełen niejasnych pretensji".
"Treść listu była na tyle niepokojąca, że sąd sam z siebie, z urzędu, zainteresował się sytuacją rodziny. Zaczął sprawdzać, czy Krystyna K. nadaje się na opiekuna prawnego niepełnosprawnej córki. Postanowił zbadać także, jak opiekuje się dwiema młodszymi córkami" - czytamy. Po przeprowadzeniu przez kuratora wywiadu środowiskowego nie stwierdzono nieprawidłowości w rodzinie K. Mimo tego sąd dalej badał sprawę.
19 kwietnia w sądzie w Ostrzeszowie miało odbyć się posiedzenie w sprawie zmiany opiekuna prawnego dla niepełnosprawnej córki. Jak wyjaśnia Onet, decyzja ta nie oznaczała zabrania opieki Krystynie K. Sąd chciał jednak osobiście ją wysłuchać. Krystyna K. nie pojawiła się w sądzie, a jej mąż nie odebrał pisma w tej sprawie. Dzień później doszło do tragedii.
"Fakt": Najbardziej prawdopodobna hipoteza
Brat ojca dzieci Jana K. jest w szoku. — Nic niepokojącego nie zauważyliśmy, także ze strony Krystyny. Ciężko nam to wszystko zrozumieć — powiedział Onetowi. Sąsiedzi natomiast uważali, że "jest dziwna" i że "stawała się coraz większym odludkiem".
Jak ustalił "Fakt", policja bierze na razie pod uwagę kilka hipotez, jednak najbardziej prawdopodobna ma być ta, zakładająca, że Krystyna K. najpierw pozbawiła życia własne dzieci, a potem chciała je odebrać sobie. Kobieta miała zmagać się ostatnio z problemami natury psychicznej.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET