Zakaz smażenia ryb nad Bałtykiem. Nawet 2 tys. kary dla turystów
“Paragony grozy” znad polskiego morza od lat krążą w mediach społecznościowych. Turyści, chcąc uniknąć drożyzny, często decydują się na samodzielne gotowanie w wynajętych apartamentach. Przygotowana w ten sposób rybka może niestety słono kosztować.
Wakacje nad Bałtykiem coraz droższe. Kolejne hotele wprowadzają surowe kary
Smażona ryba najlepiej smakuje nad Bałtykiem. Dla wielu Polaków to nieodłączny element wakacji, bez którego nie wyobrażają sobie udanego wypoczynku. Od wielu lat ceny nad polskim morzem są jednak coraz wyższe: taki posiłek dla jednej osoby to nawet 100 złotych. Dla porównania, cztery porcje ryby kupionej u rybaka to koszt ok. 40 złotych.
Turyści oszczędzają, jak mogą, m.in. przygotowując jedzenie w wynajętych mieszkaniach. Tłumaczą, że pieniądze wolą wydać m.in. na atrakcje dla dzieci. Choć wydaje się, że nie ma w tym nic złego, właściciele apartamentów skarżą się na trudny do usunięcia brud i nieprzyjemny zapach, jaki zostaje po urlopowiczach. Jak ustaliła Wirtualna Polska, kary za przygotowanie nadmorskiego posiłku sięgają już nawet 2 tys. złotych.
Hoteli, w których trzeba bardzo uważnie czytać regulamin, jest coraz więcej. Najwyższe mandaty za smażenie ryby w pokoju hotelowym obowiązują m.in. w Mielnie. We Władysławowie czy Łebie “dodatek do rybki” to średnio 300 złotych.
– Ten smród wchodzi w ściany, tynki, a kafelki są popryskane olejem. Tego się nie da doczyścić i wywietrzyć w ciągu kilku godzin. Tyle mamy czasu na sprzątanie, bo przy zmianie turnusów w weekendy następni goście już czekają – wyjaśnia administrator apartamentów z Mielna, cytowany przez WP.
Źródło: Radio ZET/ Wirtualna Polska/ strefaagro.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET